Reklama

Reklama

Wielki talent na wielkim zakręcie. Birkemose niechciany nawet w 2. Lidze Żużlowej

Można śmiało użyć zwrotu, że dalsza kariera utalentowanego Duńczyka stoi pod dużym znakiem zapytania. Marcus Birkemose zraził do siebie wszystkich, nawet tych którzy do niedawna stali za nim murem. Pokłócił się z mechanikami, w Gorzowie mają go dość, a w ojczyźnie nie bardzo chcą już mu pomagać. Zainteresowania 18-latkiem nie wyrażają nawet kluby z najniższego szczebla.

Gdy Stal podpisywała umowę z Birkemose, przekonywała świat, że przechwyciła wielki, żużlowy talent, być może największy w ostatnich latach. Sam zawodnik dawał podstawy do takiego myślenia, bowiem już jako 16-latek zajmował w Danii czołowe pozycje w seniorskich zawodach. Wydawało się, że faktycznie mówimy o perełce, jakiej świat speedwaya dawno nie widział. Na sezon 2020 Birkemose został oddelegowany do PSŻ-u Poznań, by tam uczył się polskiego żużla. W 2. Lidze Prezentował się świetnie i jeszcze będąc nastolatkiem był jednym z niekwestionowanych liderów zespołu.

Reklama

Już jednak w stolicy Wielkopolski dał o sobie znać jego trudny charakter. Gdy coś mu nie wyszło, krzyczał tak głośno, że było go słychać za stadionem. Marcus ma wybuchowy temperament i to akurat nic złego dla żużlowca, bo mieliśmy mnóstwo przykładów takich zawodników, którz sięgali po złoto w GP. Wystarczy przytoczyć choćby Nickiego Pedersena. Birkemose jednak trochę za wcześnie poczuł się uprawniony do zachowań, które jeśli mają być wybaczane, to tylko i wyłącznie wielkim gwiazdom. On jednak gwiazdą póki co jeszcze nie jest.

Birkemose bez klubu?

W Gorzowie w tym sezonie Duńczyk mocno rozczarował. Nikt wielkich cudów i kompletów od niego nie oczekiwał, ale poza pierwszym biegiem (który wygrał), nie przyjechał choćby raz nawet na drugiej pozycji. W większości spotkań kończył biegi daleko z tyłu, a do tego dziwnie się zachowywał. Potrafił głośno śmiać się przed kamerami po upadku kolegi czy po kolejnym fatalnym występie. Zdarzało mu się tańczyć i śpiewać tuż przed włączeniem czasu dwóch minut do biegu, w którym... startował! Pojawiły się pytania, czy traktuje żużel poważnie.

18 lat to bardzo młody wiek i Marcusowi można wiele wybaczyć. Problem polega jednak na tym, że w ciągu kilku miesięcy spalił za sobą niemal wszystkie mosty, a środowisko żużlowe jest małe i pamiętliwe. Co chwilę zmieniał mechanika, lekceważył pomoc od Stali czy byłych zawodników. Obecnie zainteresowanie Birkemose nie wyrażają nawet ośrodki drugoligowe i w sumie trudno się dziwić. Nikt nie chce współpracować z chłopakiem, który przysparza samych problemów i nie wyciąga żadnych wniosków. 

Stal nie chce mu robić kłopotów i z pewnością puści go do innego klubu, o ile znajdzie się chętny. Póki co, takowego nie widać. Podobnie jak nie widać u zawodnika chęci zmiany toksycznych zachowań.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy