Reklama

Reklama

Rozmowa Bez Hamulców. Daniel Kaczmarek: Modlę się, chodzę do kościoła. Mówią mi, że jestem za grzeczny, że dobry żużlowiec musi być chamem

- Moja dziewczyna, jak jej czasem coś odpyskuję, mówi mi: szkoda, że na torze i w klubie taki mądry nie jesteś. W żużlu trzeba być zadziorą, często nawet chamem, a mnie tego brakuje. Wciąż jednak wierzę, że wypłynę. Na razie mam dwa złote medale mistrzostw Polski juniorów, które w pewnych sytuacjach są mi wypominane. Ostatni sezon miałem słaby, więc przez ostatni miesiąc pracowałem jako kierowca w Niemczech. Dorobiłem sobie – mówi Daniel Kaczmarek, talent, który szuka drogi na szczyt.

Dariusz Ostafiński, Interia: Od kilku osób już usłyszałem, że Kaczmarek zdobył dwa złote medale i co z tego. Gdyby w tym roku nie wszedł przepis o konieczności zatrudnienia zawodnika do lat 24, to już by go nie było.

Reklama

Daniel Kaczmarek, żużlowiec Arged Malesa TŻ Ostrovii, mistrz Polski juniorów: - W oczy nikt mi tego nie powiedział. Z ludźmi, zwłaszcza ekspertami, tak to już jednak jest. Dwa lata temu mówili: dobrze zrobił, idąc do pierwszej ligi. Teraz jeden sezon nie wyszedł i już neguję. Poczekajmy, zmieniłem otoczenie, z Tarnowa na Ostrów, i wierzę, że to da efekt. 

Jak na zawodnika, który zdobył dwa złote medale mistrzostw Polski, to za dobrze to jednak nie wygląda. 

Często mi te medale wypominają. Mówią, że skoro je mam, to powinienem startować w PGE Ekstralidze. Gdyby wcześniej wszedł inny przepis, o rezerwowym do lat 23, to pewnie bym w niej został. 

Nie wmówi mi pan jednak, że kariera przebiega zgodnie z planem, że jest pan z niej zadowolony. 

Spokojnie, to nie jest tak, że pierwsza liga i Ostrów to koniec świata. Ten rok był słaby, ale jakby po jednym niepowodzeniu sportowcy się załamywali, to nie byłoby Jasona Doyle’a czy Andersa Thomsena. Oni też długo czekali na szasnę, Doyle wypłynął tuż przed trzydziestką. Pewnie, że nie chciałbym czekać tak długo, ale trzeba pracować i cierpliwie czekać. Wierzę w siebie. 

Nic innego panu nie zostało. 

Naprawdę nie uważam, żebym już sportowo zatonął. Znam swoje możliwości. Po sezonie 2017 jeździłem wtedy słabo w Toruniu, też mówili i pisali, że się nie nadaję, że tytuł mistrza juniorów zdobyłem przypadkowo. W 2018 było inaczej, pokazałem, że potrafię być mocnym młodzieżowcem. Rozmawiamy sobie szczerze, więc nie będę ściemniał, że minione rozgrywki były dobre, bo nie było. Nie ma jednak sensu patrzeć na tych, co krytykują, tak jak w dobrych chwilach nie ma co zwracać uwagi na tych, co klepią po plecach. Ten rok był dziwny, mnie nie dawał dużej ilości jazdy, a tego potrzebuję. No i poszło. 

Czy te dwa złote medale nie są przypadkiem pana przekleństwem? 

To jest z jednej strony przekleństwo, ale z drugiej wiele mi to dało, pchnęło moją karierę do przodu. Teraz mam ten najtrudniejszy moment, ale postaram się wspiąć na szczyt moich możliwości, sprostać temu wszystkiemu psychicznie. Głupio słucha się uwag: patrzcie na Kaczmarka, ma dwa medale, a gdzie teraz jeździ. Nie ma się jednak co użalać, bo taki Krzysztof Kasprzak musiałby się załamać, kiedy mu wypominają, że po wicemistrzostwie świata wszystko zmarnował. Był czas klepania po plecach, teraz jest krytyka, a ja muszę teraz zrobić co w mojej mocy, żeby was wszystkich uciszyć. Choć czasem odnoszę wrażenie, że często dostaję po tyłku przez te medale, bo byłem mistrzem, bo to, co teraz mistrzowi nie przystoi. 

Czyta pan, co ludzie o panu piszą, czyta pan internetowe komentarze? No i czy przejmuje się pan nimi? 

Przejmuję się, jak mi ktoś powie prosto w oczy, co robię źle. Czytam artykuły na swój temat, ale na komentarze nie zjeżdżam. Kiedyś to robiłem, ale już mi przeszło. I co? Nie pamiętam, żeby ktoś mi dopiekł szczególnie mocno, tak żeby zabolało. Pamiętam natomiast, że zdarzało mi się zaglądać na profil osoby oceniającej i powiem tak: jakbym się przejmował ocenami takich ludzi, to musiałbym być głupi. Przyjmuję krytykę trenera, mechanika, osoby będącej blisko mnie czy też doświadczonego zawodnika, ale w mediach społecznościowych nie dowiem się prawdy o sobie i swoich błędach. 

Internetowy hejt jest problemem żużla? 

Uważam, że tak. Nie tylko żużla, ale i całego sportu. Znam kolegów, którzy nie potrafią sobie z tym radzić. Nawet kariery przez to kończą. Chłopacy, którzy dobrze się zapowiadali, nagle odkładali motocykl w kąt, bo za bardzo przeżywali to, co jacyś ludzie o nich piszą. Lepiej się skupić na robocie, słuchać tych, co chcą pomóc, a nie przejmować się wszystkimi. Nawet Bartka Zmarzlika krytykują kibice innych klubów. Nie lubią go, bo nie jeździ w ich drużynie. To wystarczy. 

Kiedy jeździł pan w Apatorze, to tam był zakaz korzystania z telefonów komórkowych w trakcie treningów i spotkań, bo pierwsze co robili zawodnicy, to zaglądali, co o nich piszą. 

Ja też kiedyś zjebxx dostałem, bo mnie pani prezes z telefonem przyłapała. Niczego jednak wtedy nie czytałem. Grałem w gierkę, którą miałem na telefonie. To był jednak pierwszy i ostatni raz. Niemniej zakaz był, dotyczył młodych, i klub to mocno kontrolował. Według mnie słusznie. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje