Reklama

Reklama

Przerażenie na stadionie. Myśleli, że to jego ostatni wyścig

Ależ wystraszył bydgoskich kibiców Adrian Miedziński. Jego paskudny upadek w meczu z z Wilkami Krosno przywołał niektórym bardzo złe wspomnienia. Część kibiców obawiała się poważnego urazu kręgosłupa.

Na pierwszym łuku Miedzińskiego postawiło, obróciło, a następnie wystrzeliło jak z katapulty. Huknął o tor i momentalnie przestał się ruszać. Widać było, że stracił przytomność. Przez dłuższy czas nie podnosił się z toru i zjechał z niego w karetce. Po wstępnych badaniach jeszcze w parku maszyn zadecydowano o przewiezieniu go do szpitala.

Na stadionie zapanowała cisza. - My na pierwszym łuku byliśmy pewni, że to będzie bardzo poważna sprawa. Najgorzej, że w ogóle się nie ruszał - opowiada nam pan Paweł. - Ja osobiście miałem obawy, że to może być jego ostatni bieg w karierze. Wszystko wskazywało na uraz szyi lub kręgosłupa - dodał pan Mateusz.

Reklama

Już traktują go jak swojego

Należy zauważyć, że w ostatnim czasie mocno zmieniło się podejście bydgoskich trybun do wychowanka Apatora. Początkowo Miedziński miał wielu przeciwników, niektórzy ostentacyjnie odwracali się na jego biegi. Teraz to tylko pojedyncze przypadki.

Głównie dlatego, że po prostu Miedziński jedzie swoje. Pod każdym względem, można nieco ironicznie powiedzieć. Robi punkty i spektakularnie upada. Przede wszystkim jednak jest mocnym punktem drużyny. A to najważniejsze.

Polonia potrzebuje zdrowego Miedzińskiego, bo wkrótce zacznie się kluczowa faza walki o awans. Już za miesiąc koniec rundy zasadniczej. Potem zaczną się play offy i tam już nie będzie można pozwolić sobie na wpadki czy jazdę w osłabieniu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL