Reklama

Reklama

​Sędzia żużlowy jak komandos! Dyskryminujące wymogi PZM

Polski Związek Motorowy ogłosił właśnie nabór na sędziów sportu żużlowego. Wypadałoby temu przyklasnąć, bo żużlowych arbitrów jest bardzo mało, gdyby nie dyskryminujące kryteria doboru kandydatów. Nowymi rozjemcami w speedwayu mogą zostać tylko osoby w wieku od 25 do 35 lat. Wyjątkiem byli żużlowcy, dla których granicę wieku przesunięto do 40-tki.



- To jest totalny absurd. Osoby po 40-tce wciąż są bardzo młode, a jednocześnie doświadczone życiowo. Dlaczego zamykać im drogę? Rozumiem 60 lat dla kobiet czy 65 dla mężczyzn, czyli wiek emerytalny. Wtedy już reakcja nieco spowolniona, ale stawianie bariery wiekowej tak nisko, to zwyczajna dyskryminacja - ocenił sprawę krytycznie były reprezentant Polski, Jan Krzystyniak.

Sędzia żużlowy jak komandos

Poza odpowiednim wiekiem kandydaci na sędziów żużlowych muszą legitymować się przynajmniej średnim wykształceniem, posiadać pełną zdolność do czynności prawnych i pełnię praw publicznych, wykazać się dobrą znajomością regulaminów i przepisów sportu żużlowego oraz odpowiednim stanem zdrowia i predyspozycjami psychologiczno-psychotechnicznymi. Pożądana jest też znajomość języka angielskiego. Kandydatury można przesyłać do PZM mailowo do 31 grudnia.

Reklama

Okazuje się, że w kwestii wieku związek jest prawie tak restrykcyjny jak polskie wojsko. Osoba bez wcześniejszego przeszkolenia wojskowego komandosem w ramach zespołu bojowego może zostać do 30. roku życia, a w ramach pododdziałów wsparcia do 33 lat. Jak ma się jednak porównanie komandosa do sędziego żużlowego, którego jedyną aktywnością fizyczną jest odejście toru, wejście po schodach na wieżyczkę sędziowską, a w trakcie meczu wciskanie guzików na pulpicie?

Możesz marzyć o lataniu, ale nie o sędziowaniu

Nawet w lotnictwie nie ma takich rygorystycznych barier jak w sporcie motorowym, bo pilotem samolotu pasażerskiego może zostać każda osoba młodsza niż 65 lat, która spełnia kryteria w postaci odpowiedniej ilości wylatanych godzin.

- I tak powinno być w żużlu. Nawet jakby ktoś ledwie sezon przed zakończeniem wieku umożliwiającego sędziowanie mógł zostać samodzielnym arbitrem, to powinien mieć takie prawo. Przecież i tak sam ponosi koszty zdobycia tych trenerskich uprawnień - stwierdził Krzystyniak.

Zdaniem żużlowej centrali ustalone kryteria wiekowe są odpowiednie, bo osoby młodsze niż 25 lat nie mają jeszcze odpowiedniej dojrzałości emocjonalnej i odporności psychicznej potrzebnej w tym fachu, a poza tym niezwykle trudno byłoby im wyrobić sobie autorytet i posłuch wśród żużlowców. Starszym zaś niż 35 lat szkoda poświęcać czas, bo proces szkolenia na samodzielnych arbitrów trwa 2-3 lata, a sędziowskie kariery nie trwają długo. Zawody rangi mistrzostw świata można sędziować do 55 roku życia, a pozostałe do 60-tki.

Żużlowcy kończą kariery i drogę do sędziowania mają zamkniętą

- W ogóle mnie te argumenty nie przekonują. Jak ktoś zacznie się szkolić na arbitra mając 45 lat i zajmie mu to 5 lat, to i tak zostanie mu 10 lat sędziowania wszystkich imprez poza mistrzostwami świata. Te wymogi w żaden sposób nie są korzystne dla żużlowców, którzy są najlepszymi kandydatami na sędziów, bo po prostu czują ten sport. Co z tego, że podniesiono im granicę wiekową o 5 lat, jeśli po 40-tce wielu z nich jeszcze się ściga. Kończą mając 43-44 lata, są ze wszystkimi przepisami na bieżąco, a drogę do sędziowania mają już zamkniętą. Zawsze uważałem, że najlepszymi arbitrami żużlowymi są byli zawodnicy. Im najłatwiej ocenić co się na torze wydarzyło i dlaczego. Osoby, które w przeszłości nie jeździły na żużlu mają z tym problem. Jeśli PZM nie zmieni swojej filozofii, to z każdym rokiem będziemy mieli większe problemy z sędziami. A tych, którzy popełniają błędy nawet nie będzie na kogo wymienić - zakończył Krzystyniak.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama