Reklama

Reklama

Rafał Wilk po jedenastu latach od wypadku stanął na nogi!

Takie historie chwytają za serce i są w stanie poruszyć każdego, nawet najtwardszego mężczyznę. Jedenaście lat po tragicznym wypadku na torze żużlowym w Krośnie 42-letni Rafał Wilk, który wskutek obrażeń wylądował na wózku inwalidzkim, stanął na nogi!

To była wielka chwila w życiu Rafała Wilka, porównywalna ze zdobyciem przez niego trzech złotych medali igrzysk paraolimpijskich oraz dwóch tytułów mistrza świata w rywalizacji handbike’ów (rowery napędzane siłą rąk).

Reklama

Przy pomocy specjalnego chodzika, stabilizującego kręgosłup i nogi, były żużlowiec spełnił wielkie pragnienie, aby oderwać się od wózka inwalidzkiego i znów poczuć zapomniany smak stawiania kroków na własnych nogach. Do pełni szczęścia sportowiec potrzebował balkoniku, na którym cały czas opierał ciężar swojego ciała.

Wysiłek był przeogromny, co najlepiej ilustruje film, zamieszczony przez Wilka w mediach społecznościowych. "'Ale urwał' mógłbym powiedzieć po dzisiejszym chodzeniu, człowiek stanął na nogi i świat od razu inaczej wyglądał. Na treningu banan z ust nie schodził" - napisał w żartobliwym tonie prawdziwy bohater, nie użalając się nad swoją dolą.

Na nagraniu doskonale widać, jakiemu wyzwaniu stawił czoła sparaliżowany od pasa w dół były żużlowiec. Do wyobraźni przemawia naprężony każdy mięsień na "wyżyłowanych" rękach sportowca, które w niczym nie ustępują wytrenowanym nogom kolarzy. Dlaczego? Otóż Wilk, gdy nieszczęśliwy wypadek zmusił go do przerwania kariery, oddał się innej pasji, wspomnianej rywalizacji handbike’ów, którą realizuje na najwyższym, światowym poziomie.

Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w 2006 roku, podczas meczu żużlowego w Krośnie pomiędzy miejscowym KSŻ a GTŻ Grudziądz. Wielka tragedia na podkarpackim stadionie rozegrała się w ósmym wyścigu, na wyjściu z ostatniego wirażu przed metą. Wówczas Wilk stracił panowanie nad motocyklem i upadł na tor, ale nie to było najgorsze. Pędzący za jego plecami Słowak, wówczas zaledwie 16-letni Martin Vaculik, nie był w stanie zmienić toru jazdy i z impetem uderzył w klubowego kolegę.

Kibice na stadionie, nomen omen krośnieńskich "Wilków", zamarli. Sportowiec trafił na stół operacyjny, ale szybkie interwencje chirurgiczne nie przywróciły mu zdrowia. Wychowanek Stali Rzeszów musiał przedwcześnie zakończyć karierę żużlowca. Cena kraksy była bardzo wysoka, Wilk stracił władzę w nogach i wylądował na wózku inwalidzkim.

Paradoks polega na tym, że wielki dramat "skazał" go na sukcesy, o jakich w speedwayu (żużel nie jest sportem olimpijskim) mógłby tylko pomarzyć. W 2012 roku, po raz pierwszy, wjechał na najwyższy stopień podium igrzysk paraolimpijskich i wzruszony wysłuchał "Mazurka Dąbrowskiego". Co więcej, podczas zeszłorocznych igrzysk w Rio de Janeiro przełamał klątwę chorążego polskiej reprezentacji, znów sięgając po medal, w dodatku z najcenniejszego kruszcu.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama