Reklama

Reklama

Prawda żużla. To jeszcze kibic, czy już bydło?

- Sędzia Meyze choć jest facetem o silnej psychice nie zamiótł sprawy pod dywan. Poszedł na policję. Zastraszanie rodziny, mowa pełna nienawiści, setki obelg, groźby karalne, to wystarczająca kartoteka, żeby miarka się przebrała. Co za dużo, to niezdrowo. A potem dziwimy się, że ludzie nie wytrzymują psychicznie i odbierają sobie życie.

Zaatakowali rodzinę sędziego

Sędzia Krzysztof Meyze przeżywa najgorszy tydzień w swoim życiu. A jest to pokłosiem decyzji w meczu Fogo Unia Leszno - For Nature Solutions Apator Toruń. Arbiter popełnił błąd, wykluczył nie tego zawodnika, co trzeba. Miał Pawlickiego, a wyrzucił Dudka. Sytuacja miała duże znaczenie na wynik końcowy. Siedząc na wieżyczce Meyze nie wiedział jeszcze, że podpisał wyrok na siebie. W jego mediach społecznościowych rozpętało się piekło.

Na Meyze wylała się fala hejtu. Szambo wybiło do niewyobrażalnych rozmiarów. Od treści w ohydnych komentarzach ponoć włos jeży się na głowie. Jeśli wyznacza się granicę dobrego smaku, to ta w tym konkretnym przypadku została przekroczona kilkukrotnie. Meyze natychmiast zablokował swoje konta w social mediach. Zaatakowano bowiem nawet profil firmy Meyze Wood World, gdzie można podziwiać wychodzące spod jego ręki cudeńka z drewna.

Reklama

Dobrze, że się o tym dowiedzieliśmy. Duże brawa dla szefa sędziów Leszka Demskiego, że dał Meyze zielone światło na rozmowy z mediami i ten mógł się wygadać, przedstawić, co mu leży od niedzieli na wątrobie. Teraz jeszcze pan Krzysztof powinien sporządzić listę kibiców, którzy go lżyli i z imionami i nazwiskami podać ją na tacy opinii publicznej. Niech nikt nie czuje się bezkarnie, ale na szczęście w internecie nic nie ginie. Trzeba robić wszystko, żeby takich ludzi łapać, tępić i odizolowywać z jakiejkolwiek społeczności. To jest najgorszy sort, bydło i nie ma prawa mienić się kibicem. Frustraci, którym poprawia się humor, gdy komuś nawrzucają.

Facet i do tańca i do różańca

Sędzia Meyze choć jest facetem o silnej psychice nie zamiótł sprawy pod dywan. Poszedł na policję. Zastraszanie rodziny, mowa pełna nienawiści, setki obelg, groźby karalne, to wystarczająca kartoteka, żeby miarka się przebrała. Co za dużo, to niezdrowo. A potem dziwimy się, że ludzie nie wytrzymują psychicznie i odbierają sobie życie.

Niestety w naszym kraju pełno jest kibiców fanatyków, którzy szczycą się tym, że ukradli dziecku szalik przeciwnej drużyny. Podobnych filmików jest w mediach społecznościowych na pęczki. Niedawno świat obiegła informacja, że piłkarz Realu Madryt Federico Valverde oddałby za zwycięstwo w sobotnim finale Ligi Mistrzów żonę. Wypowiedź miała pewnie znamiona żartu, ale gdyby wybrzmiała z ust polskiego fana, nie byłbym wcale przekonany, czy traktować je półserio. Broń Boże nie wrzucam wszystkich do jednego worka, ale niestety przekrój naszych kibiców nie mieści się w skali.

Tak po ludzku szkoda pana Meyze. Nie myli się ten, co nic nie robi. W środowisku panuje o nim świetna opinia, że to facet i do tańca i do różańca. Może lepiej, żeby pan Demski dał mu trochę odpoczynku. Ale nie dlatego, że w Lesznie nabroił i należy mu się kara równoznaczna z odsunięciem od prowadzenia spotkań. Niech pan Krzysztof poukłada sobie prywatne sprawy, namierzy wszystkich pieniaczy i jak żużlowiec po kontuzji, wróci silniejszy.  


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL