Reklama

Reklama

Ryzykują życie, zarabiają grosze. Czy z jazdy w II lidze da się wyżyć?

W żużlu jak w życiu - najlepiej zarabiają ci, którzy w swojej dziedzinie są najmocniejsi i w tym nie ma niczego dziwnego. Na każdym poziomie rozgrywkowym jednak ryzyko jest takie samo, ale zarobki czasem do niego niewspółmierne. Wielu drugoligowców musi dorabiać w trakcie sezonu, nie mówiąc już o obowiązkowej dla utrzymania siebie i teamu pracy zimą. Stawki za punkt obecnie nieco wzrosły, ale jeszcze te sprzed 2-3 lat porażały.

Jeden ze słabszych zagranicznych żużlowców w sezonach 2018-2019 miał... 500 zł za punkt. I nie była to kwota bezwzględna, gwarantowana. 8 punktów nie oznaczało zawsze 4000 złotych. Jeśli przyjechał trzeci w biegu przegranym 1:5, dostawał jedną czwartą stawki, czyli 125 zł. Punkty zdobyte w ramach rezerwy taktycznej dzieliło się z kolei na dwa, czyli do kieszeni wpadało 250 zł. Zatem jeśli przykładowo przywiózł sześć punktów: wygrany bieg, dwójka z rezerwy taktycznej i jedynka przy 1:5, zarobił za taki mecz... 1125 zł. Kwota śmieszna, ale jak najbardziej prawdziwa. W większości klubów zawodnicy dostają zwrot za dojazd, więc chociaż jeden wydatek odpadł.

Reklama

W wielu przypadkach było tak, że nawet najlepsi na tym poziomie mieli wpisane oficjalnie 800 zł za punkt, ale żaden topowy jak na te rozgrywki żużlowiec za taką kwotę by nie pojechał. Ci słabsi nie mieli wyjścia i byli w błędnym kole. Nie zdobywali punktów, nie zarabiali, więc nie mogli inwestować. Nie mogli inwestować, więc nie punktowali. Obecnie stawki są już wyższe, choć dane podane powyżej są zaledwie sprzed 2-3 sezonów. Najlepsi zawodnicy 2. Ligi mogą liczyć na niemal dwa razy większą stawkę za punkt wpisaną w umowę. Do tego oczywiście dochodzą tzw. dodatki sponsorskie, czyli rzecz w tym sporcie normalna.

Latem żużel, zimą praca

Spora część zawodników w 2. Lidze nie może sobie pozwolić na to, by w okresie bez żużla tylko przygotowywać się fizycznie do nowego sezonu, względnie jeździć po sponsorach. Wielokrotnie podejmują oni pracę, czasem nawet poza granicami kraju. Zresztą, to dotyczy nie tylko drugoligowców. Rok temu pracę w Niemczech podjął nawet Kacper Gomólski, czyli w skali kraju zawodnik naprawdę znany. Być może bardziej zrobił to z powodu chęci zajęcia sobie czasu niż pobudek finansowych, ale fakt jest faktem. Oficjalnie o konieczności pracowania mówili także: Marcel Kajzer, Rene Bach, Matic Ivacic, Edward Mazur i wielu innych. 

Obecnie zawodnik z 2. Ligi jest w stanie na niezłym poziomie wyżyć tylko z tego, pod warunkiem utrzymywania się w TOP 10 klasyfikacji najskuteczniejszych. Wówczas, wliczając stawkę za punkt w granicach 1300-1500 zł plus dodatki sponsorskie, można spokojnie to zrobić. Gorzej, z tymi słabszymi. Weźmy takiego zawodnika, który w ciągu miesiąca zdobędzie np. 20 punktów. Załóżmy, że wszystkie będzie miał zdobyte na rywalu, bez rezerwy taktycznej. Jeśli ma stawkę 1000 zł, zarobi 20 tysięcy. Czy pozwoli to na utrzymanie siebie, teamu oraz dosprzętowienie? Odpowiedź nasuwa się sama. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama