To będzie dla nich gwóźdź do trumny. Kurtz już tego nie ukrywa, podaje powody
Jeszcze niedawno kibice na Wyspach żyli euforią po dramatycznym finale, w którym Ipswich Witches po 27 latach odzyskali koronę. Dziś jednak nastroje są grobowe. Angielski speedway stanął nad przepaścią, a widmo katastrofy jest bardziej realne niż kiedykolwiek. Czołowi zawodnicy świata pakują walizki, a absurdalne pomysły działaczy mogą wbić ostatni gwóźdź do trumny Premiership. Sam wicemistrz świata, Brady Kurtz stwierdził, że zawodnicy nie mają innego wyboru.

Sezon 2025 dostarczył fanom na Wyspach Brytyjskich rollercoastera emocji. Walka o tytuł trwała do ostatnich metrów, a Ipswich Witches po heroicznej batalii wyrwali złoto Leicester Lions (93:86). W Anglii jednak kryzys żużla jest widoczny gołym okiem, bo już od paru lat słychać o upadających ośrodkach. Szczególnie bolesny był okres pandemii COVID-19, który dobił ledwo dyszące ośrodki.
Absurdalny plan i "wyrok śmierci"
Kością niezgody stał się rewolucyjny, a zdaniem wielu. samobójczy plan zmiany terminarza. Działacze rozważają przeniesienie meczów ligowych na weekendy. Problem w tym, że to termin zarezerwowany dla "świętości", czyli polskiej ligi oraz cyklu Grand Prix. Kolizja terminów stawia zawodników pod ścianą. Wybór jest prosty i brutalny.
- To jest nie do zrobienia. Nie da się rywalizować jednocześnie w Grand Prix oraz lidze polskiej i angielskiej, jeśli mecze będą planowane na weekendy - mówi wprost Brady Kurtz w rozmowie ze "Speedway Star". Sentymenty jednak odchodzą na drugi plan, kiedy jest kwestia wyboru jazdy tam, gdzie można lepiej zarobić - Uwielbiam ścigać się w Anglii, ale jeśli rzeczywiście tak ma wyglądać sytuacja, nie będziemy mieli innego wyjścia, jak odejść. To dotyczy nas wszystkich - podkreślił Australijczyk.
Polskie przepisy dobiją Anglików. Masowa ucieczka stanie się faktem
Sytuację Premiership komplikują też nadchodzące zmiany w regulaminie polskiej ligi. Od 2027 roku wracają limity lig zagranicznych, tzn. zawodnicy będą mogli startować tylko w jednej dodatkowej lidze poza Polską. Nie da się ukryć, że w tym wyścigu Anglia stoi na straconej pozycji. Liga szwedzka jest mniej kolizyjna, lepiej płatna i logistycznie wygodniejsza. Jeśli Anglicy wprowadzą weekendowe mecze, sami wypiszą się z poważnego żużla.
- Na całym świecie nie ma zawodnika, który poważnie rywalizuje w polskiej lidze i rozważałby starty w Anglii w takim formacie. Poczekam jeszcze chwilę i zobaczę, jak rozwinie się sytuacja, ale jeśli nic się nie zmieni, będę musiał spróbować ścigania w Danii lub Szwecji - dodał Kurtz. Proces opuszczania ligi brytyjskiej de facto już się rozpoczął, bo niedawno ze startów zrezygnował Emil Sajfutdinow.












