Reklama

Reklama

Psuje wszystko, czego się dotknie. Trzech zawodników ściągnął na dno

Mark Courtney miał być poławiiaczem pereł, znakomitym szlifierzem talentu młodych zawodników: Maxa Fricke i Dana Bewley. Współpraca z jednym i drugim szybko się jednak popsuła, a żużlowcy odżyli, kiedy odstawili Courtneya na boczny tor. Kim jest człowiek, który owija sobie młodych wokół palca, a potem ściąga ich na dno?

Zanim Mark Courtney zaczął mącić w głowie swoim rodakom nie był jakąś szczególną gwiazdą, nawet na swoim rodzimym podwórku. Raz zdobył mistrzostwo Wielkiej Brytanii juniorów, wśród seniorów najwyżej był trzynasty. Jego największym sukcesem pozostał srebrny medal indywidualnych mistrzostw Europy juniorów osiągnięty w niemiecki Pocking w 1982 roku. Po zakończeniu kariery kręcił się przy żużlu, w sezonie 2011 dołączył do teamu Chrisa Harrisa.

Na początku był Fricke

Historia Courtney’a w naszym kraju nabiera rozpędu w 2015 roku. Anglik przykleił się do młodego talentu z Australii - Maxa Fricke’a, którego wziął pod pachę i na zasadzie wypożyczenia przeniósł z Torunia do Rybnika. Courtney długo obserwował Fricke’a więc doskonale wiedział, że w przyszłości może mieć do czynienia z prawdziwą żyłą złota. Młodemu chłopakowi, który stał dopiero w przedsionku wielkiej kariery i w Polsce był sam jak palec doświadczony Courtney spadł jak z nieba.

Reklama

Początkowo panowie szli ramię w ramię. Ich współpraca układała się wzorcowo. W 2016 roku w barwach ROW-u Courtney doprowadził Fricke’a do IMŚJ. Im dalej w las, tym było coraz gorzej. I ten scenariusz powtarzał z kolejnymi zawodnikami. Z tą różnicą, że sukces sprzed pięciu lat z Australijczykiem jest jedynym w kolekcji Courtney’a. Czego się nie dotknął, to zamieniał w porażkę lub jego podopieczni zatrzymywali się w rozwoju lub w najlepszym przypadku sprowadzał ich na manowce.

Potem zauroczył sobą prezesa ROW-u Rybnik

Zauroczony pracą Courtney’a był przez dłuższą chwilę - Krzysztof Mrozek. Po sezonie 2017 Fricke odszedł do Betard Sparty, ale prezes ROW-u ani myślał puszczać ze swoim podopiecznym Courtney’a. Mrozek powierzył mu funkcję mechanika klubowego i łącznika pomiędzy następnym desantem z Wysp. Do zespołu dołączyć mieli bowiem uczestnik cyklu Grand Prix - Craig Cook oraz młoda strzelba - Daniel Bewley. Courtney był tez nieformalnym skautem ROW-u penetrującym brytyjski rynek.

Sielanka trwała dwanaście miesięcy, choć w kuluarach dało się usłyszeć, że zawodnicy nie za bardzo ufali Courtney’owi. Zamiast iść do niego po poradę, woleli chwycić za telefon i dzwonić do swoich mechaników. Coraz częściej dochodziło do tarć na linii Mrozek-Courtney-Fricke. W lutym 2019 roku Australijczyk napisał na Twitterze, że menedżer Courtney wraca do jego teamu.

Courtney działał na dwa fronty

Mrozek aż dostał piany na usta. - Tyle tylko, że to nieprawda. Courtney będzie w tym sezonie współpracował jako klubowy mechanik z Rospiggarną Hallstavik, gdzie jeździ Fricke. Pisanie na tej podstawie o jakiejś współpracy jest jednak naciągnięciem faktów. Panowie znowu będą w jednym klubie i tyle. Pragnę jednak zapewnić kibiców ROW-u, że Courtney przez minimum trzy dni będzie do naszej dyspozycji i ma pomagać Bewleyowi.

Tymczasem Courtney robił po swojemu, za plecami prezesa. Półtora sezonu nabijał go w butelkę i działał na dwa fronty. Kooperacja Mrozka i Courtney’a definitywnie zakończyła się w połowie 2019 roku, a do Rybnika przyjeżdżał już tylko i wyłącznie jako opiekun Bewley’a. Wtedy też dziwnym zbiegiem okoliczności, coraz częściej namawiał rudowłosego rodaka na przenosiny do Wrocławia, czyli pójście śladem Fricke’a.

Bewley'a owinął sobie wokół palca

Courtney okręcił sobie Bewley’a wokół palca, a ten tańczył jak mu zagrano. Po finale play-off eWinner 1. Ligi z Ostrowem Mrozek chciał pogadać z żużlowcem o nowej umowie. Courtney nawet nie wypuścił zawodnika z busa, mówiąc, że się strasznie spieszą, bo Dan musi zdążyć na samolot na Wyspy, ale przyjadą pogadać za parę dni. Tymczasem mieli już od dawna klepnięty kontrakt ze Spartą.

Ówczesny szkoleniowiec ROW-u Piotr Żyto również dorzucił swoje trzy grosze do napiętych relacji pomiędzy stronami. Bewley’owi zarzucił gwiazdorzenie. - Musi zmienić swoje postępowanie - grzmiał. W listopadzie nie było w Rybniku już ani Bewley’a, ani Żyto.

Prezes ROW-u gasił pożary

Mrozek wielokrotnie powtarzał, że nie bierze udziału w sporze, a stara się być tylko mediatorem. - Największą wypadkową tego, iż dzisiaj w Rybniku nie ma Bewleya, jest do tej pory niezrozumiały dla mnie konflikt na linii Piotr Żyto - Mark Courtney. Idiotyczne sytuacje, w których musiałem stawać po jednej bądź po drugiej stronie, a czasem pomiędzy. Ten stan rzeczy utrzymywał się praktycznie cały poprzedni sezon. Piotr robił treningi, na które Dan nie przyjeżdżał, bo "nie zdążył", po czym Bewley zjawiał się na stadionie, próbował się rozkładać, lecz trener Żyto mu zabraniał. W pewnym momencie sezonu Piotr chciał postawić na Linusa Sundströma, prosiłem go jednak, by dać szansę młodemu Brytyjczykowi i to głównie za moją sprawą występował on w końcówce sezonu. Więc jeśli ktoś uważa, że to przeze mnie nie ma Bewleya w Rybniku, to gratulacje - wyjaśniał w marcu 2020 na zorganizowanej dla kibiców konferencji prasowej Mrozek.

Mit o Courtney’u brytyjskim poławiaczu pereł legł w gruzach. Po jednym wyskoku przy Fricke'u, z Bewleyem, Cookiem, Flintem, a ostatnio z Larsem Skupieniem nie osiągnął nic spektakularnego. Szybko poznali się na nim i w Betard Sparcie. Fricke i Bewley tragicznie weszli w sezon 2020 na silnikach Joachima Kugelmanna. Obaj jechali do tyłu, aż wreszcie we Wrocławiu pogonili Courtney'a, którego uznali za czarną owcę i głównego prowodyra słabej formy duetu obcokrajowców. 

W tym roku spadł do drugiej ligi ze Skupieniem

Po wyrzuceniu opiekuna, z którego więcej było szkody niż pożytku, Bewley oraz Fricke szukali ratunku u różnych dostawców sprzętu. Na tapecie znaleźli się m.in. Holloway, Johns, czy Graversen. W ciągu kilku miesięcy stranieri  przewalili tony silników. Nie dość, że sami byli pogubieni, to ciągnęli ekipę ze stolicy Dolnego Śląska w dół. Bez Courtneya u boku Fricke i Bewley wyraźnie odżyli, stanęli na nogi i teraz mogą się zastanawiać, co by był gdyby wcześniej nie pokazali drzwi swojemu żużlowemu wychowawcy.

Po prawie roku Courtney odnalazł się na peryferiach światowego żużla. Z głębokiego cienia wyciągnął go Lars Skupień - wychowanek ROW-u, w sezonie 2021 zawodnik drugoligowego PSŻ-u Poznań. 24-latek zazwyczaj otaczał się rodziną, nad jego motocyklami pieczę sprawowała legenda rybnickiego klubu - wujek Eugeniusz. W CV Courtneya wciąż figuruje Flint, który jest stawiany w ojczyźnie w jednym szeregu ze złotymi dziećmi brytyjskiego speedwaya, ale nadal nie uwolnił potencjału. Jeśli z nimi Courtneyowi się nie uda, to już chyba nikt się nie da nabrać na metody Brytyjczyka, którego wiele osób w środowisku nazywa po prostu farmazoniarzem. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne