Reklama

Reklama

Prawda żużla. Krokodyle łzy prezesa Kanclerza. Tarasienko jak Motor Lublin, w trzy lata trzy awanse.

- GKM i Tarasienko nie mają nic do stracenia. Zapowiada się, że w kolejnym sezonie beniaminek będzie słaby jak nigdy i spadek grudziądzanom nie grozi więc to idealny moment na tego typu eksperymenty. Kenneth Bjerre, którego Wadim ma podmienić pewnego poziomu już nie przeskoczy.

Prezes Abramczyk Polonii Bydgoszcz - Jerzy Kanclerz wylewa krokodyle łzy, bo Wadim Tarasienko najpierw uścisnął mu dłoń smsem, a potem zdecydował się przyjąć ofertę GKM-u Grudziądz. W domu pana Jurka smutek, natomiast Rosjaninowi trudno się dziwić, korzysta z być może życiowej szansy na spróbowanie się w najlepszej lidze świata, gdzie duże pieniądze niejednemu zawróciłyby w głowie.

Oficjalnie Tarasienko zostanie przedstawiony jako zawodnik GKM-u dopiero w listopadowym oknie transferowym, ale jego historię już można go porównać do pięknego snu Motoru Lublin. Podobnie jak tegoroczny finalista PGE Ekstraligi siostrzeniec braci Łagutów w ciągu trzech lat przeszedł ekspresową drogę z 2. LŻ na najwyższy szczebel rozgrywkowy. Zaliczył trzy awanse w trzy sezony, co zdarza się raz na sto lat.

Reklama

Jeszcze rok temu roku żużlowiec zza naszej wschodniej granicy jeździł w Wilkach Krosno, wydatnie pomagając mu w awansie do eWinner 1. Ligi. Potem przeniósł się bliżej domu - do Bydgoszczy. Tam był liderem i teraz robi milowy krok w swojej karierze.

Tarasienko zmienia w ostatnich latach kluby jak rękawiczki i niektórzy śmieją się, że przed czterdziestką przegoni rekordzistę - Rune Holtę. Norweg z polskim paszportem zaliczył ich już dziewięć, a na karku leci mu już czterdziesty dziewiąty krzyżyk. Wadim jest prawie dwa razy młodszy i jakby się uwziął Holta mógłby być jego ojcem. 

Osobiście mam mieszane uczucia, czy Tarasienko poradzi sobie w PGE Ekstralidze. Uważam, że nie zaznamy tutaj stanów pośrednich. Albo GKM trafi tym kontraktem w dziesiątkę, albo skończy się spektakularną klapą. Trochę na zasadzie wóz albo przewóz.

Jego rodak Wiktor Kułakow po genialnym sezonie w barwach Unii Tarnów, w którym wykręcił pierwszą średnią w eWinner 1. Lidze, mimo kilku ciekawych propozycji nie zdecydował się pójść wyżej. Wolał ugruntować swoją pozycję i potwierdzić, że jego nagły wystrzał formy nie był przypadkowy. Tarasienko idzie jednak za ciosem, chwyta szansę i kuje żelazo póki gorące.

Dużym egzaminem i lekcją poglądową mogła być niedawna runda Grand Prix na dobrze znanym sobie owalu w Togliatti. 27-latek dostał od organizatorów dziką kartę i w starciu z czołówką zderzył się ze ścianą. Na własnej skórze przekonał się, co może czekać go w przyszłym sezonie.

Inna sprawa, że GKM i Tarasienko nie maja nic do stracenia. Zapowiada się, że w kolejnym sezonie beniaminek będzie słaby jak nigdy i spadek grudziądzanom nie grozi więc to idealny moment na tego typu eksperymenty. Kenneth Bjerre, którego Wadim ma podmienić pewnego poziomu już nie przeskoczy.

W Grudziądzu wychodzą z założenia - i słusznie, że Tarasienko ma olbrzymi potencjał i tanim kosztem można sobie wychować zawodnika na lata. Podobnym tropem zamierza podążyć również Unia Leszno. W ekipie Piotra Barona wyląduje prawdopodobnie inny uciekinier z Bydgoszczy - David Bellego.

Tor w Grudziądzu swoją geometrią powinien przypasować Tarasience. To walczak, który uwielbia orbitowanie, opieranie koła o "baloty i napędzanie się po zewnętrznej w "Gollobwym" stylu. Podejrzewam, że to był jeden z ważniejszych argumentów przy postawieniu na Wadima. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje