Reklama

Reklama

Prezes Unibaksu: Decyzję podjęła rada nadzorcza

Prezes Unibaksu Toruń Mateusz Kurzawski poinformował na poniedziałkowej konferencji prasowej, że to rada nadzorcza klubu podjęła decyzję o odmowie startu żużlowców w Zielonej Górze w rewanżowym meczu finału mistrzostw Polski ze Stelmetem Falubazem.

- Rada nadzorcza KST Unibax podjęła decyzję, że nie jedziemy w osłabionym składzie - powiedział Kurzawski.

- Chcieliśmy jechać w duchu fair play, chcieliśmy, aby ten mecz był jechany w równych siłach, by było to widowisko na równych poziomach. Bez Tomka Golloba nie byliśmy po prostu w stanie godnie rywalizować - dodał Kurzawski.

Przedstawiciele klubu tłumaczyli, że przed niedzielnym meczem istniała jeszcze szansa na gotowość do startu w barwach Unibaksu za około 10 dni kontuzjowanego w sobotę w Sztokholmie Tomasza Golloba. Ostatecznie wiadomo już, że Gollob w tym roku na torach żużlowych już się nie pojawi.

- Pierwsze sygnały od menedżera Tomka Gaszyńskiego mówiły o tym, że istniała szansa na to, że Gollob będzie w stanie podjąć rywalizację. My cały czas uważaliśmy, że mecz ten należy rozegrać w jak najbardziej optymalnych składach, by widowisko było godne finału. Rokowania lekarzy były pozytywne, stąd nasza propozycja o przełożeniu spotkania. Zielona Góra na nią nie przystała i stało się to, co się stało - powiedział menedżer Unibaksu Sławomir Kryjom.

Reklama

To właśnie on zaproponował w niedzielę około godz. 14.30 w rozmowie telefonicznej z prezesem Stelmetu Falubazu Zielona Góra Markiem Jankowskim przełożenie spotkania.

- Po przyjeździe do Zielonej Góry usłyszałem odmowę przełożenia spotkania i taką informację przekazałem radzie nadzorczej naszego klubu. Następnym krokiem była decyzja rady, że w takim składzie, jaki mamy, tego meczu nie jedziemy - podkreślił Kryjom.

Dodał także, iż rozmawiał z każdym zawodnikiem i nie odniósł wrażenia, by chcieli pojechać.

- Jesteśmy zespołem, razem przegrywamy, razem wygrywamy i nie mamy problemu z komunikacją. Ja przekazałem decyzję rady nadzorczej zawodnikom, po czym oni się spakowali i prawie po godzinie, kiedy łaskawie Zielona Góra wypuściła nas z parku maszyn, opuściliśmy stadion - powiedział Kryjom.

Działacze Unibaksu podkreślili, że ich drużynę w tym sezonie wyjątkowo nękały kontuzje - na 21 spotkań tylko w pięciu dysponowali pełnym składem. - Zależało nam na tym, aby finał mistrzostw Polski, miał obsadę godną finału najlepszej ligi świata - zakończył menedżer toruńskiego klubu.

Przedstawiciele Unibaksu nie odpowiedzieli na liczne pytania o ewentualne kary, które mogą być nałożone na klub.

Sprawą niedzielnego finału i odmową startu Unibaksu zajmie się teraz spółka zarządzająca rozgrywkami. Możliwe, że pierwsze decyzje zostaną podjęte już w środę.

Kar Unibax zapewne nie uniknie, a największymi z nich mogą być odszkodowania dla klubu z Zielonej Góry, który na to spotkanie sprzedał wszystkie bilety. Swoich praw mogą dochodzić także sponsor ligi i telewizja. Teoretycznie Unibaksowi może grozić nawet degradacja oraz odebranie medali za drugie miejsce.

Z powodu odmowy jazdy przez zespół Unibaksu sędzia przyznał Stelmetowi Falubazowi walkower 40:0 i zespół ten został mistrzem Polski. Pierwsze spotkanie finałowe w Toruniu zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 46:43.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje