Reklama

Reklama

Słowo Frątczaka na niedzielę: Gdzie kończy się logika, tam zaczynają się skoki i żużel

Podkreślę to, co wielokrotnie już powtarzałem – gdzie kończy się logika, tam zaczyna się żużel, ale i w dużym stopniu również skoki narciarskie. Obie te dyscypliny sportu łączą również argumenty, którymi posługują się zawodnicy. Wielokrotnie przecież słyszymy jak mówią: „wydawało się, że idzie dobrze. Czułem że to dobry skok, a nie chciało polecieć” – pisze w swoim najnowszym felietonie Jacek Frątczak.

Przełom listopada i grudnia to z pewnością nie jest czas żużla. Szczególnie pierwszy z tych miesięcy zawodnicy wykorzystują na zasłużony odpoczynek. W międzyczasie kluby zamykają transfery i szykują się organizacyjnie do sezonu. Kibice z kolei nie mogą narzekać na nudę, ponieważ właśnie wchodzimy w sezon skoków narciarskich.

Niestety po raz kolejny nie mamy dobrych informacji. Podkreślę więc to, co wielokrotnie już powtarzałem - gdzie kończy się logika, tam zaczyna się żużel, ale i w dużym stopniu również skoki narciarskie. Proszę zwrócić uwagę jak podopieczni Michala Dolezala rozkładają ręce. Bezradny jest nawet Kamil Stoch.

Reklama

Obie te dyscypliny sportu łączą również argumenty, którymi posługują się zawodnicy. Wielokrotnie przecież słyszymy jak mówią "Wydawało się, że idzie dobrze. Czułem że to dobry skok, a nie chciało polecieć". Praktycznie niczym się to nie różni od żużlowca, który próbuje, ćwiczy, testuje oraz jest w świetnej formie motorycznej, ale podjeżdża pod taśmę, puszcza sprzęgło i mówiąc kolokwialnie nie łapie się na szprycę. Następuje wówczas poszukiwanie, rotacja sprzętem. Póki nie zaskoczy, tego wyniku zwyczajnie nie ma.

Skoki narciarskie to podobnie jak żużel dyscyplina medialna, która oparta jest przede wszystkim o wynik sportowy. Obawiam się w związku tym jednej rzeczy - polowania na czarownice, czego oczywiście nikomu nie życzę. Niestety żyjemy jednak w takim kraju i środowisku, w którym chęć "ścięcia głowy" osobie odpowiedzialnej za wynik po prostu będzie. Nie unikniemy też dyskusji w ciągu tygodnia na temat tego, czy Michal Dolezal sobie poradził. Podsycają to jeszcze zbliżające się wielkimi krokami Igrzyska Olimpijskie.

Martwi mnie także jeszcze jedna rzecz. Po raz kolejny na sile przybiera panedmia koronawirusa, która przez ostatnie dwa lata dość mocno sponiewierała wiele dyscyplin sportowych, w tym żużel. Początkowo wydawało się nam, że po wejściu w życie powszechnych szczepień, problem zniknie. Patrząc na ostatnie doniesienia ze skoków, możemy dojść do wniosku, że byliśmy w błędzie. Pojawiają się dodatkowo nowe mutacje, co oczywiście nie wróży niczego dobrego. W tej chwili trzeba sobie zadać pytanie, jak to wpłynie na kolejny sezon i nasze życie w przyszłym roku. Niestety mam wrażenie, że szybko się tego problemu nie pozbędziemy. Obym się mylił...

Na sam koniec nie mogę nie wspomnieć o przykrej informacji, która nadeszła do nas z Wysp Brytyjskich. Poruszamy się w świecie sportów motorowych, a jej królową jest Formuła 1. Dziś dowiedzieliśmy się o śmierci Franka Williamsa - człowieka legendy, założyciela zespołu, który szesnastokrotnie zdobywał mistrzostwo F1 (w klasyfikacji kierowców i konstruktorów). Co prawda Williams w ostatnich latach nie rozdawał tych najważniejszych kart, jednak starsi kibice pamiętają jak wielka to była potęga. Cześć Jego Pamięci!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje