Reklama

Reklama

W tym klubie ktoś będzie niezadowolony. Granat w szatni!

W kadrze Arged Malesy Ostrów na sezon 2022 pozostaną: Nicolai Klindt i Oliver Berntzon. Do klubu dołączy jeszcze Chris Holder. Obcokrajowców będzie trzech, a miejsc w składzie tylko dwa. Ekspert pochwalił wybór działaczy beniaminka i zaznaczył, że nikt nie rzuci bomby do szatni.

- Podoba mi się podejście ostrowian do przyszłego sezonu. Widać, że w klubie jest pełen spokój, nie ma żadnej paniki. I dobrze, bo nie ma co panikować. Doskonale wiemy, jaką sytuację od lat ma beniaminek. Rywalizacja obcokrajowców? Ja jestem zwolennikiem - komentuje Wojciech Dankiewicz, były żużlowy menedżer, obecnie komentator.

Klindt, Berntzon czy Holder? Ktoś będzie niezadowolony

Są tylko dwa miejsca dla obcokrajowców powyżej 24. roku życia, a prezes Waldemar Górski zakontraktuje trzech. Jeden z trójki Nicolai Klindt, Oliver Berntzon, Chris Holder będzie niezadowolony. Chyba, że trener Mariusz Staszewski zastosuje rotację w zależności od rywala i toru, choć takie zabiegi w przeszłości nie wpływały najlepiej na jazdę zawodników. 

Reklama

- To jest sport, rywalizacja jest wpisana w naturę sportu. W tym wypadku powinna przynieść same korzyści. Co innego jak prowadzi się taki zespół jak wrocławska Sparta, gdzie żaden straszak nie był potrzebny i zawodnicy mieli czyste głowy. W Ostrowie na lepszy skład nie mogli sobie pozwolić. Uważam, że nie będzie żadnego problemu czy bomby rzuconej do szatni. Zawodnicy mogą tylko zyskać. Jak ktoś miałby pewne miejsce, wtedy mogłoby być różnie. Pewność siebie powoduje tzw. "lenistwo". Teraz jeden będzie napędzał drugiego - mówi Dankiewicz.

Jeśli ktoś na przedsezonowych treningach i sparingach zaprezentuje słabszą dyspozycję od kolegów, to może czekać go nawet wypożyczenie. Nikt przecież nie chce siedzieć i nie zarabiać. - Myślę, że sytuacja będzie się rozwijała w zależności od tego, w jakiej dyspozycji będą zawodnicy. Wypożyczenie też może wchodzić w grę, ale póki co ostrowianie robią pierwszy, bardzo dobry ruch. Idą we właściwym kierunku, są doświadczeni działacze i doświadczony trener. Ich decyzje są przemyślane - zaznacza ekspert.

Zawodnicy nie lubią rywalizacji

Niepewność może odbić się na psychice walczących zawodników. W każdym biegu mogą mieć z tyłu głowy perspektywę wypadnięcia ze składu na następny mecz. - Ale to nie jest przedszkole, mają jechać najlepsi. W zasadzie nie lubię płaczków, a takich mieliśmy wielu w różnych ligach. Nie robili punktów, ale w mediach płakali mówiąc, jaki klub czy trener są niedobrzy. Nie pokazywali nic wielkiego na torze, żeby zmienić swoje położenie. Każdy jest kowalem własnego losu. Nikt za darmo punktów czy pieniążków nie dostaje. Tak samo będzie z zawodnikami - dodaje Dankiewicz.

Siedzi na ławie = nie zarabia

 W żużlu rezerwowi w przeciwieństwie np. do piłkarzy nie zarabiają. - Ubolewam nad tym, że tak jest, ale tutaj są twarde reguły finansowe. Boli mnie też to, że przeciętni - brzydko mówiąc - "kopacze" z III ligi siedzą na ławach, nie wychodzą w pierwszych składach, a dostają pieniądze. Mają też zapewniony byt, bazę treningową, lekarzy, dietetyków. Nie muszą nawet kupować sobie butów. Żużlowcy muszą zadbać o wszystko, począwszy od sprzętu, kończąc na środkach transportu, mechanikach i księgowej - wylicza nasz rozmówca. 

- To są całkowicie inne sporty. Podejrzewam, że gdyby w klubach było więcej środków finansowych, jak np. w piłce, to kto wie, czy nie byłyby jakieś zabezpieczenia dla chłopaków, którzy nie łapią się do składów - podsumowuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje