Reklama

Reklama

Z czym do PGE Ekstraligi? Nawet światło mają za słabe

Przedstawiciele PGE Ekstraligi po wizycie na stadionie Arged Malesy Ostrów byli załamani. Infrastruktura na obiekcie jest w opłakanym stanie i jeśli klub z tym czegoś nie zrobi, to nie zostanie dopuszczony do jazdy w najlepszej lidze świata.

W PZM żartują, że ludzie z Ekstraligi po przyjeździe na stadion do Ostrowa czuli się, jak piękna panna na wydaniu, którą o rękę poprosił ktoś niezbyt urodziwy a na dokładkę bez grosza w kieszeni.

Długa lista usterek na stadionie Arged Malesy

Arged Malesa dostała z Ekstraligi długą listę usterek, które musi usunąć jeśli chce być w elicie. Cała infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Park maszyn nadaje się wyłącznie do tego, żeby go wyburzyć i postawić w tym miejscu nowy.

Problem jest też z drogą dojazdową z parku maszyn na tor. Nie jest ona w żaden sposób utwardzona, więc każdy mocniejszy opad deszczu może powodować, że motocykle zawodników będą grzęzły w błocie. Potem te brudne, ubłocone motory będą pokazywały kamery telewizji na starcie.

Reklama

Światło na żużlowym obiekcie w Ostrowie też słabe

Fatalnie wygląda też sytuacja jeśli idzie o światło. Jego moc, to 460 luxów, a trzeba mieć 1800. Na 1500 PGE Ekstraliga mogłaby machnąć ręką, ale na 460 absolutnie się nie zgodzi,

Na razie Arged Malesa przegląda listę rzeczy do naprawienia i melduje PGE Ekstralidze o usuwaniu kolejnych przeszkód. W ciemno można jednak założyć, że bez pomocy miasta i dużych inwestycji ta cała operacja się nie uda.

PGE Ekstraliga na razie spokojnie czeka

PGE Ekstraliga na razie jednak spokojnie czeka. Klub dostał konkretne terminy na załatwienie spraw. Jeśli się uda, to może się szykować do jazdy w elicie. W innym razie wdrożony zostanie plan B. Zaproszenia dostaną drugi i trzeci zespół eWinner 1. Ligi, a jak odmówią. to zostanie ogłoszony konkurs ofert.

Arged Malesa w związku z awansem musi się bardzo zmienić. Dotąd wszystko tam było na głowie dwóch ludzi. Zdarzało się, że trener Mariusz Staszewski, będąc zarazem wiceprezesem sprzedawał bilety, gdy brakowało rąk do pracy. W PGE Ekstralidze takie rzeczy jednak nie przejdą.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy