Reklama

Reklama

Śrubokręt symbolem ligi. „Zabijamy dyscyplinę”

Kibice z Krosna wściekli na sędziego i komisarza za odwołanie meczu ze Stelmet Falubazem i ukaranie ich drużyny walkowerem. Pojawiają się memy ze śrubokrętem, który sędzia wbijał w tor przed ogłoszeniem decyzji. Ekspert Jacek Frątczak nie ma jednak wątpliwości, że arbiter dobrze zrobił, bo to gospodarze odpowiadają w pełni za stan toru, a ten nie był należycie przygotowany.

 Miał być hit, wyszedł kit. Kibice zamiast meczu Cellfast Wilki Krosno - Stelmet Falubaz Zielona Góra dostali cyrk z torem. Sędzia najpierw przełożył rozpoczęcie spotkania o godzinę (z 19.15 na 20.15), a potem je odwołał i odgwizdał walkower, nie robiąc nawet próby toru.

Działacz PSŻ Poznań mówi o zabijaniu dyscypliny

- Jak można odwołać mecz, jeśli nie odbyła się próba toru. Stadion pełen kibiców, przed telewizorami sto tysięcy. Zabijamy dyscyplinę - pisze w mediach społecznościowych Jakub Kozaczyk, jeden z trzech działaczy zarządzających drużyną SpecHouse PSŻ Poznań.

Brak próby toru, to temat, który przewija się w komentarzach na Facebooku. - Śrubokręt wbijany w tor w Krośnie przez sędziego Najwera tak namiętnie fotografowany przez komisarza Kuśnierskiego powinien trafić do logotypu eWinner 1. Ligi - zauważa Maciej Kołodziejczyk, były wiceprezes ROW-u Rybnik.

Reklama

Do tego można dołożyć co najmniej setkę wpisów zwykłych ludzi, którzy też piszą o cyrku i niszczeniu dyscypliny, ale uderzają głównie w PZM i GKSŻ. Czy to są jednak właściwi adresaci?

Sędzia Najwer spojrzał na tor i nie miał wątpliwości

Zacznijmy od zarzutów o brak próby toru. - To nie jest rzecz obligatoryjna - stwierdza Jacek Frątczak, żużlowy menedżer i ekspert. - Widocznie sędzia z komisarzem uznali, że stan toru jest na tyle zły, że nie ma sensu robić próby.

Kolejna sprawa, to już sam stan nawierzchni. W tym sezonie w Krośnie jest z nią jakiś problem, bo w trakcie wcześniejszych spotkań z Orłem Łódź i Abramczyk Polonią Bydgoszcz też były problemy. A już teraz z żużlowej centrali docierają głosy, że być może już piątkowy mecz Wilków z Polonią powinien być odwołany, bo stan toru już wtedy był kiepski.

O ile jednak w piątek osoby funkcyjne przymknęły oko, o tyle w niedzielę już tego nie było. Sędzia Jerzy Najwer, patrząc na nierówny tor, stwierdził wprost, że nie zgodzi się na żadną jazdę, bo jeśli dojdzie do nieszczęścia, to kto będzie za to odpowiadał?

Frątczak mówi, że nie ma się co śmiać ze śrubokręta

- Ludzie śmieją się ze śrubokręta, ale inaczej stanu nawierzchni nie da się sprawdzić - komentuje Frątczak, dowodząc, że decyzja o walkowerze była jak najbardziej oczywista i słuszna.

Pozostaje wyjaśnić, skąd w tym roku problemy z krośnieńskim torem. Tego w poprzednich sezonach nie było. Wyjaśnijmy, że w marcu Wilki dostały z GKSŻ zgodę na dosypanie świeżego materiału, o co prosiły (zdecydowanie lepiej dosypać materiał po sezonie). Najwyraźniej, po tej dosypce, nie udało się Wilkom ułożyć należycie toru, bo co mecz, to kłopoty.

Wilkom prócz walkowera grożą wielkie kary finansowe (do pół miliona złotych). Wygląda jednak na to, że klub sam sobie jest winien. Dodajmy, że jeszcze przed piątkowym meczem działacze z Krosna naciskali na GKSŻ, by dostać wolną rękę w sprawie przygotowania toru. Spotkanie miało status zagrożonego, co oznacza, że tor powinien być ubity. Prezes Wilków zadzwonił jednak do GKSŻ, a potem wysłał formalny wniosek o zniesienie statusu meczu zagrożonego. Kiedy pojawiły się korzystne prognozy, to klub dostał zgodę na zrobienie toru po swojemu (inna sprawa, że to nie zwalnia z obserwowania prognoz i ubicia toru w razie potrzeby). Efekt był taki, że już w piątek było niebezpiecznie, a w niedzielę jeszcze gorzej.


Reklama

Reklama

Reklama