Reklama

Reklama

Robił wszystko, by drużyna przegrała. Czy to był sabotaż?

Kuriozalny występ w meczu ze Stalą Rzeszów zaliczył Tomas Jonasson. Szwed wrócił do składu po krótkiej nieobecności, ale swoją postawą potwierdził słuszność wcześniejszej decyzji Ryszarda Dołomisiewicza.

Gdy Jonassona odstawiono od składu, pojawiło się mnóstwo różnego rodzaju plotek i domysłów. Mówiono, że bardzo dziwny jest fakt rezygnacji z zawodnika, który świetnie prezentuje się na treningach. Sam Jonasson przyczyn szukał gdzie indziej. Jak mówił, chciał prawdy i tylko prawdy ma temat takiej decyzji.

Ryszard Dołomisiewicz wstawił do składu Tomasza Orwata, który spisał się całkiem nieźle. Jonasson nie mógł pogodzić się z taką decyzją. Część pilskiego środowiska dopatrywała się związku pomiędzy odstawieniem Jonassona a jego bliską relacją z córką trenera.

Reklama

Dołomisiewicz miał rację. Co on wyprawiał?

Już na kolejny mecz ligowy jednak, Jonasson wrócił do zespołu. Domagali się tego kibice, którzy go ubóstwiają. A może inaczej - ubóstwiali. To, co zrobił Szwed w minioną sobotę było aktem frustracji i niechęci. A przynajmniej tak wyglądało.

Tu już nawet nie chodzi o to, że człowiek kreowany na lidera zdobył zaledwie jeden punkt. Najgorsza była sama postawa Jonassona. Upadek, zero, problemy z opanowaniem motocykla i na koniec czerwona kartka. Wszystko to wyglądało, jakby Jonasson chciał zadziałać na szkodę własnej drużyny.

W parku maszyn także zachowywał się dziwnie. Był nerwowy, miał pretensje, rzucił elementem wyposażenia. Jeśli nie było to świadome działanie i Jonasson po prostu jest w tak fatalnej formie, to fani z Piły mogą jedynie przeprosić trenera Dołomisiewicza. Miał stuprocentową rację, rezygnując ze Szweda.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL