Reklama

Reklama

Prawda żużla. Dla jednych sufit, dla drugich dno. To nie Bartkowiak zmieni układ sił, a renesans formy pewnego duetu (felieton)

- Od dłuższego czasu targa mną jakieś dziwne przeczucie, że GKM odmieni renesans formy Krzysztofa Kasprzaka i Przemysława Pawlickiego. Nie wierzę za to w nowy zielonogórski projekt, którego twarzami są Matej Zagar i Max Fricke. Dlaczego?


Reklama

Są tacy, którzy uważają, iż wypożyczenie Mateusza Bartkowiaka z Moje Bermudy Stali Gorzów do Zooleszcz DPV Logistic GKM-u Grudziądz zmieni układ ekstraligowych sił. Że jednym ruchem do formacji młodzieżowej GKM zdystansował RM Solar Falubaz i kupił sobie utrzymanie w elicie.

Teza odważna, choć w moim odczuciu i tu pewnie nadepnę na odcisk kibicom z Zielonej Góry, nawet bez Bartkowiaka akcje GKM-u stały wyżej. Zgadzam się z jednym ze stwierdzeń byłego prezesa Polonii Bydgoszcz - Leszka Tillingera, iż wzięcie solidnego juniora faktycznie zmieniło układ sił, ale jak dla mnie, co najwyżej w biegu juniorskim. Jest szansa na coś więcej niż punkt na trupie. Chyba nikt przy zdrowych zmysłach nie myśli bowiem, że Bartkowiak stanie się od razu zbawicielem GKM-u i zmieni jego oblicze.

Spokój i pozostawienie Falubazu w tyle mają zapewnić inni. Od dłuższego czasu targa mną jakieś dziwne przeczucie, że GKM odmieni renesans formy Krzysztofa Kasprzaka i Przemysława Pawlickiego. Nie wierzę za to w nowy zielonogórski projekt, którego twarzami są Matej Zagar i Max Fricke. Dlaczego?

Polacy mają sporo do udowodnienia. Zaczną sezon 2021 z mocnym postanowieniem poprawy i pistoletem przystawionym do skroni. Wiedzą przecież doskonale, że ich kariera znalazła się na ostrym wirażu, a na dodatek wszedł przepis U24, który jeszcze mocniej wiąże im ręce.

Trzeba wziąć się poważnie w garść, inaczej za chwilę podzielą los Iversena, Jepsena Jensena, czy Holty. A za naszymi prezesami już tak jest, że, kiedy stają przed wyborem, czy wziąć rodaka, albo obcokrajowca z mniej więcej tej samej półki punktowej, wyżej cenią zagraniczniaków.

Zaraz się pojawią głosy, że Kasprzak oraz Pawlicki od dawna jadą na nazwisku i za chwilę kredyt zaufania, albo cierpliwość ekstraligowych działaczy do nich się skończy. Tym bardziej, że przynajmniej na razie nie będzie powiększenia najwyższej klasy rozgrywkowej, a co szumnie jeszcze parę tygodni temu zapowiadano. Miejsc więc do obsadzenia w drużynach nie przybędzie.

Kasprzak i Pawlicki gorzej już nie pojadą. Jeśli dla kogoś coś jest sufitem, to dla obu byłych stałych uczestników cyklu Grand Prix rok 2020 był pukaniem o dno. GKM na podpisaniu z nimi kontraktów może tylko zyskać.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje