Reklama

Reklama

Władze PGE Ekstraligi i żużlowcy na tym samym wózku. Nie pojadą, nie zarobią, a rachunki trzeba płacić

Część prezesów klubów PGE Ekstraligi głośno mówi, że trzeba przełożyć jej start o miesiąc, może dwa. To kompletnie nie jest na rękę zawodnikom, dla których brak jazdy w kwietniu i maju oznacza utratę przychodów i być może nawet finansowej płynności ich firm.

Nie mówimy oczywiście o czołówce z przychodem powyżej miliona złotych, czy niewiele mniejszym. U nich przełożenie inauguracji z 3 kwietnia na czerwiec nie spowoduje żadnych wielkich strat finansowych. U całej reszty może jednak pojawić się taki sam problem, jak przed rokiem, kiedy nagle trzeba było ciąć koszty. Niektórzy zwalniali zawodników, inni zadłużali się u dostawców sprzętu.

Reklama

- Żaden z żużlowców nie chce tego przerabiać po razu drugi - mówi nam Krzysztof Cegielski, szef stowarzyszenia zawodników Metanol. - Oni nie są na pensjach. Nie jadą, nie zarabiają. Zimowe wydatki już w tej chwili wielu przerosły, bo też i koszty znacząco wzrosły. Wielu dostawców sprzętu jest w Anglii, a przecież mieliśmy brexit (ceny wzrosły o podatki i cło - dop. aut.).

Staje się jasne, że jeśli ktoś nie ma gwiazdorskiej gaży, to pieniądze z przygotowania do sezonu wydaje na bieżąco. Zwłaszcza że ma jeszcze na utrzymaniu team, a mechanik kosztuje średnio 7 tysięcy miesięcznie. Już po ubiegłorocznym przełożeniu ligi z kwietnia na czerwiec wielu zawodników okroiło zatrudnienie do jednego mechanika (drugiego wezmą, jak ruszy liga), dzięki czemu zaoszczędziło blisko 60 tysięcy w skali całego sezonu (od lutego do października).

O ile dla prezesów przełożenia ma sens, potrzebują pieniędzy od kibiców (w PGE Ekstralidze już mówią, że trzy pierwsze kolejki pojadą bez widzów), o tyle dla zawodników, to nie większego znaczenia. Pewnie, że wolą jechać z publicznością, ale nawet jeśli mieliby stracić 500 złotych na punkcie (regulamin zakłada o tyle niższą stawkę, gdy przy zapełnieniu trybun od 0 do 49 procent), to i tak im się nie opłaca. Dla nich lepiej jest mieć odrobinę mniej, ale na bieżąco. Przy przełożeniu o dwa miesiące pierwsza wypłaty dostaną w lipcu, może pod koniec czerwca.

- Poza wszystkim u zawodników ważny jest też aspekt samej jazdy i rywalizacji - przekonuje Cegielski. - Już teraz wielu przebiera nogami, by wyjechać na tor - dodaje i trudno z tym polemizować. Nie od dziś przecież wiadomo, że żużlowcy potrzebują adrenaliny, by móc normalnie funkcjonować. Dla nich już długa zimowa przerwa jest problemem, więc wydłużanie jej o kolejne miesiące na pewno im nie służy. 

Interes zawodników jest zbieżny z tym spółki zarządzającej rozgrywkami. Ekstraliga Żużlowa chce wystartować zgodnie z planem, żeby nie robić z ligi karykatury. Poza tym ma zobowiązania wobec partnerów (telewizja, sponsorzy).

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama