Reklama

Reklama

​Włókniarz wskoczy na podium? W tej ekipie tkwią ogromne rezerwy

Betard Sparta Wrocław, eWinner Apator Toruń, Motor Lublin, Moje Bermudy Stal Gorzów, Fogo Unia Leszno - takich faworytów do wygrania PGE Ekstraligi w sezonie 2022 wymienia się najczęściej. Tymczasem w cieniu tej piątki czają się częstochowskie "Lwy", które mogą dokonać spektakularnego skoku na podium. To w tej ekipie bowiem tkwią największe rezerwy.

Eltrox Włókniarz Częstochowa, mimo mocarstwowych planów, w dwóch ostatnich sezonach rozczarował i w ogóle nie awansował do play off. Teraz pewnie się to zmieni, bo w decydującej fazie walki o medale wystąpi aż sześć zespołów. Plan minimum założony przez trenera Lecha Kędziorę nikogo pod Jasną Górą jednak nie usatysfakcjonuje. Prezesowi Michałowi Świącikowi marzy się finał i jeśli przyjrzeć się częstochowskiej ekipie, to wcale nie są to mrzonki. Włókniarz ma pola, na których może się znacznie poprawić.

Włókniarz potrzebuje dobrego toromistrza

Pierwsze z nich to własny tor. W żużlu podstawą do osiągania ligowych sukcesów jest atut własnej "twierdzy". Betard Sparta Wrocław i Motor Lublin, czyli zespoły, które w tym roku pojechały w finale u siebie, zarówno w rundzie zasadniczej, jak i w play off, nie przegrały z nikim. Tymczasem częstochowianie u siebie zanotowali aż trzy wpadki (Leszno, Gorzów, Wrocław). Gdyby tabelę budować tylko na podstawie wyjazdowych wygranych, to dla podopiecznych Piotra Świderskiego miejsce w najlepszej czwórce by się znalazło, ale niestety dla częstochowian liczył się całokształt. Domowe wpadki pozbawiły Włókniarz awansu już drugi rok z rzędu. Z torem przy ul. Olsztyńskiej, który kiedyś był dużym handicapem "Lwów" nie uporał się ani wspomniany Świderski, ani rok wcześniej trener Marek Cieślak, a kombinacje z dosypywaniem glinki, jeszcze tylko pogorszyły sprawę. Jeśli więc marzą pod Jasną Górą o sukcesach, to muszą szybko znaleźć toromistrza, który we współpracy z trenerem Lechem Kędziorą, upora się z tym bałaganem.

Reklama

Mistrz świata nie może siedzieć w parkingu

Druga sprawa to młodzieżowe armaty. Eltrox Włókniarz ma obok Motoru Lublin najlepszą młodzieżową formację z lidze złożoną z młodzieżowego indywidualnego mistrza świata - Jakuba Miśkowiaka i Mateusza Świdnickiego. To właśnie juniorzy pomogli częstochowianom wygrać w tym roku wyjazdowe mecze w Gorzowie i Toruniu. Szkoda tylko, że nie zostali do końca wykorzystani. Na szczęście dla klubu Piotr Świderski, który nie potrafił w pełni wykorzystać ich potencjału, pod Jasną Górą już nie pracuje. Pytanie tylko czy skory do odpalania juniorskich "armat" będzie jego następca - Lech Kędziora, który nigdy przecież nie był taktycznym wirtuozem.

Leon Madsen znów musi być "zawodowcem"

"Leon Zawodowiec", "Król spod Jasnej Góry" - od kiedy mały Duńczyk pojawił się w drużynie Eltrox Włókniarza Częstochowa dorobił się wielu określeń potwierdzających jego klasę. W pełni na nie zasłużył, bo w kolejnych sezonach był prawdziwą maszynką do zdobywania punktów. Niby patrząc na statystyki dalej nią jest, bo tegoroczna 5. średnia w lidze (2,219 pkt/bieg), to wciąż rewelacyjny wynik, ale jednak odbiegająca od maestrii z lat 2018-2019, gdy Madsen jechał ze szwajcarską precyzją na identycznym poziomie - 2,443 pkt/bieg. Nie próbował też wówczas na żadnych meczach ligowych testów z silnikami, co w tym roku np. fatalnie odbiło się na wyniku w meczu z Betard Spartą Wrocław.

Kacper Woryna i Bartosz Smektała muszą spłacić kredyt zaufania

Przed sezonem 2021 prezes Michał Świącik pozyskał dwóch młodzieżowych reprezentantów Polski. Ruch w teorii wydawał się idealny, a częstochowskiego działacza ochrzczono mianem "króla transferowego polowania". Problem w tym, że dla obu aklimatyzacja w nowej ekipie okazała się trudna. Smektała z pozycji młodzieżowego asa, który w 2020 roku jechał w Lesznie ze średnią 1,863 pkt/bieg, stał się chimerycznym przeciętniakiem (1,493), a Woryna miał tak fatalny start sezonu, że wydawało się, iż w ogóle straci miejsce w składzie. Pod koniec rozgrywek rybniczanin był już jednak zupełnie innym żużlowcem, który w ostatnim domowym starciu z eWinner Apatorem Toruń potrafił nawet ustrzelić płatny komplet. Jeśli w przyszłym roku obaj spłacą dany im "kredyt zaufania", to częstochowianie będą mogli śmiało bić się nawet o mistrzowski tytuł.

Potrzebny Lindgren z Grand Prix


Pod warunkiem oczywiście, że swoje zrobi Fredrik Lindgren. W Częstochowie mają trzeciego zawodnika świata w sezonie 2020 i piątego z tegorocznego sezonu. Problem w tym, że Lindgren z Grand Prix, a w lidze, to dwaj zupełnie inni zawodnicy. Pod Jasną Górą na światowym poziomie ostatnio jeździł w 2018 roku! Od tego czasu z roku na rok jest już tylko gorzej. Tegoroczna średnia 1,652 pkt/bieg i ledwie 28. miejsce na liście najskuteczniejszych, to już jednak chyba największa próba, na jaką Szwed był w stanie wystawić cierpliwość częstochowskich działaczy. Jeśli w 2022 roku się nie poprawi, to raczej nikt nowego kontraktu z nim nie podpisze. Mobilizację więc będzie miał podwójną.



Obudzić potencjał Jeppesena

Podobną ostatnią szansę będzie miał też Duńczyk - Jonas Jeppesen, który tafił do Częstochowy po tym, jak częstochowianie zachwycili się jego występem w sezonie 2022 w Ostrowie, gdy prawie w pojedynek wygrał z eWinner Apatorem Toruń. Tym meczem pokazał, iż drzemie w nim spory potencjał. Zderzenie z PGE Ekstraligą było jednak bolesne. Duńczyk z reguły zawodził, a trener Piotr Świderski miał do niego niewielkie zaufanie. Meczami w Toruniu (8 pkt i 2 bonusy) oraz w Grudziądzu (9 pkt) udowodnił jednak, iż stać go na dobrą jazdę nawet w elicie. W przyszłym roku te przebłyski muszą się jednak zmienić w regularność.

Czy wytrzymają "ciśnienie"?

Podsumowując, Eltrox Włókniarz ma armię, która przynajmniej w teorii może narobić w przyszłym roku zamieszania w PGE Ekstralidze. Tyle, że jest też spore zagrożenie. Nie jest oczywiste, że każdy z wymienionych zawodników się poprawi, a potencjał młodzieży czy własnego toru zostanie odpowiednio wykorzystany. Ta armia nie będzie już miała czasu na zbieranie doświadczenia i wpadki. Będzie na niej ciążyła presja dwuletnich rozczarowań, którą częstochowscy działacze jeszcze sobie spotęgowali, podpisując grzecznościowy, "warszawski" kontrakt z Rune Holtą. 48-letni Duńczyk może zastąpić każdego, nawet wskoczyć do składu za Jonasa Jeppesena, bo wtedy na pozycję U24 trener Lech Kędziora może przesunąć Bartosza Smektałę. Wprowadzenie weterana to jednak niekoniecznie może być panaceum na kłopoty. Równie dobrze może spowodować zepsucie atmosfery, a wtedy o skoku na podium... pozostaną tylko marzenia.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama