Reklama

Reklama

Szybka kontra Ostafińskiego i Hynka: Nepalczycy z tlenem, żużel z kroplówką

Himalaista Adam Bielecki niby gratuluje Nepalczykom wejścia na K2, ale zaraz dodaje, co to za wejście, skoro użyli tlenu. Jeśli kluby PGE Ekstraligi dokończą sezon 2021 na kredytach, to będziemy, jak Bielecki. Ponarzekamy na finansową kroplówkę, ale ucieszymy się, że żużel przetrwał mimo szaleństwa prezesów podpisujących umowy bez pokrycia.

Dariusz Ostafiński, Interia: Nepalczycy dokonali historycznego wyczynu wchodząc na K2 zimą. Nasz himalaista Adam Bielecki już zdążył zarzucić im doping, czyli korzystanie z butli z tlenem, choć on sam nawet z użyciem tejże butli nigdy nie wszedł zimą na ten szczyt. Gdyby chodziło o żużel, powiedziałbym: this is speedway. Chodzi jednak o Himalaje, Himalaje głupoty i ja jestem z tymi, którzy oferują panu Adamowi maść od bólu. I coś ci powiem , mówimy teraz o tlenie, a jak żużlowcy wyjadą, to tlen zamienimy na kroplówkę. Finansową kroplówkę, bo od dnia startu będziemy się modlili, żeby dojechali do końca. A teraz powiedz, jak ci się ta moja inwokacja podobała?

Reklama

Kamil Hynek, Interia: Przecierałem oczy, a właściwie oko, bo jedno mi od wczoraj nie domaga, czy aby na pewno jestem jeszcze w dziale żużel. No, ale dobrze, końcówką wywodu mnie uspokoiłeś. Nie wyobrażam sobie, że nie jedziemy według planu. Chcę zobaczyć, kto załatwił kontrakty na gębę, poleciał na kredyt bez zabezpieczenia się na ewentualną jazdę przy pustych trybunach. Zresztą chyba łatwo będzie wywnioskować. Ci, co będą za chwilę najgłośniej płakać.

Ostafiński: Żużlowym K2 będzie dla klubów ukończenie sezonu z równoczesnym zapięciem budżetu na ostatni guzik i bez grosza długu. Kluczowe będzie, to kiedy kibice wrócą na trybuny i ile ich będzie. Im później, im mniej, tym większej kroplówki będą potrzebowały klubu. Tą kroplówką będą kredyty, ewentualnie pożyczki właścicieli zwiększające ujemne kapitały. Teraz, według mnie, najwyżej jeden klub będzie stać na przejechanie całego sezonu z pustymi trybunami. Mam na myśli Motor Lublin. Zakładam, że lojalni kibice znowu zgodzą się na przerzucenie karnetów na kolejny rok i nie trzeba będzie uszczuplać kasy, którą obliczam na 10,5 miliona złotych. Problem w tym, że jeden klub to za mało. Czyli co? Renegocjacje kontraktów?

Hynek: Zawodnikom, którzy przeczytają ostatnie zdanie twojej wypowiedzi, staną zaraz włosy dęba, ale dostaną białej gorączki. Przecież to bez sensu. Rozumiem, że koronawirus mógł zaskoczyć prezesów przed poprzednim sezonem, ale nie teraz. Najpierw szaleństwo na rynku, a za chwilę hipokryzja w najczystszej postaci. Myślę, że zawodnicy odpowiednio się zabezpieczyli i nie będzie powtórki z rozrywki.

Ostafiński: Tak, tak zabezpieczyli się klauzulami, ale jak mówi Marek Cieślak, a bo nie raz nie zapłacili. Zresztą te klauzule nie mają znaczenia dla PGE Ekstraligi, licencji za ich zerwanie klubom nie odbiorą. Nadzieją dla zawodników są słowa jednego z prezesów, że on woli przesunąć ligę o miesiąc lub dwa niż renegocjować, bo majowe okno aneksowe 2020 kosztowało go wiele nerwów i zdrowia. Drugi raz tego nie chce. Na kiedy jednak ustawić sezon, skoro Witold Skrzydlewski mówi: zobaczy pan, że 25 procent będzie w lipcu. Wiem, to nie wyrocznia, ale dopóki nie zaszczepi się wielu Polaków, a na razie idzie to opornie, to nikt w rządzie nie zgodzi się na imprezy masowe, bo to groźba wielu zakażeń, a chorych szczepić się nie da. Ta akcja musi przebiec bez zakłóceń, a nawet 25 procent w kwietniu może być zakłóceniem.

Hynek: To może druga partia kalendarzy do dystrybucji? A tak na poważnie, to naprawdę nie rozumiem tej przepychanki o opóźnienie ligi. Przecież środowisku powinno być na rękę, żeby zdemaskować oszustów, kto wydaje wirtualną kasę. Takich ludzi trzeba eliminować i nadarza się idealna okazja. Zawodnicy są ciągle pionkami w tej zabawie, które przesuwa się po planszy, jak chce i kiedy chce. Myślę, że zawodnicy niemniej zdrowia stracili niż ten podany przez ciebie prezes. Czas na wyciąganie wniosków już był, kluby mówiły o planach awaryjnych, A, B, C, D, a niektórzy E. No to czekam. Pan Wojciech Stępniewski powinien od razu jasno powiedzieć veto z zastrzeżeniem, że jeśli pogoda będzie łaskawa, widzi zawodników w świąteczny, kwietniowy weekend na stadionie.

Ostafiński: Pan Stępniewski już to powiedział, ale im bliżej będzie startu ligi, tym większe będą naciski. Nawet MrGarden GKM Grudziądz, który zbudował skład za 6 milionów i ma niewielkie koszty stałe, potrzebuje średnio 25 procent na trybunach, żeby zamknąć budżet. Jak liga ruszy bez ludzi, albo - co gorsza - pojawią się oni dopiero w lipcu, to nie ma szans na taką średnią. Nawet GKM będzie miał kłopoty, a im dalej w las, tym będzie gorzej. Nigdy nie zrozumiem tego kontraktowego szaleństwa, ale ponoć presja fanów, sponsorów i mediów jest tak wielka, że prezes nie wytrzymuje i wyciąga miliony, których nie ma. A w tym roku już nie będzie żadnych tarcz, ani innych osłon. I jak do niedawna śmialiśmy się ze Stali jadącej kilka lat na kredycie, tak teraz będziemy mieć prawie całą ligę na kredyt. I to będzie gorsze niż wejście Nepalczyków z tlenem na K2.

Hynek: Ok, ja to wszystko rozumiem. Nie potrafię tylko pojąć, jak prezesi nie mogli szacować budżetów bez wpływów z biletów. Wolałbym spaść jak prezes Mrozek, bez zaległości i mieć czyste sumienie, a nie krzyczeć, że jeśli nie opóźnimy startu ligi, to kluby będą padać jak muchy, Kwestia tylko, który szybciej. Zaprosiłbym do drugiej ligi. Wreszcie zamknęlibyśmy temat zdekompletowanego ostatniego poziomu rozgrywkowego. A tak za rok do członu PGE Ekstraliga będziemy dodawać prześmiewczo PGE Kredyt Ekstraliga, albo PGE jedziemy na kredyt Ekstraliga.

Ostafiński: Ty masz chyba czasem jakąś blokadę, bo ja wykładam kawę na ławę, a ty mówisz: nie rozumiem. Wyjaśniłem ci, dlaczego pobożne życzenia zastąpiły zdrowy rozsądek. Presja. A nazwa fajna, choć będzie oznaczała, że kluby dotarły do ostatniej bazy na dopingu. W ramach oszczędności zawodnicy za rok będą ścigać się w samych slipach, a w ramach cateringu w loży VIP będzie można zjeść same paluszki. I jeszcze prezesi sami wsiądą na traktory, a potem poprowadzą drużynę w trakcie meczu. Ciekawe, co na to powie Bielecki?

Hynek: Z tym wsiadaniem na traktory bym uważał, bo to by oznaczało, że jeden prezes czuł pismo nosem i od dawna się przygotowuje na czarną godzinę.

Ostafiński: Jak tak dalej pójdzie, to faktycznie będziemy potrzebowali zjazdu żużlowym motocyklem z K2, o którym kibic Jan napisał na Twitterze, żeby wyciągnąć dyscyplinę z dna, w którym może się znaleźć, jeśli dalej każdy będzie myślał o sukcesie za wszelką cenę. 

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje