Reklama

Reklama

Ryszard Dołomisiewicz: Presja działa na szkodę Przyjemskiego. Awans Polonii do play-off będzie niespodzianką

Jeden z najlepszych żużlowców bydgoskiej Polonii lat 80-tych i 90-tych podsumowuje dla nas dotychczasowe wyniki drużyny. Mówi też o tym, jaki problem ma Grzegorz Zengota. - Silniki się zajechały, no i się zaczęło robić pod górkę - diagnozuje Ryszard Dołomisiewicz. Zwraca też uwagę na to, że szum wokół Wiktora Przyjemskiego nie służy młodemu zawodnikowi.

Michał Konarski, INTERIA: W Bydgoszczy znowu są nazwiska, sponsorzy, ale nie ma wyniku. Dlaczego?

Ryszard Dołomisiewicz, były żużlowiec Polonii: Mam swoje przypuszczenie, które nie musi oczywiście być zgodne ze stanem faktycznym. Moim zdaniem problemem jest brak jasnego założenia przy budowie drużyny, czy ona ma walczyć o ten awans. To było takie pół na pół: wyda to wyda, nie wyda to nie wyda. Pieniądze dla zawodników wypłacone na przygotowanie do sezonu nie gwarantują wejścia tychże żużlowców na pułap pozwalający na walkę o awans. Tak już w żużlu jest, że nie zawsze te powiązane jakby nie patrzeć ze sobą rzeczy, dają sportowy wynik. Z drugiej strony, gdy są zaległości, to zawodnik nie ma już w ogóle szans na dobre przygotowanie do jazdy.

Reklama

Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. W Polonii jest problem z płaceniem?

Nie z płaceniem, tylko z wysokością środków, jakie przeznaczono na sezon 2021. Każdy planuje sobie określony budżet i do tego budżetu dopasowuje konkretny skład. Umawiane są szczegóły umowy i dochodzi do ich realizacji. Część zawodników ma jednak świadomość tego, że nie skorzysta w pełni z tych pieniędzy, bo np. nie pójdzie do lepszego tunera. Większe nazwisko tunerskie, to większe koszty. A te już na starcie, nawet w 2. Lidze są bardzo duże. Reasumując, trudno jest kupić dobrych zawodników za ograniczone pieniądze, przeznaczone na ich transfery.



Czyli to kwestia zawodników. Są za słabi na awans?

Został skrojony jakiś budżet na poziom pierwszoligowy, niekoniecznie z celem awansu. Nie ma skąd dołożyć, no bo skąd ma prezes Kanclerz te środki wziąć. Fajnie, że wokół jest takie zaplecze sponsorskie, bo marketingowo dobrze to wygląda. Nie są to jednak żużlowcy na poziomie umożliwiającym równorzędną walkę o promocję do PGE Ekstraligi. Wejście do fazy play-off będzie niespodzianką. Nawet, jak wróci Adrian Gała. 

A co z tym Grzegorzem Zengotą? Kapitan, sympatyczny chłopak. Fakty są jednak takie, że na torze zawodzi.

Samo to, że wrócił po takiej kontuzji świadczy o jego wielkim harcie ducha. W tym jednak nie upatrywałbym przyczyn jego słabszej dyspozycji. Kluczowa dla niego jest zmiana tunera. Już nawet ci, którzy w okresie transferowym wyrażali swoje zainteresowanie Zengotą, mieli świadomość tego, że on ma jeszcze jednostki od Anderssona, który przecież skończył z tuningiem. Kiedyś te zapasy sprzętowe musiały się Zengocie skończyć. Silniki się zajechały, no i się zaczęło robić pod górkę.

Skoro tak potężne problemy miał z tym wicemistrz świata 2017, Patryk Dudek, to tym bardziej może mieć je Zengota.

W momencie jak skończył Andersson, skończyły się również wyniki Dudka. Przez dwa sezony straszliwie się męczył i dopiero teraz wydaje się, że znalazł coś, co zaczęło mu jechać. To samo jest u Zengoty. Nawet oddając do serwisu te silniki Anderssona, to niekoniecznie musi dać pożądany efekt. Nikt przecież nie zna jego myśli technologicznej. Ostatecznym czynnikiem decydującym o skuteczności silnika są rozwiązania tunera właśnie.

Kibicom w Bydgoszczy jest tym bardziej szkoda Zengoty, że świetnie się wkomponował w miejscowe środowisko.

Potrafi błyszczeć medialnie, potrafi zdobyć wsparcie sponsorskie. Nawet najlepszy marketing jednak nic nie pomoże, jeśli nie robi się punktów. Jest na etapie gorączkowego poszukiwania rozwiązania sprzętowego, które będzie mu pasować. Jak znajdzie, to chwała dla niego. Szuka tam, gdzie może. Na lepszych tunerów może być go po prostu nie stać.

Jak pan odniesie się do licznych głosów krytyki pod adresem prowadzenia drużyny od strony taktycznej. Duet Krzysztof Kanclerz-Lech Kędziora to dobry wybór?

Polonia to obecnie własność Jerzego Kanclerza. Wszystkie decyzje należą do niego. Jeśli uważa, że może zatrudnić kogoś, kto ma dopiero się uczyć, to jego sprawa. W tej kwestii kibice nie mają nic do powiedzenia, dopóki klub będzie w rękach Kanclerza. Wiemy jednak, że żadnych narzekań nie będzie, jeśli zespół zaskoczy i np. awansuje do PGE Ekstraligi. Wówczas prezes będzie bohaterem Bydgoszczy. 

Jak pan zapatruje się na Wiktora Przyjemskiego, o którym sporo się mówi. Nie za duża ta presja? Moim zdaniem to działa na jego szkodę.

Nic dodać, nic ująć. Nie można tak postępować wobec chłopaka, który ma zaledwie 16 lat. To jeszcze chłopiec, który nadal jest w okresie rozwoju fizycznego. Być może to uratowało go w czwartek przy upadku i uchroniło przed urazem kręgosłupa. Jego ciało jest bardzo elastyczne. Gdyby tam był starszy zawodnik, np. powyżej 30. roku życia, mogło skończyć się bardzo poważną kontuzją. U Przyjemskiego zadziałała naturalna odporność. Zdejmijmy jednak presję z tego chłopaka. Bez żadnych porównań.

Trzeba przyznać, że Kanclerz znów miał nosa w kwestii transferów. Tarasienko jedzie fenomenalnie.

Mnie postawa Wadima akurat nie zaskoczyła. Niejeden raz widziałem go w zeszłym sezonie, kiedy to nawet po przegranych startach potrafił w łatwy sposób pokonywać uznanych pierwszoligowych żużlowców. Robił to nawet mimo czasami niezbyt dobrze spasowanego motocykla. 

To jak będzie z tą Polonią na koniec sezonu? Włączy się do walki o awans?

Jeśli będą jechać z zębem i zadziornością, to jakaś tam szansa na play-offy jest. Fajnie by było zrobić to w tym roku, bo jest spora pomoc sponsorska, a w ostatnich latach bywało z tym różnie. O wszystko trzeba było się prosić. Jeśli Polonii się nie uda, to nic się nie stanie. Czas jednak na to, żeby wprowadzać drużynę na coraz wyższy poziom.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje