Reklama

Reklama

Trener reprezentacji o przegranym finale Speedway of Nations: Zmarzlik nie zajechał drogi Janowskiemu

Reprezentacji Polski znowu nie wygrała finału Speedway of Nations. Po świetnej fazie zasadniczej przegrała, a kibice szukają winnych. Czy Zmarzlik zajechał drogę Janowskiemu, a może to ten drugi położył najważniejszy bieg przewracając się na tor. – Nikt nie zawinił, bo to była sytuacja torowa. A na złoto zasłużyliśmy – mówi trener kadry Rafał Dobrucki.

Dariusz Ostafiński, Interia: Napisałem w komentarzu, że regulamin Speedway of Nations jest głupi, bo jeden bieg znaczy więcej niż czterdzieści dwa wyścigi dwóch dni turniejowych.

Rafał Dobrucki, trener reprezentacji Polski: Tyle że regulamin jest taki sam dla wszystkich. Możemy dywagować, czy coś jest sprawiedliwe, ale to nas nie usprawiedliwia. Jasne, to jest kuriozalne, że jeden wyścig decyduje, ale my mieliśmy dwanaście wyścigów, żeby się na ten finał przygotować. I uważam, że zrobiliśmy wszystko, jak należy. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani. W finale jedna sytuacja torowa zaważyła na tym, że nie zdobyliśmy złota.

Reklama

Kibice spierają się, kto bardziej zawinił w finale. Janowski, który się przewrócił, czy Zmarzlik, który miał mu zajechać drogę.

Nikt absolutnie nie zawinił. Pewnie, że jakby się Maciek nie wywrócił, to byłoby inaczej. Trzeba mieć jednak odwagę, żeby pojechać tak szeroko, jak on to zrobił. Trudno ganić za ambicję.  I od razu dodam, że tam nie było żadnego nieporozumienia między chłopakami. Była przed wyścigiem rozmowa, żeby tak wchodzić, pikować w drugi łuk i wynosić się, bo taka trajektoria jest optymalna. Może Maciek pojechał za szeroko, ale tam była ścieżka. Słowem im szerzej, tym szybciej i on to chciał wykorzystać. Nic by się nie wydarzyło, gdyby tam nie zalegało błoto, które wciągnęło koło motocykla Maćka. 

Mówi pan o Janowskim, a Zmarzlik?

Tego to nawet nie będę komentował, bo ja żadnej winy Bartka tam nie widzę. Jechał, jak należy i tyle. Nawet nie wiem, jak grzecznie odpowiedzieć na zarzut, że Zmarzlik zrobił coś źle, że zajechał Maćkowi drogę.

Nie ma pan po finale takiej refleksji, że należało dać naszym zawodnikom inne pola startowe. Zmarzlik lubi jeździć szeroko, więc może jego trzeba było postawić na zewnętrznym?

Też o tym rozmawialiśmy, Maciek szukał w drugim dniu optymalnych ustawień motocykla.  Dopiero na piąty bieg zmienił motocykl, który okazał się lepszy od tego pierwszego. Także dlatego zapadła decyzja, że pojedzie z pola zewnętrznego, które ma cały czas. On czuł się na tym polu pewniej, start z niego dawał mu powtarzalność. I szanse na rozpędzanie się 

Czyli nie było sensu tego zmieniać?

Nie, bo całe zawody tak jechaliśmy. Na dokładkę Maciej nie miał dobrych startów i nie było gwarancji, że przestawienie go bliżej krawężnika będzie skuteczne. Nie było sensu zabierać obu zawodnikom atutów, zmieniać tego, co się sprawdzało. Maciek zasadniczo nie ma w tym roku dobrych startów, za to potrafi budować prędkość na trasie i to widać gołym okiem. 

Nie ma pan żadnych uwag do współpracy Zmarzlika z Janowskim?

Oni przez dwanaście wyścigów współpracowali bardzo dobrze. Ja oglądałem to i byłem bardzo zbudowany. Jak ktoś z pozycji fotela mówi, że Bartek zajechał Mackowi drogę, to ja tu czegoś nie rozumiem.  

Srebro to sukces, czy porażka, bo były trener kadry Marek Cieślak raczej wskazuje na to drugie, mówiąc, że nie było Rosjan, Anglicy jechali bez Woffindena, a Szwedzi mieli kompletnie rozbity zespół.

Ja tego tak nie rozpatruję. Patrzę na to trochę innymi kategoriami.

Byliście jednak smutni.

Byliśmy, bo zasłużyliśmy na tytuł, a te sześćdziesiąt sekund załatwiło nam sprawę.

Nie ma pan ochoty napisać jakiegoś pisma do FIM z prośbą o regulaminowe zmiany w SoN?

Co mam powiedzieć. Mam nadzieję, że wejdzie zmiana dotycząca juniorów, o której się mówi. Dla takiego juniora start w SoN to same negatywy. On się nie uczy, bo wchodząc w zawody w połowie, nie wiedząc, na jakim torze pojedzie, niczego nie zyskuje. Jedynie tworzy ryzyko dla pozostałych. Co do samej formuły, to jasne, że nie do końca jestem zadowolony z tego, że jeden bieg, jedna losowa sytuacja decydują o medalach. W sumie to jedyna opcja, żeby pokonać Polaków. Wykorzystali to Anglicy, a wcześniej Rosjanie. 

To jednak srebro jest porażką?

Nie dramatyzujmy. Jak się oceni wszystko, co było dookoła, to powiem, że sukces, bo zawody były trudne, a współpraca zawodników była bardzo dobra. I denerwuje mnie, że teraz wiele osób sprowadza finał do stwierdzenia, że jeden z naszych zajechał temu drugiego drogę. Zwłaszcza że tak nie było. 

Nie żałuje pan, że nie zabrał Kubery. A może było tak, jak nam powiedział Krzysztof Cegielski, że pan z premedytacją zabrał na półfinał Kuberę, bo wtedy było za wcześnie na jazdę w parze Zmarzlika z Janowskim.

Nie potwierdzam i nie zaprzeczam. Kubera zasłużył na półfinał, tam zbudowaliśmy jego wartość. Dominik jednak od początku wiedział, że jak Maciek będzie mógł pojechać, to pojedzie w finale. Sprawa była postawiona jasno. Tyle w temacie.




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy