Reklama

Reklama

W groźnych wypadkach stracił dwa motocykle. Nie traci optymizmu!

Krzysztof Kasprzak nie może zaliczyć piątkowego meczu do udanych. Jego ZOOLeszcz GKM wysoko przegrał w Grudziądzu, a on sam stracił w wypadku kolejny motocykl. Nie widziałem jeszcze powtórki, ale brat opowiadał mi, że Kacper Woryna jechał o jedną długość motocykla za mną, a i tak próbował się kłaść. - Jeśli jesteś z tyłu, to nie możesz wpychać przedniego koła w hak tego. Powinieneś po prostu zamknąć gaz - mówił nam po meczu. Mimo niepomyślnej sytuacji doświadczony żużlowiec nie traci jednak optymizmu.

ZOOLeszcz GKM w smutnych nastrojach wracał wczoraj na północ województwa kujawsko-pomorskiego. Osłabieni brakiem Nickiego Pedersena mieli oni ogromne problemy w Częstochowie. Zielona-energia.com Włókniarz rozniósł ich aż czterdziestoma punktami! - To był bardzo trudny mecz. Jechaliśmy na niezwykle przyczepnym torze, a miejscowi okazali się rozumieć lepiej. Weszliśmy w spotkanie ze zbyt mocnymi motocyklami, a gdy udało nam się je nieco osłabić, to nawierzchnia zaczęła się przesuszać i ustawienia musiały iść w drugą stronę - tłumaczył nam na gorąco Krzysztof Kasprzak, jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Gołębi.

Reklama

Kasprzak stracił już dwa motocykle!

Wychowanek Unii Leszno zaliczył co prawda dosyć bezbarwny występ, ale podczas zawodów i tak był na językach całej żużlowej Polski. Wszystko za sprawą karambolu w dwunastej gonitwie, po którym na torze leżeli Kacper Woryna i właśnie Krzysztof Kasprzak. Choć kibice oglądali wyjazd na płytę stadionu aż dwóch ambulansów, to ostatecznie obaj zawodnicy okazali się zdolni do dalszej jazdy. Fani Włókniarza nie byli jednak zbyt zadowoleni, albowiem sędzia Piotr Lis uznał reprezentanta gości za winnego wypadku. Wieku ekspertów, a przede wszystkim częstochowscy miłośnicy czarnego sportu, nie mogło pogodzić się z taką interpretacją zdarzeń.

- Czy decyzja sędziego była prawidłowa? Nie widziałem jeszcze powtórki, ale brat opowiadał mi, że Kacper jechał o jedną długość motocykla za mną, a i tak próbował się kłaść. Jeśli jesteś z tyłu, to nie możesz wpychać przedniego koła w hak tego. Powinieneś po prostu zamknąć gaz - mówił nam Kasprzak. - Rzeczywiście, nie poszło mi dzisiaj najlepiej. Mam bardzo pechowe wejście w sezon. Straciłem drugi już motocykl w tym roku. Z pierwszym pożegnałem się podczas meczu w Lublinie, z kolejnym dziś podczas wypadku z Kacprem Woryną. Mam nadzieję, że fortuna szybko się odwróci - dodawał.

Po tak dotkliwej porażce trudno jest utrzymać uśmiech na twarzy. Grudziądzkie gołębie zmagają się z coraz większymi turbulencjami i prawdopodobnie nie będą w stanie wylądować w fazie play-off. - Sytuacja nie jest łatwa. Przegrywamy kolejne spotkanie i mamy poważne problemy kadrowe. Mimo to staramy się zachowywać optymizm. Kolejne spotkania pojedziemy już w Grudziądzu, więc powinno być nam dużo łatwiej - zakończył z nadzieją Kasprzak.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL