Reklama

Reklama

Szybka kontra Ostafińskiego i Hynka. Przegrał i mówi: To nie ja, to oni są winni

Piotr Świderski miał z Włókniarzem awansować do play-off. Nie zrobił tego, nie przedłużyli z nim umowy, a on teraz zdaje się mówić, że z jego strony wszystko było zrobione, jak należy. Klub ma inne zdanie. W Częstochowie tłumaczą, że Świderski był zielony w sprawach przygotowania toru i nie panował nad toromistrzem. A młodzieżą trener miał się zainteresować dopiero wtedy, gdy już wiedział, że straci pracę.

Dariusz Ostafiński, Interia: Piotr Świderski pożalił się Wirtualnej Polsce. Tal po ludzku go rozumiem, ale nie kupuję tego wybielania się. Bo skoro on wszystko robił dobrze, to dlaczego to się skończyło tak źle? Jak dla mnie to takie odchodzenie z klubu bez refleksji nad sobą samym. Szkoda, bo Świderski to młody, inteligentny człowiek, na dokładkę były żużlowiec, z papierami na dobrego trenera. Kiedyś Piotr miał usłyszeć od byłego już prezesa Stali Gorzów, że jakby jeździł, tak jak gada, to byłby mistrzem świata. I ja po przeczytaniu tej rozmowy z byłym już szkoleniowcem mam to samo odczucie, co ten działacz. Gdyby Świderski trenował tak dobrze, jak pięknie opowiada, to nie byłoby tej naszej rozmowy, bo Włókniarz byłbym mistrzem Polski. Jednak Włókniarza nie było w czwórce, a Piotr mówi: to nie ja, to noga Madsena lub Lindgrena. Sam już nie wiem czyja, bo się w tym wszystkim pogubiłem.

Reklama

Kamil Hynek, Interia: Tak to już jest, że każdy przyjmuje taką linię obrony jaka mu się podoba. Świderski może i poleciał po bandzie, ale też staram się go zrozumieć. Bo jak coś jest źle, to wszystko spada na głowę trenera. Czasami odnoszę wrażenie, że ta funkcja jest stworzona po żeby miał kto obrywać za kiepskie wyniki. Natomiast jeśli drużyna jedzie świetnie i nie ma się do czego przyczepić, to ordery przypinane są zawodnikom. Bardzo nie podoba mi się ta narracja pod adresem Świderskiego. Tak jakby przez ten sezon faktycznie nie zrobił nic dla tego zespołu, tylko brał pensje. A moim zdaniem przypisywanie zasług za fajną jazdę juniorów tylko Drabikowi i obecnością w teamie Kuby Miśkowiaka brata wujka jest nadużyciem. Naprawdę nie demonizujmy roboty Piotra. Gdyby to ode mnie zależało, dałbym mu drugą szansę. Chyba, że jest coś, o czymś nie wiemy i na przykład prezes Świącik drze od dawna ze Świderskim koty.

Świderski nie potrafi uderzyć się w pierś

Ostafiński: Tak czułem, że będziesz bronił Świderskiego. I może też bym go bronił, gdyby nie to, że on szuka winy wyłącznie u innych, bo siebie wybiela całkowicie. W ROW-ie z Mrozkiem było to samo. Skończyło się, jak prezes wyjął papiery. Nie wiem, co zrobi prezes Świącik, ale wiem, że trener Świderski zainteresował się młodzieżą, gdy już czuł, że wylatuje. Wtedy nagle zaczął się pojawiać na zawodach i treningach. Tak mówią w klubie. Mówią też, że toromistrz robił, co chciał, bo Świderski nie zna się na przygotowaniu toru. Ja zwyczajnie jestem zły na Świderskiego za marnowanie potencjału. On większość czasu we Włókniarzu przespał. A szkoda, bo szkoleniowo żużel wygląda bardzo źle i każdej zagubionej jednostki żal.

Hynek: A nie przyjmujesz do wiadomości, że klub też się próbuje wybielać? Klasyczne słowo przeciwko słowu. Słuchasz, co tam mówią, a to chyba jasne, że nikt nie chce brać odpowiedzialności za kiepski wynik. Z Markiem Cieślakiem było podobnie. Co złe to trener, i z tego co pamiętam, pan Marek też mocno uderzył w prezesa, że wtyka nos w nie swój interes. Mogę odbić piłeczkę w drugą stronę. Jeśli toromistrz robił, co chciał, to źle to świadczy zarówno o nim jak i o osobach w klubie. Skoro jest trener i do jego kompetencji należy dbanie o nawierzchnię, to przepraszam, ale jak go trzymasz, to pozwól mu wykonywać swoją pracę. Nie podobał ci się Świderski, to go zwolnij w trakcie sezonu, a nie trzymaj na siłę.

Były trener Włókniarza zielony w sprawach toru

Ostafiński: A wiesz, że na rynku trenerskim posucha. Niektórzy nie zmieniają szkoleniowców, choć bardzo by chcieli. Mówisz słowo przeciw słowu. Jasne, że tak. Jeśli jednak zderzymy ze sobą te dwie prawdy, to wychodzi na to, że nie jest tak kolorowo, jak mówił Świderski. To nie jest tak, że on cacy, a reszta be, fuj i takie tam. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby ktoś bronił Świderskiemu wykonywania swojej pracy. Ta była jednak obserwowana i w końcu prezes doszedł do wniosku, że to nie ma sensu, bo trener jest zielony w sprawach toru, bo pan na traktorze wodzi go za nos. Świderski ma szczęście, że w żużlu nie ma tylu trenerów, co w piłce. Gdyby tak było, straciłby robotę po pierwszym kryzysie. Powtórzę raz jeszcze, z porażek wyciąga się wnioski, bo wtedy człowiek staje się lepszy. Myślisz, że z trenerem Świderskim tak będzie. Przecież Włókniarz przegrał, a on mówi: ja nie popełniłem błędu. No to jest chore.

Hynek: A ja nie do końca wiem, czy Włókniarz wyciąga właściwe wnioski. Co roku zmiana trenera, z wyników jak nie było, tak nie ma. Tam szkoleniowiec nie może nawet zbudować sobie składu. Przedtem Świderski, teraz Kędziora. Warto się zastanowić, dlaczego, jak chodzi o zawirowania z menadżeremi ciągle na tapet bierzemy Włókniarz. No i jeszcze czasem ROW.

Ostafiński: Po pierwsze pokaż mi klub, w którym szkoleniowiec buduje skład. Nie ma takiego. Po drugie nie bierzesz pod uwagę tego, że może w niektórych klubach pogodzili się z tym, że trener jest, jaki jest, ale nie szukają, bo wiedzą, że lepszego i tak nie znajdą. W przypadku Kędziory chodzi o to, że jest wiara w to, że zna się na przygotowaniu toru, że uda mu się zapanować nad toromistrzem. Tylko tyle i aż tyle.

Świderski sam ustalał skład. Tyle, że efekt był mizerny

Hynek: To po co zatrudniać trenera i generować koszty, jeśli i tak jest figurantem, który świeci oczami w telewizji. Jest w klubie uprawiający samowolkę toromistrz, jakiś dyrektor sportowy, prezes. Niech się zbiorą w trójkę i zrobią burze mózgów. Nie dość, że zaoszczędzą parę groszy w budżecie, to jeszcze nie przygotują nawierzchni gorzej niż trener.

Ostafiński: Znowu wpadasz w te swoje dramatyczne tony. Pragnę ci jednak przypomnieć, że rozmawiamy o Świderskim, który twierdził w rozmowie, że prezes nie wtrącał mu się w sprawy personalne, i że to on ustalał skład.

Hynek: Dobrze, że chociaż tyle.

Ostafiński: Szkoda, że efekt był mizerny.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje