Reklama

Reklama

Roman Chromik, żużlowy Robin Hood. Zabierał mocnym, oddawał słabszym

Jeśli spojrzeć całościowo na karierę wychowanka RKM-u Rybnik, można wysnuć tezę, że absolutnie nie wykorzystał swojego potencjału. Żużlowiec na początku XXI wieku naprawdę dobrze się zapowiadał i potrafił notować seryjnie udane mecze w ekstralidze. Miał jednak pewną bardzo nietypową tendencję, która być może uniemożliwiła mu większą karierę.

W ostatnich kilkunastu latach mieliśmy w polskim żużlu co najmniej kilka przykładów zmarnowanych talentów. Dobrze rokujący zawodnicy po paru latach tracili motywację do jazdy lub też po prostu spadał ich sportowy poziom. Można podać przykłady takich żużlowców, jak Artur Czaja, Rafał Szombierski, Emil Pulczyński czy właśnie Roman Chromik. Każdy z nich miał papiery na dobrego jeźdźca i każdy zakończył karierę szybciej, niż się spodziewano. Stosunkowo najwięcej z tej grupy pojeździł właśnie Chromik.

Reklama

Urodzony w 1981 roku zawodnik pojawił się w składzie RKM-u Rybnik już jako 16-latek. Po pierwszym sezonie oddano go do Śląska Świętochłowice, ale jego przygoda z klubem ze Skałki potrwała tylko rok i szybko wrócił na Gliwicką, gdzie startował później przez jedenaście sezonów. Swój niemały potencjał zdradzał już w trakcie pierwszych lat startów, bowiem niemal momentalnie zaczął odnosić mniejsze lub większe sukcesy w różnego typu rozgrywkach.

W 2000 roku wygrał Brązowy Kask. Wówczas walka o to cenione wśród najmłodszych żużlowców trofeum była niezwykle trudna, bowiem konkurencja była ogromna. Chromik musiał po drodze pokonać takich rywali, jak Jarosław Hampel, Tomasz Gapiński, Krzysztof Kasprzak czy wspomniany Szombierski. Stanowili oni już wówczas o sile polskiej młodzieżówki, a żaden nie miał przekroczonych 19 lat i nadal mógł startować w tego typu zawodach. Chromik okazał się najlepszy.

Rok później zaatakował światowy czempionat. Awansował do finału indywidualnych mistrzostw świata juniorów w Peterborough. Nie był w gronie faworytów, ale jak pokazał Dawid Kujawa, nie trzeba w nim być, by wygrać. Chromik zdobył sześć punktów i jak na debiutanta w takiej stawce (za rywali miał między innymi Lukasa Drymla czy Mateja Zagara), naprawdę wstydu nie przyniósł. Wydawało się, że mający przed sobą jeszcze rok w gronie juniorów rybniczanin, w kolejnym sezonie powalczy już o medal.

Ostatecznie tak się nie stało, ale za to Chromik w lidze był postrachem dla najlepszych. Najbardziej udany był dla niego rok 2004, kiedy to był w zasadzie liderem fatalnie jeżdżącego RKM-u Rybnik. Czasami w pojedynkę ratował honor drużyny. Notował wiele dwucyfrowych wyników, a kibice w Bydgoszczy do dziś pamiętają jego walkę z kosmicznym, nieosiągalnym wówczas Andreasem Jonssonem. Szwed musiał bardzo się namęczyć, by pokonać Chromika, podczas gdy rywali ze światowej elity ogrywał jedną ręką. W ostatnim biegu dnia rybniczanin był o włos od pokonania lidera Polonii, ale zanotował defekt na prowadzeniu.

Już w tamtym meczu jednak Chromik pokazywał typową dla siebie rzecz. Przeplatał zwycięstwa biegowe z zerami. Potrafił rozprowadzać na torze Jonssona, by za chwilę przegrać z juniorami. To był cały Chromik. Odbierał punkty najlepszym, a za moment oddawał je najsłabszym. Tendencja trudna do wytłumaczenia. Przeplatanki trójkowo-zerowe Chromik miewał w swojej karierze bardzo często.

Lata mijały, a o Chromiku nadal mówiono: "młody, groźny dla każdego". Z roku na rok jego poziom sportowy jednak widocznie spadał, mimo odnoszonych raz na jakiś czas sukcesów. Zdobył wraz z Romanem Poważnym brązowy medal w Mistrzostwach Polski Par Klubowych. Wchodził do finałów takich zawodów, jak Srebrny Kask, MIMP czy IMP. W lidze jednak spisywał się coraz gorzej, nie był już takim straszakiem, nawet na tych nieco słabszych żużlowców.

W 2009 roku odszedł z Rybnika i zasilił KSM Krosno. Za długo jednak tam nie wytrwał i już w kolejnym sezonie jeździł dla Wandy Kraków, ale też tylko przez jeden rok. Wrócił więc do rodzinnego Rybnika, lecz nie był już tam postacią pierwszoplanową. Wypożyczono go więc do Lublina, ale tam nie miał zbyt wielu okazji do jazdy. Zakończył więc starty w 2015 roku i choć oficjalnie tego nie zadeklarował, wówczas także skończyła się jego żużlowa kariera.

Reasumując, Roman Chromik miał zadatki na naprawdę dobrego żużlowca, być może klasy światowej. Można śmiało powiedzieć, że duży wpływ na jego losy miała sportowa nieregularność i stosunkowo słaba drużyna, w której startował. Potrafił wielokrotnie pokonywać wielkie gwiazdy światowego żużla, więc nie mogło być mowy o przypadku. Szkoda, że jego kariera nie potoczyła się nieco inaczej. Być może mówilibyśmy w tej chwili o byłym uczestniku cyklu Grand Prix.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama