Reklama

Reklama

Prawda żużla. W Bydgoszczy mieli tę datę zakreśloną na czerwono. Zrobili z niego drugiego Golloba, teraz wkracza do akcji

- Nazywanie Wiktora Przyjemskiego drugim Tomaszem Gollobem jest przesadą. To talent, ale Polacy generalnie mają mentalność megalomanów. Niebywałą zdolność do pompowania balonika oczekiwań. Nie uznajemy stanów pośrednich i miotami się ze skrajności w skrajność. A potem jesteśmy zdziwieni, jak faworytowi podwinie się noga.

23 maja - tę datę każdy kibic Abramczyk Polonii Bydgoszcz ma zakreśloną w kalendarzu na czerwono. Wtedy z regulaminowej smyczy zostanie spuszczony Wiktor Przyjemski. Złote dziecko bydgoskiego żużla kończy w niedzielę szesnaście lat od tej chwili może występować w spotkaniach ligowych. To oznacza, że trener Lech Kędziora będzie mógł z niego skorzystać już na wtorkowej potyczce w Łodzie. O ile zawodnik zgłosi gotowość do jazdy, bo wtorkowy finał Srebrnego Kask na swoim domowym torze Wiktor skończył w karetce. Na szczęście szczegółowe badania wykazały, że zawodnik jest tylko poobijany.

Reklama

Nazwisko Przyjemskiego od kilku tygodni jest odmieniane przez wszystkie przypadki. W Polonii czekają na niego jak na zbawiciela. Nastolatek ma być kimś, kto z miejsca uzdrowi i odmieni oblicze nie tylko kulejącej formacji młodzieżowej, ale i ukłuje coś w biegach z seniorami. Przynajmniej taki jest ogólny przekaz, który da się słyszeć w środowisku.

Takimi opiniami łatwo wyrządzić krzywdę samemu żużlowcowi. Tak jak coraz to bardziej wyszukanymi przydomkami. Pal sześć, kiedy słyszy się, że Przyjemski, to perełka, diament do oszlifowania, ale drugi Gollob? Bez przesady. Polacy generalnie mają mentalność megalomanów. Niebywałą zdolność do pompowania balonika oczekiwań. Nie uznajemy stanów pośrednich i miotami się ze skrajności w skrajność. A potem jesteśmy zdziwieni, jak faworytowi podwinie się noga.

Przyjemski bije na pewno na głowę nawet cztery lata starszych kolegów, którzy nie potrafią się poprawnie złożyć w łuk. Próbkę jego niemałych umiejętności obejrzeliśmy we wspomnianym Srebrnym Kasku. Turniej pokazał, że to niewątpliwy talent czystej wody, ale z tym ogrywaniem seniorów w eWinner 1. Lidze wziąłbym nam wstrzymanie. Niech chłopak się w spokoju, bez zbędnego ciśnienia rozwija. Jeśli jego kariera faktycznie nabierze rozpędu jeszcze zdąży włożyć na siebie plecak z presja i zdąży mu ona wyjść bokiem. Grunt żeby teraz leciał na młodzieńczej fantazji.

Zmagania ligowe, to zupełnie inna półka niż obijanie się i wgrywanie z kosmiczną przewagą na zawodach młodzieżowych, gdzie różnicę klas wśród startujących można porównać do piłkarskiej Ekstraklasy i angielskiej Premier League. Zanim drużyny wyjdą na boisko wynik jest znany.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje