Reklama

Reklama

​W Toruniu już mieli dream team. Skończyło się katastrofą

Działacze Apatora Toruń okazali się "królami" listopadowego okna transferowego. Wzmocnili zespół trzecim zawodnikiem świata - Emilem Sajfutdinowem i wicemistrzem globu z sezonu 2017 - Patrykiem Dudkiem. Dodając to tego liderów z poprzedniego sezonu: Jacka Holdera, Roberta Lamberta i Pawła Przedpełskiego oraz niezłych juniorów, torunianom udało się zbudować prawdziwą "drużynę marzeń", która śmiało może marzyć o mistrzostwie Polski. Problem w tym, że dream team nie zawsze jest prostą receptą na sukces. W Toruniu boleśnie przekonali się o tym już w sezonie 2014.

Przyczyną budowy w Toruniu składu, który miał rzucić całą ligę na kolana, były wydarzenia z 22 września 2013 roku. Wówczas Unibax miał pojechać rewanżowy mecz finału Ekstraligi ze Stelmet Falubazem Zielona Góra. W pierwszym meczu Unibax, osłabiony brakiem kontuzjowanego Chrisa Holdera (mistrza świata z sezonu 2012), wygrał 46:43 i w Zielonej Górze miał bronić skromnej zaliczki. W przeddzień zawodów torunianie stracili jednak drugiego swojego asa - Tomasza Golloba, który doznał urazu podczas Grand Prix Skandynawii w Sztokholmie. W związku z tym Karkosik domagał się przełożenia meczu w Zielonej Górze, powołując się na "ducha sportu" i wierząc, że Gollob szybko się wyleczy. Działacze gospodarzy nie chcieli jednak zgodzić się na takie rozwiązanie. Ostatecznie więc drużyna z Torunia przyjechała do Zielonej Góry na rewanż, ale na godzinę przed rozpoczęciem zawodów, spakowała się i opuściła stadion. Miała być to decyzja samego Karkosika, który w ten sposób chciał się na zielonogórzanach odebrać i zepsuć im święto.

Reklama

Unibax z minusowym kontem za ucieczkę z finału

PZM mocno zareagował na ten skandal. Miesiąc później ukarał torunian karą finansową 2,4 mln złotych i odebraniem aż 12 punktów na starcie nowego sezonu. Ostatecznie sankcje te zmniejszono do miliona złotych i minus ośmiu punktów, ale oczywistym się stało, że marząc o mistrzostwie torunianie w sezonie 2014 nie będą mogli sobie pozwolić na zbyt duży margines błędu.

Dlatego miliarder Karkosik rozpoczął polowanie na gwiazdy. W związku z tym, że zniesiono KSM, torunianie nie musieli się oglądać na statystyki żużlowców. Mogli przebierać wśród najlepszych. Najpierw rozważano więc zakontraktowanie Nickiego Pedersena lub Grega Hancocka, a potem złożono lukratywną ofertę wschodzącej gwieździe polskich torów - Patrykowi Dudkowi. Wywołało to kolejne spięcie na linii Unibax-Falubaz, bo zielonogórzanie chcąc zatrzymać jednego ze swych liderów, musieli radykalnie zwiększyć mu kontrakt. Ostatecznie do kwartetu: Chris Holder, Darcy Ward, Tomasz Gollob, Adrian Miedziński dołączył więc Emil Sajfutdinow, którego teoretycznie najłatwiej było "wyjąć" z zadłużonego Włókniarza Częstochowa. Tylko teoretycznie jednak, bo sprawa dwa razy oparła się o Trybunał PZM, który ostatecznie uznał, że Rosjanin jest wolnym zawodnikiem (częstochowianie zalegali mu milion złotych). Wzmocniono też formację juniorską, ściągając wychowanka Startu Gniezno, Oskara Fajfera.

Co ciekawe Sajfutdinowa w ostatniej chwili próbował jeszcze podebrać torunianom Falubaz, składając Włókniarzowi ofertą wypożyczenia Rosjanina, ale szybko temat uciął menedżer zawodnika, Tomasz Suskiewicz.

Niewielki margines błędu

Drużyna startująca z bagażem minus ośmiu punktów miała za zadanie awansować do play-off, a tam już z "czystą kartą" rozprawić się ze wszystkimi rywalami. Wiadomo było, że by marząc o najlepszej czwórce torunianie powinni byli wygrywać u siebie, zgarnąć komplet bonusów i do tego dołożyć kilka wyjazdowych zwycięstw. W całym sezonie zasadniczym mogli sobie pozwolić na trzy, maksymalnie cztery porażki.

Plan wydawał się realny, tym bardziej, że dwóch asów Unibaxu postanowiło się skupić głównie na lidze i zrezygnowało ze startów w indywidualnych mistrzostwach świata. Tomasz Gollob w ten sposób zaprotestował przeciwko kuriozalnej decyzji FIM zabraniającej zawodnikom jednoczesnych startów w mistrzostwach świata i Europy, Sajfutdinow zaś po kłopotach finansowych w Częstochowie, po prostu nie miał pieniędzy na Grand Prix. Tymczasem już pierwszy mecz przyniósł "zimny prysznic".

Karkosik nie chciał być "bankomatem"

Nim do niego doszło, w Toruniu nastąpiło prawdziwe "trzęsienie ziemi", bo Roman Karkosik zapowiedział, ze po sezonie 2014 rezygnuje ze sponsorowania drużyny żużlowej KST Unibax!

- Stajemy się, w moim odczuciu, zakładnikami organizacji, której jesteśmy przecież ważną częścią i powinniśmy współdecydować o kierunkach jej rozwoju. Ludzie, którzy zdecydowali się na finansowe wsparcie polskiego żużla, są de facto traktowani jak bankomaty - mają wypłacać pieniądze, a nie powinni zabierać głosu... - skrytykował władze Ekstraligi w specjalnym oświadczeniu.

Zaskoczona planami milionera drużyna Unibaxu pojechała na pierwszy mecz do Gdańska. Nawet bez Darcy’ego Warda (trafił do szpitala podczas Grand Prix Nowej Zelandii, po kraksie spowodowanej przez Martina Smolinskiego) była zdecydowanym faworytem, a jednak poległa 44:46, tracąc na dodatek jeszcze Emila Sajfutdinowa, który nabawił się urazu. Mecz kompletnie nie wyszedł liderom Unibaxu: Tomaszowi Gollobowi (4 pkt) i Chrisowi Holderowi (7+1, ale ani jednego indywidualnego zwycięstwa), a najskuteczniejszym zawodnikiem gości okazał się junior - Oskar Fajfer (9 pkt).

Klęska w Zielonej Górze

Po planowym i efektownym, domowym zwycięstwie nad Betard Spartą Wrocław, przyszedł drugi cios - klęska w Zielonej Górze. Przed sezonem wprawdzie z góry ją wkalkulowano w scenariusz, ale nikt nie spodziewał się, że toruński dream team polegnie aż 37:53. Słabo pojechał wracający do składu po wyleczeniu kontuzji barku Sajfutdinow (2 pkt), cieniem samego siebie był borykający się kontuzjami kciuka i kolana Darcy Ward (5 pkt), a Gollob, chociaż zdrowy, też zaliczył wpadkę (3 pkt).

- Ta drużyna, w tej formie, nie jest w stanie punktować na wyjazdach, a to jest klucz do awansu do play-off - krytykował torunian na łamach "Przeglądu Sportowego", były trener tego zespołu, Mirosław Kowalik.

On i inni eksperci podkreślali też jak dużym osłabieniem Unibaxu jest brak w parku maszyn menedżera drużyny - Sławomira Kryjoma, który za wydarzenia z września 2013 roku był zawieszony w pełnieniu swej funkcji.

W kolejnych tygodniach atmosfera w toruńskim klubie nieco ucichła, bo drużyna zaliczyła ważne zwycięstwo nad Unią Tarnów, a potem poszła za ciosem i pokonała: Stal Gorzów, Włókniarz Częstochowa i Unię Leszno. Dobry nastrój prysnął jednak w połowie czerwca, gdy przyszło torunianom pojechać do Leszna na rewanż. Planem było wywiezienie kompletu punktów, a tymczasem goście wrócili tylko z bonusem za dwumecz (41:49), kolejny fatalny wyjazdowy mecz odjechał Gollob (5 pkt), równie mizerny okazał się Chris Holder (6 pkt), a bezbarwny Adrian Miedziński (1 pkt) po trzech seriach został odstawiony.

W sierpniu Unibax już był na wakacjach

Margines błędu został wykorzystany, ale Unibax wciąż był w grze o play-off, a szanse wzrosły jeszcze po kolejnej rundzie i wygranej (mimo osłabienia brakiem Chrisa Holdera, który złamał nadgarstek w meczu ligi duńskiej) u siebie z Włókniarzem Częstochowa. Drużyna potrzebowała jednak przełamania i przywiezienia punktów z wyjazdów do Gorzowa i Tarnowa.

Z sześciu możliwych punktów Unibax zdobył tylko jeden (bonus za dwumecz ze Stalą) i już na początku sierpnia gwiazdy z Torunia mogły zacząć planować sobie wakacje. W Gorzowie najgorzej zaprezentował się Gollob, który po defekcie w swoim pierwszym starcie, do końca zawodów był już zastępowany. W Tarnowie zaś wpadka zdarzyła się Darcy’emu Wardowi (3 pkt).

W Toruniu znów zaczęli od zawirowań

Można przyjąć proste wytłumaczenie, że toruński klub szans na medal pozbawiła jedynie kara ze strony PZM (-8 punktów) i plaga kontuzji, ale prawda jest taka, że na katastrofę złożyło się więcej czynników. Brak menedżera w parku maszyn, wahania formy liderów, ogromny regres formy Golloba w meczach wyjazdowych, zawirowania w klubie (tuż przed startem sezonu podziękowano trenerowi Kowalikowi, w trakcie rozgrywek zmieniły się władze klubu), to tylko niektóre z nich. 

Co ciekawe po ośmiu latach w Toruniu wciąż nie jest spokojnie. Sezon 2022 jeszcze nie zdążył wystartować, a już doszło do dwóch zawirowań. Najpierw z toromistrzem Grzegorzem Węglarzem, który zgodził się podjąć pracę w Apatorze Toruń, a potem szybko wrócił do Betard Sparty Wrocław. Potem zaś z trenerem Tomaszem Bajerskim i jego rozliczeniami finansowymi z byłą partnerką. Czy będzie miało to jakieś przełożenie na wyniki zbudowanej za ciężkie pieniądze drużyny? Przekonamy się już za parę miesięcy.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy