Reklama

Reklama

Prawda żużla. Ostatni odcinek telenoweli z Drabikiem w roli głównej? Stawiałbym na koniec świata

25 stycznia ma się wyjaśnić ciągnąca jak marnej jakości telenowela sprawa Maksyma Drabika. Czy tak będzie? Nie postawiłbym na to pieniędzy. Zawodnik mógł być już po wyroku, a od prawie półtorej roku w najlepsze trwa przeciąganie liny między mecenasem broniącym zawodnika, POLADA, Trybunałem Arbitrażowym przy PKOL, komitetem TUE. Tylko baby z dziadem brakuje.

Maksym Drabik przyjął po finale PGE Ekstraligi 2019 niedozwoloną ilość wlewki witaminowej. Jest to traktowane jak złamanie procedury dopingowej. Zawodnik przyznał się do winy, ale grożą mu poważne konsekwencje. Raczej nie uniknie kary. Jak dużej? Nie wiadomo. Wcześniej mówiło się o dwóch latach.

Reklama

Mecenas żużlowca - Łukasz Klimczyk wykorzystuje wszelkie możliwe narzędzia i opóźnia wyrok. Tym sposobem żużlowiec, zamiast odbywać sankcję dzięki grze na zwłokę przejechał cały sezon. Tylko jakim kosztem? Pan adwokat miał pomóc, a raczej zaszkodził młodemu chłopakowi.

Zawodnik Betard Sparty Wrocław zaczął rozgrywki całkiem nieźle, ale im dalej było w las tym gasł w oczach. Po koniec trener Dariusz Śledź już nawet nie wystawiał go do składu. Był naocznym świadkiem jak jego podopieczny siada psychicznie. Klimczykowi pewnie głupio się wycofać z obranej linii obrony. Był w sercu walki, sprawy zabrnęły za daleko i dlatego idzie w zaparte. Ktoś mógłby uznać ten ruch, jako symboliczne wywieszenie białej flagi.

Drabik byłby już dawno po wyroku, wiedziałby na czym stoi, a tak od prawie półtorej roku w najlepsze trwa przeciąganie liny między POLADA, Trybunałem Arbitrażowym przy PKOL, komitetem TUE. Tylko baby z dziadem brakuje.

25 stycznia mamy poznać ostateczny finał "Drabik gate". Marnej jakości telenowela ma dobiec końca. Słowa ostateczny i koniec nabierają jednak w tym konkretnym przypadku zupełnie innego znaczenia. O tym, że postępowanie jest już na, a jakże ostatniej prostej słyszymy przecież od dawna. Po kolejnych przekładaniach terminów dostajemy tylko zajadów ze śmiechu w kącikach ust.

A, czy pod koniec miesiąca definitywnie zamkniemy temat? Ja głowy sobie uciąć nie dam. Już raz posiedzenie storpedował... alarm pożarowy. Boję się, że tym razem spadną plagi egipskie, dopadnie nas nagły atak zimy i ktoś nie dojedzie więc nastąpi kolejne odroczenie. A tak serio, to mam nadzieję, że 25 stycznia jest pewny jak banku, że jest datą graniczną. Inaczej jedynym godnym usprawiedliwieniem będzie dla mnie koniec świata. Wtedy obiecuję, słowo harcerza, którym nigdy nie byłem, nawet się nie skrzywię.

Zobacz Interia Sport w nowej odsłonie

Sprawdź!

Dowiedz się więcej na temat: Maksym Drabik | Betard Sparta Wrocław | PGE Ekstraliga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje