Reklama

Reklama

Wzięli zawodnika z dobrymi genami, a menedżer ma zadatki na torowego Copperfielda

W środowisku lekko podśmiechują się, że nowy system play-off jest skrojony pod GKM. Mimo szumnych zapowiedzi, odkąd drużyna z Grudziądza wróciła do PGE Ekstraligi ani raz nie awansowała się do pierwszej czwórki. Od tego sezonu do rozgrywki medalowej załapie się sześć zespołów. To ogromna szansa dla ekipy Janusza Ślączki na zdjęcie klątwy. Przy utrzymaniu starej regulacji GKM znów oglądałby walkę o medale w telewizji.

Dla ZOOleszcz GKM-u planem minimum na sezon 2021 było utrzymanie w PGE Ekstralidze. Tego udało się dokonać rzutem na taśmę, dopiero w ostatniej kolejce. Przez całe rozgrywki drużynę za uszy ciągnął niezmordowany Nicki Pedersen i to jemu koledzy powinni postawić po dużym piwie za uratowanie ligowego bytu. Mimo to w Grudziądzu nie zdecydowano się na rewolucję. Delikatnie przemeblowano tylko formację seniorską. Nowe rozdanie szykuje się za to wśród młodzieżowców.

Hit transferowy - Chcą wyhodować nowego Łagutę

Działacze GKM-u doszli do wniosku, że Kenneth Bjerre dotknął ściany i pewnego poziomu już nie przeskoczy, dlatego wymienili filigranowego Duńczyka na dużo bardziej perspektywicznego i widowiskowo jeżdżącego dotychczasowego lidera Abramczyk Polonii - Wadima Tarasienkę. To siostrzeniec świeżo upieczonego mistrza świata - Artioma Łaguty, czyli jeszcze niedawno gwiazdy zespołu z Grudziądza. Człowiek, który strącił z tronu naszego Bartosza Zmarzlika reprezentował GKM przez sześć lat z rzędu. Tutaj okrzepł i stał się maszynką do zdobywania punktów. Kilkanaście tygodni temu, już w pierwszym sezonie po odejściu z GKM-u świętował mistrzostwo Polski z Betard Spartą Wrocław.

Reklama

Przy Hallera liczą po cichu, że obdarzony dobrymi genami Tarasienko podąży śladem rodaka. W końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni. Trzeba jednak pamiętać, że między eWinner 1. Ligą, z której 27-latek przychodzi, a PGE Ekstraligą jest przepaść. Wydaje się więc, iż GKM-ie hołdują zasadzie, że kto nie ryzykuje ten nie pije szampana.

Największy atut - Czary z torem menedżera Janusza Ślączki

Nie odkryjemy Ameryki, jeśli napiszemy, że przynajmniej od kilku sezonów GKM jest drużyną własnego toru. Na wyjazdach ten zespół nie istnieje, dzięki czemu tak ważne jest doprowadzenie do porządku domowej nawierzchni. Nowy trener Janusz Ślączka może nie uczynił z własnego toru twierdzy, ale na pewno było bardziej powtarzalnie niż za czasów Roberta Kempińskiego. Zawodnicy bardzo chwalili menedżera za wykonaną pracę, a sami też nie kryli, że im dalej było w las, tym lepiej czytali warunki panujące na obiekcie w Grudziądzu. Skład niewiele się zmienił, pan Janusz będzie o rok mądrzejszy więc kibice mogą zacierać ręce, że za sprawą lokalnego Copperfielda grudziądzki tor stanie się już tylko czarną magią dla rywali.

Zagrożenie - Żółtodzioby wśród juniorów

Mogą wrócić demony sprzed lat, gdy GKM dysponował najgorszymi młodzieżowcami w całej PGE Ekstralidze. Do eWinner Apatora odszedł Denis Zielński, Kacpra Pludry nie puściła Fogo Unia Leszno, a Mateusz Bartkowiak, który chciałby dalej zakładać kewlar GKM-u przeciąga linę z macierzystą Moje Bermudy Stalą. W tej sytuacji grudziądzanie zostają z całą plejadą żółtodziobów, bez żadnego doświadczenia na najwyższym poziomie.

Przewidywany skład: 1. Wadim Tarasienko, 2. Krzysztof Kasprzak, 3. Przemysław Pawlicki, 4. Frederik Jakobsen, 5. Nicki Pedersen, 6. Wiktor Rafalski, 7. Seweryn Orgacki, 8. Norbert Krakowiak

Nasz typ: 6-7 miejsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy