Reklama

Reklama

Punkt krytyczny w żużlu. Przychodzi taki moment, kiedy lepiej sobie odpuścić niż być inwalidą

Słabnący poziom sportowy, brak zainteresowania klubów, zaawansowany wiek czy mała motywacja - powody, dla których żużlowcy kończą kariery są różne. Zdarza się, że poważny upadek kolegi z toru przyczynia się do podjęcia takiej decyzji. - Nie chciałem skończyć na wózku - mówi wprost Robert Kościecha, którego decyzja była ściśle powiązana z dramatem Darcy'ego Warda.

Obecnie żużlowcy jeżdżą znacznie dłużej niż kiedyś. Lepiej rozwinięta medycyna sportowa, dostęp do masażystów i wszelkich innych udogodnień powoduje, że nawet blisko 50-letni zawodnik jest w stanie rywalizować z najlepszymi. Dość powiedzieć, że taki Greg Hancock trzy z czterech tytułów mistrza świata zdobył po 40-stym roku życia, a gdyby nie choroba żony zapewne jeździłby do teraz. Aktywni nadal są 48-letni Holta, 46-letni Protasiewicz czy 45-letni Walasek. W Rumunii jeździ 63-letni Marian Gheorghe, ale trudno jego przygodę traktować poważnie.

Wraz z wiekiem jednak coraz trudniej przygotować się do sezonu, bowiem własnego organizmu się nie oszuka. Spada wytrzymałość i pewne rzeczy po prostu przychodzą o wiele ciężej. - A do tego człowiekowi włącza się trochę inne myślenie. To jest nawet potwierdzone badaniami, że w pewnym wieku osoba zaczyna myśleć inaczej. Rodzina, ryzyko zawodowe - te rzeczy dają do myślenia i każą się zastanowić, ile kariera jeszcze powinna potrwać - mówi nam Robert Kościecha, który zakończył karierę w 2015 roku.

Reklama



Zawodnik gdy zawieszał kevlar na kołku był w całkiem dobrej formie i w odczuciu wielu fanów mógł jeszcze pojeździć. Końcówka roku 2015 dała jednak wielu żużlowcom do myślenia. To wtedy fatalne urazy odnieśli Darcy Ward i Witalij Biełousow. Obaj do dziś nie odzyskali sprawności. Australijczyk jeździ na wózku, Rosjanin chodzi przy pomocy tzw. balkonika. - To miało oczywiście wpływ na moją decyzję. Nie chciałem skończyć na wózku. Poza tym w poprzednich latach odniosłem kilka nieprzyjemnych kontuzji, które coraz trudniej było wyleczyć. Zdecydowałem, że lepiej skończyć zawczasu. Urazy Warda i Biełousowa naprawdę dały do myślenia - nie ukrywa wychowanek Apatora.

Często mówi się, że to właśnie świadomość posiadania rodziny skłania doświadczonych zawodników do zakończenia kariery. Wiedzą, że mają dla kogo żyć i coraz częściej zauważają, że czasem warto odpuścić na torze. A jak się odpuszcza, to w żużlu nie ma się czego szukać. - Wszyscy wiemy, jaka to dyscyplina. Mówi się żartem, że to nie jest sport dla normalnych ludzi, ale taka jest prawda. Przestajesz ryzykować, przestajesz się liczyć - puentuje Robert Kościecha.

Zatem punkt krytyczny dla każdego żużlowca jest kwestią indywidualną, lecz ściśle powiązaną z wydarzeniami z jego kariery. Jeśli sprawny 45-latek ma nadal werwę i chęć się w to bawić przy 100-procentowym zaangażowaniu, to dlaczego miałby tego nie robić. Kiedy jednak u zawodnika pojawiają się wątpliwości, lepiej jest zjechać z toru, tak jak zrobił to Robert Kościecha i wielu innych. Niewiele przecież trzeba, by pójść o jeden krok za daleko i żałować tego do końca życia.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL