Reklama

Reklama

Prawda żużla. Złota malina za rolę ze śrubokrętem

- Przepraszam, ale w większości, w parku maszyn tłoczą się tabuny ludzi funkcyjnych, którzy siedzieli tyle razy na motocyklu, co zwykły Janusz leżący przed telewizorem. W tym gronie są wszyscy sędziowie, członkowie jury, praktykanci i Bóg wie, kogo jeszcze uda się tam upchać. No chyba, że ktoś ich wziął na ramę i dał się rekreacyjnie przejechać. Od lat trąbię, że komisarzami torów powinni być tylko i wyłącznie ludzie, którzy zjedli zęby na tej dyscyplinie, czyli byli zawodnicy, doświadczeni trenerzy, menedżerowie.

Najwer zrobił na złość babci i odmroził sobie uszy

Nie milkną echa po niedzielnym walkowerze w Krośnie. Sędzia Jerzy Najwer orzekł wynik 40:0 na korzyść Stelmet Falubazu Zielona Góra, bo jego zdaniem gospodarze nie zdołali przygotować regulaminowego toru.

Wyobrażam sobie, że w paru domach kibiców Cellfast Wilków zdążyła już zawisnąć podobizna arbitra z Gliwic z powbijanymi lotkami. Od zeszłego weekendu, to wróg publiczny numer jeden w Krośnie. Czy skandalu można było uniknąć? Nie chcę się w tym momencie doktoryzować, bo nie było mnie na miejscu zdarzenia. Opinie są różne, każda ze stron ciągnie wózek w swoją w stronę i pewnie prawdy o kulisach nigdy się nie dowiemy. Warto jednak słuchać zawodników, ale o tym za chwilę.

Reklama

Mnie osobiście najbardziej zniesmaczył fakt, że panu Najwerowi, tak po ludzku zabrakło dobrej woli i empatycznego podejścia do sprawy. Na siłę chciał zostać głównym bohaterem tego marnego widowiska, ale za swój aktorski występ z wbijanym w różne części toru zaczarowanym śrubokrętem należy mu się złota malina. Jak w tym powiedzeniu, że zrobię na złość babci i odmrożę sobie uszy.

Potraktował zawodników jak powietrze

Dziwi mnie, że sędzia zamknął tor dla zawodników, nie pozwolił im na niego nawet wejść, kopnąć ze dwa razy, żeby wyrobili sobie opinię i podzielili się nią z Najwerem. Chyba nikt po przejściu paru metrów nie złamałby nogi, albo nagle nie zniknąłby w czarnej dziurze.

Zawsze to więcej materiału dowodowego do protokołu, no i co najważniejsze sam rozjemca miałby czyste "papcie", bo dostałby wiadomość zwrotną od zawodników, czyli osób najbardziej kompetentnych, aby wypowiadać się w kwestii używalności nawierzchni. Czy warto tę farsę kontynuować i narażać fanów na stadionie na jeszcze większą złość, a może wręcz przeciwnie rozpocząć zawody. Tymczasem, w tym przypadku wiedza praktyczna poniosła klęskę z wiedzą na podstawie wbijanego śrubokręta.

Gdybym był w butach Najwera wyłożyłbym swoje zdanie, ale z ostateczną decyzją wstrzymałbym się, dopóki żużlowcy nie wsiądą na motocykle i nie wykonają kilku kółek próbnych. To oni ryzykują zdrowiem i po paru okrążeniach w pojedynkę nikomu by korona z głowy nie spadła. A ponoć w obu zespołach nie trzeba była świecy, żeby znaleźć zawodników, którzy chcieli chociaż spróbować pobrudzić motocykl.

Przepraszam, ale w większości, w parku maszyn tłoczą się tabuny ludzi funkcyjnych, którzy siedzieli tyle razy na motocyklu, co zwykły Janusz leżący przed telewizorem. W tym gronie są wszyscy sędziowie, członkowie jury, praktykanci i Bóg wie, kogo jeszcze uda się tam upchać. No chyba, że ktoś ich wziął na ramę i dał się rekreacyjnie przejechać. Od lat trąbię, że komisarzami torów powinni być tylko i wyłącznie osoby, które zjedły zęby na tej dyscyplinie, czyli byli zawodnicy, doświadczeni trenerzy, menedżerowie. Okej, ci panowie przechodzą różne szkolenia, uczęszczają na seminaria, ale nigdy nie zgłębią wiedzy, którą posiadają żużlowcy.

Wilki leżą wizerunkowo na łopatkach

I jeszcze jedno. Skoro pojawiały się zastrzeżenia do nawierzchni już w trakcie piątkowego spotkania z Abramczyk Polonią Bydgoszcz, trzeba było dać czas krośnianom dać czas na doprowadzenie toru do porządku i przełożyć mecz z Falubazem, a nie wlepiać walkower i narażać środowisko na żenadę. Starcie zapowiadało się hitowo, a wyszło kitowo i zamiast znakomitej reklamy eWinner 1. Ligi otrzymaliśmy antyreklamę.

Wilkom grożą teraz dotkliwe kary. Taryfikator jest brutalny i budżet klubu może się uszczuplić nawet o pół miliona złotych. PZM, GKSŻ-ecie i Piotrze Szymański nie idźcie tą drogą. Jeśli już musicie, to dajcie krośnianom żółtą kartkę, wezwijcie na dywanik, ale nie wyciągajmy drastycznych konsekwencji.

Krośnianie nie dopuścili się żadnej recydywy, były do tej pory wzorem cnót, jak budować z mozołem wiarygodny i stabilny ośrodek od podstaw. Dostrzegam tutaj okoliczności łagodzące, które powinny być wzięte pod uwagę przy ferowanie wyroków.

Współczuję prezesowi Leśniakowi. Pewnie, gdy wrócił w niedzielę w nocy do domu, to ręce opadły mu do samej ziemi. To co tworzył przez kilka lat, w jednej chwili legło w gruzach. Wiele klubów po takim ciosie nie podniosłoby się, zniknęłyby z żużlowej mapy Polski, o reaktywacji nie wspominając. 

Reklama

Reklama

Reklama