Wielki błąd Motoru Lublin. Rosyjski mistrz zwrócił na to uwagę, będą kłopoty
KS Apator Toruń sensacyjnie może wyeliminować Orlen Oil Motor Lublin, pozbawiając ich awansu do finału PGE Ekstraligi. Mistrzowie Polski mają duży problem, bo mogą paść ofiarą własnych decyzji. W Lublinie startuje aż czterech zawodników z Grand Prix, a niedawno wkroczyliśmy w najważniejszą fazę sezonu. To właśnie tu upatruje się głównej przyczyny kryzysu. - Cotygodniowe zawody, do czego dochodzi zmęczenie, a na drugi dzień masz ważny mecz ligowy. To wypompowuje energię z zawodników - podkreśla Marek Cieślak. - Widziałem po nich, że byli zmęczeni - wtóruje mu Emil Sajfutdinow, gwiazda klubu z Torunia.

51:39 - takim wynikiem skończyła się pierwsza odsłona rywalizacji toruńsko-lubelskiej na Motoarenie. W najbliższy piątek oba zespoły zmierzą się w Lublinie. Drużynie z Torunia wystarczy 40 punktów, by wjechać do wielkiego finału. To byłby ogromny zawód mistrzów Polski, u których już zdiagnozowano problem.
Już zimą bili na alarm, gotowy przepis na katastrofę
Bardzo wiele mówi się o samych silnikach Ryszarda Kowalskiego, na których ścigają się Bartosz Zmarzlik i Jack Holder. Obaj zawodnicy nie są już tak regularni, do czego wcześniej nas przyzwyczaili. Swoje wpadki notuje także Fredrik Lindgren oraz Dominik Kubera. W przypadku tej całej czwórki ma chodzić nie tylko o sam sprzęt.
Zimą ostrzegano Jakuba Kępę, prezesa Motoru Lublin, że może się doigrać. Mowa o posiadaniu czterech zawodników z Grand Prix, którzy nie boją się walczyć o ostatni centymetr toru. Jednak nie urazy, a zmęczenie dało o sobie znać. Głównie przez to mieli polec w Grodzie Kopernika.
Przed sezonem już o tym myślałem. Czterech zawodników w Grand Prix, trudna końcówka, bo każdy o coś walczy. Jeden o medal, drugi o utrzymanie. Cotygodniowe zawody, do czego dochodzi zmęczenie, a na drugi dzień masz ważny mecz ligowy. To wypompowuje energię z zawodników
Rosjanin zauważył ważną rzecz, "byli zmęczeni"
Ten sam fakt zauważył lider KS Apatora, Emil Sajfutdinow. Rosjanin z polskim paszportem niedawno wrócił na tor po kontuzji mięśni pośladka. 3-krotny brązowy medalista indywidualnych mistrzostw świata powiedział o tym wprost, jak wyglądali zawodnicy z Lublina po sobotnim turnieju w Rydze.
- Nie zazdroszczę im. Widziałem po nich, że byli zmęczeni. Taki jest kalendarz i już jesteśmy przyzwyczajeni. Wiemy, że to najbardziej kluczowy okres - zdradza.
Szczęście Motoru jest takie, że rewanż pojadą w piątek, czyli dzień przed zawodami w Vojens. Przed nimi tak czy inaczej spora strata, której łatwo się nie odrobi - To Apator jest teraz faworytem. Na innej krzywej są zawodnicy obu drużyn. Poczucie własnej wartości jest po stronie torunian. Stres jest po stronie chłopaków z Lublina, a to nie pomaga - tłumaczy Jacek Frątczak.
Zobacz również:













