Reklama

Reklama

UOKiK pokazał Ekstralidze czerwoną kartkę! Zapłacą miliony?

UOKiK wszczął postępowanie antymonopolowe przeciwko PGE Ekstralidze i PZM. Chodzi o limity płacowe obowiązujące od 2014 roku. UOKIK zarzuca związkowi i spółce zarządzającej rozgrywkami zmowę cenową. Grożą za to milionowe kary. – Od dawna mówiłem i ostrzegałem, żeby wycofać się z limitów płacowych, bo nie dość, że zmuszają kluby do kombinacji, to są też niezgodne z prawem. Teraz mleko się rozlało – mówi nam Krzysztof Cegielski, szef związku zawodowego żużlowców.

PGE Ekstraliga na razie nie komentuje sprawy. W komunikacie, jaki ukazał się na stronie, jest mowa o analizie dokumentacji, jaką przesłał UOKiK. - Deklarujemy wolę współpracy - zaznacza rzecznik prasowy Ekstraligi Przenysław Szymkowiak.

PGE Ekstraliga może stracić miliony

Zarzuty UOKiK są bardzo poważne i sama wola współpracy to może być za mało, by uniknąć kary. A ta może być bardzo dotkliwa. UOKiK na swojej stronie informuje, że za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję grozi kara finansowa do 10 procent obrotu przedsiębiorcy.

Jeśli postępowaniem objęta byłaby wyłącznie Ekstraliga, to już moglibyśmy mówić o milionowych karach, bo roczne obroty spółki można spokojnie oszacować na 80 milionów złotych. Jeśli do tego dodamy PZM, to już mogą być gigantyczne wręcz kary, bo przecież to już jest poważny holding z olbrzymim majątkiem. Niewykluczone, że stroną postępowania będą też kluby, bo przecież prezesi brali udział w zmowie cenowej poprzez głosowanie za limitami.

Reklama

Cegielski mówi, że ostrzegał przed UOKiK

- Od lat chodziłem i mówiłem, że to się źle skończy - mówi nam Krzysztof Cegielski, szef związku zawodowego żużlowców. - Przestrzegałem, że z tego będą kłopoty i teraz ta moja wizja się sprawdza. UOKiK długo analizował temat, a teraz stawia nie tylko zarzut zmowy cenowej, ale i też zwraca uwagę na to, że działanie Ekstraligi mogło mieć wpływ na zarobki zawodników w innych ligach, a przez to naruszać unijne regulacje.

- Nie rozumiem tego, bo jak się rozmawiało z każdym prezesem klubu z osobna, to oni podkreślali, że im te limity płacowe przeszkadzają. Potem jednak było głosowanie i podnosili rękę za - dodaje Cegielski.

Limity płacowe, to kombinacja

Obecne limity płacowe, to dwie maksymalne stawki - 500 tysięcy złotych za podpis i 5 tysięcy za punkt. W poprzednich latach stawki były mniejsze, ale nawet ta obecna nie oddaje sytuacji na rynku płac. Kluby chcąc przyciągnąć do siebie zawodników, dokładają im ekstra umowy ze sponsorami.

- I te dodatkowe umowy, to takie kombinowanie ze strony klubów. Co gorsza, te umowy są także powodem wielu problemów na linii kluby - zawodnicy. Kwoty często nie są spłacane. Mamy wiele zaległości, które ciągną się latami. Jakby nie było obowiązujące limity, to utrzymywanie fikcji, która szkodzi wizerunkowi ligi - przyznaje Cegielski.

Odgórne ustalenie wynagrodzeń zawodników może prowadzić do ograniczenia konkurencji pomiędzy klubami, które zostały pozbawione ważnego elementu rywalizacji o jak najlepszych żużlowców, nawet jeśli mogą sobie pozwolić na zaproponowanie im wyższych zarobków. Przypominam, że zakontraktowani sportowcy mają bezpośrednie przełożenie na pozycję klubu na rynku. Im lepszych zawodników pozyska klub, tym większe prawdopodobieństwo sukcesów sportowych. To z kolei oznacza np. lepszą sprzedaż biletów czy łatwiejsze pozyskanie sponsorów - mówi Prezes UOKiK Tomasz Chróstny w komunikacie zamieszczonym na stronie urzędu.

UOKiK jeszcze nie powiedział ostatniego słowa

UOKiK analizował sprawę ponad rok, ale teraz pokazał Ekstralidze czerwoną kartkę. We wspomnianym komunikacie urząd zachęca też osoby biorące udział w tej konkretnej zmowie do współpracy w roli świadka koronnego. Dzięki temu można liczyć na zmniejszenie kary. Niewykluczone, że ktoś się zdecyduje. Z naszych informacji wynika, że jeden z prezesów był już na rozmowie w UOKiK. Chodziło mu o to, żeby zdobyć wiedzę w temacie, jak poważna jest sprawa. Następne wizyta tego czy innego prezesa może mieć inny charakter.

Zarzuty postawione w związku z postępowaniem antymonopolowym dotyczą też obniżenia stawek w sezonie 2020, kiedy to zawodnicy musieli się zgodzić na obniżkę wynegocjowanych wcześniej kontraktów. Kluby Ekstraligi poniosły wtedy straty w związku z koronawirusem i przyznały, że nie są w stanie wypłacić tego co wcześniej obiecały. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL