Reklama

Reklama

W Gorzowie rozstrzygną się losy mistrzostwa Polski na żużlu

Stal Gorzów - Unia Leszno. W niedzielę w meczu rewanżowym między tymi drużynami rozstrzygną się losy złotego medalu mistrzostw Polski na żużlu.

Goście przyjadą z dwupunktową zaliczką. Stal ma atut własnego toru i wsparcie kibiców. Unia z kolei dobrze czuje się na jej torze - szykuje się ciekawe widowisko.

W pierwszym starciu finałowym Stal bardzo dobrze radziła sobie w Lesznie. Dopiero w drugiej fazie zawodów gorzowianie oddali gospodarzom trzy biegi i to zadecydowało o minimalnym zwycięstwie Unii 46:44.

Ten wynik oznacza jednak, że na swoim torze to Stal jest faworytem, biorąc choćby pod uwagę styl, w jakim pokonała Falubaz Zielona Góra w półfinale (62:28).

W Lesznie jej liderami byli Bartosz Zmarzlik, który zdobył 18 pkt w siedmiu startach oraz Krzysztof Kasprzak z dorobkiem 10 pkt. Trzeba dodać, że Kasprzak w 5. biegu zaliczył bardzo groźny upadek, uderzając z impetem w bandę. Pozostali żużlowcy tej drużyny punktowali, jednak słabiej, a tylko 6 pkt Mateja Zagara, to nie był wynik, jakiego można oczekiwać od zawodnika z czołówki Grand Prix.

Reklama

W rewanżu trener Piotr Paluch może nadal liczyć na wyśmienitą dyspozycję Zmarzlika. W środę junior Stali wraz z Elit Vetlandą sięgnął po tytuł drużynowego mistrza Szwecji, będąc najlepszym zawodnikiem rewanżowego meczu z Indianerną Kumla. Zdobył 14 pkt i na kilka dni przed finałem w Gorzowie zaprezentował znakomitą formę.

- Szanse są zdecydowanie większe niż mieliśmy w Lesznie. Tam gospodarze byli faworytem, osiągnęli swój cel - wygrali minimalnie, ale strata dwóch punktów jest do odrobienia. Tutaj my jesteśmy faworytem, oczywiście presja jest po naszej stronie. Z drugiej strony, patrząc na jazdę zawodników na naszym obiekcie, jestem spokojny, aczkolwiek pełen pokory, bo Leszno potrafi tu jechać, mają też zawodników, którzy lubią się tu ścigać. Tak więc finał jak na razie jest bardzo zacięty, z pewnością w Gorzowie nie będzie tak łatwo - powiedział trener Paluch.

Według szkoleniowca Stali w niedzielę kluczowe będą starty oraz rozegranie pierwszego i drugiego łuku, a także zgranie drużyny.

- Musi być tzw. team spirit, aby to wszytko wychodziło. Trzeba pomagać sobie w parkingi i na torze. Czuć, że złoto jest na wyciągnięcie ręki i zawodnicy o tym wiedzą - przyznał trener.

Stal nie może zlekceważyć Unii Leszno, gdyż to jeden z nielicznych zespołów ekstraligi, który potrafi wykręcić w Gorzowie dobry wynik, a do tego w końcówce sezonu nabrał wiatru w żagle.

Trudny technicznie tor przy Śląskiej znakomicie zna Nicki Pedersen, który jeździł w przeszłości w Stali, podobnie jak Przemysław Pawlicki. Także młodszy z braci Pawlickich - Piotr lubi na nim się ścigać. Unia nie będzie także pod tak ogromną presją, jak drużyna gospodarzy. 

Oceniając siłę Unii nie można zapominać, że mimo iż rzutem na taśmę weszła do fazy play off, to tu poradziła sobie z osłabioną, ale zawsze groźną Unią Tarnów.

Leszczynianie do Gorzowa przyjadą w nieco zmienionym zestawieniu. W awizowanym składzie nie ma Damiana Balińskiego, którego ma zastąpić Duńczyk Mikkel Michelsen. W ostatnim czasie formą błysnął kapitan zespołu Przemysław Pawlicki, który, mimo skromnej zaliczki, nie ukrywał optymizmu przed rewanżem.

- Oczywiście, chciałoby się, by ta nasza przewaga była większa. Z drugiej strony, jak pamiętam, w przeszłości zawsze nam się dobrze jeździło w Gorzowie, mam nadzieje, że to się tak szybko nie zmieni - przyznał starszy z barci Pawlickich po pierwszym meczu w Lesznie.

Do Gorzowa wybiera się blisko tysięczna grupa fanów Unii. Dla kibiców, którzy nie będą mogli na żywo obejrzeć drugiego finałowego starcia, klub przygotował na stadionie wspólne oglądanie transmisji na dwóch telebimach.

- Planujemy też występy artystyczne, koncerty. Liczymy, że ok. trzy godziny po spotkaniu nasi żużlowcy dotrą na stadion Smoczyka i wspólnie z kibicami będą świętować tytuł mistrza albo wicemistrza Polski - powiedział rzecznik prasowy klubu Miłosz Ratajczak.

Unia Leszno jest najbardziej utytułowanym polskim klubem żużlowym, mając w dorobku 13 złotych medali drużynowych mistrzostw kraju. Ostatni raz sięgnęła po złoto w 2010 roku.

Stal Gorzów także należy do czołówki klasyfikacji wszech czasów. Z siedmioma złotymi medalami zajmuje w niej trzecie miejsce, jednak po raz ostatni jej kibice cieszyli się z mistrzowskiego tytułu w 1983 roku. W tym samym sezonie Unia Leszno zajęła drugie miejsce. Czy taki scenariusz się powtórzy po 31 latach? Fani speedwaya przekonają się o tym w niedzielę wieczorem.

Niedzielny rewanżowy mecz finałowy rozpocznie się o godz. 19 na Stadionie im. Edwarda Jancarza. Zawody obejrzy komplet publiczności - ok. 15 tys. ludzi.  

Awizowane składy:

Stal Gorzów Wlkp.: 1. Krzysztof Kasprzak, 2. Linus Sundstroem, 3. Matej Zagar, 4. Niels K. Iversen (z/z), 5. Piotr Świderski, 6. Adrian Cyfer, 7. Bartosz Zmarzlik.

Fogo Unia Leszno: 1. Mikkel Michelsen, 2. Nicki Pedersen, 3. Grzegorz Zengota, 4. Kenneth Bjerre, 5. Przemysław Pawlicki, 6. Piotr Pawlicki, 7. Tobiasz Musielak.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje