Reklama

Reklama

Pogrzeby zamiast alarmów. Wielka strata Ukraińców

- Teraz już nie ma już tylu alarmów przeciwlotniczych, co w pierwszych dniach wojny. Są natomiast pogrzeby. Wielu mężczyzn ze wschodu Ukrainy przyjechało szukać schronienia na zachód, a nasi chłopcy pojechali w drugą stronę, żeby się bić. Teraz wracają martwi – mówi nam Siergiej Gołownia, ukraiński działacz żużlowy.

 Trwa rosyjska inwazja w Ukrainie. Armia Władimira Putina zrezygnowała z ataku na Kijów, teraz główne walki toczą się na wschodzie. O sytuacji w kraju rozmawiamy z Siergiejem Gołownią, ukraińskim działaczem żużlowym.

Strach przed bombami Łukaszenki i ogromny kryzys paliwowy

- W pierwszych dniach wojny było sporo alarmów przeciwlotniczych, teraz nie ma ich prawie wcale - opowiada Gołownia, który mieszka w Równem, na zachodzie Ukrainy. - To może jednak wrócić. Prezydent Stanów Joe Biden podpisał ustawę Lend-Lease Act, mamy dostać gigantyczne wojskowe wsparcie. I już nas Rosjanie straszą, że będą bombardować zachód Ukrainy, żeby transporty z bronią nie doszły na wschód. Chcą to zrobić rękami Łukaszenki. Bomby mają na nas spaść z terenu Białorusi.

Reklama

Na razie jest jednak cisza przed burzą, a Ukraińcy żyją na zachodzie codziennymi problemami. Jest kłopot z paliwem. - Litr benzyny kosztuje już dwa euro. Najgorsze, że benzyny nie ma, bo dostawy są zablokowane. Jedna z naszych rafinerii została ostrzelana i wstrzymała produkcję. Ludzie przesiadają się na rowery. Jeśli chodzi o środki transportu, to jeżdżą w tej chwili jedynie trolejbusy. Nie wiemy, ile ten kryzys paliwowy jeszcze potrwa - relacjonuje Gołownia.

Działacz mówi nam, że choć syreny alarmowe nie wyją tak często jak kilkanaście dni temu, to o wojnie nie da się zapomnieć. Przypominają o niej pogrzeby. - Wielu mężczyzn ze wschodu Ukrainy przyjechało szukać schronienia na zachód, a nasi chłopcy pojechali w drugą stronę, żeby się bić. Teraz wracają martwi. Nie straciłem żadnego z przyjaciół, ale moi znajomi już to przeżyli - opowiada.

Rakieta zniszczyła tor w Buczy

Gołownia opowiada nam, że dwaj żużlowcy z Ukrainy: Andriej Karpow i Aleksandr Łoktajew, są bezpieczni w Czerwonogradzie. Z Karpowem rozmawiał tydzień temu. - Niewykluczone, że on wróci do żużla w tym roku. Ocenia szansę pięćdziesiąt na pięćdziesiąt. U nas jednak żadnego żużla w tym roku nie będzie. Ani oficjalnych, ani nieoficjalnych zawodów. W Buczy miały być mistrzostwa w motocrossie, ale tor, który tam był przestał istnieć. Spadła na niego rosyjska rakieta. Nikt tego prędko nie odbuduje. Trudno się dziwić. Co tam tor? Są ważniejsze rzeczy. Domy trzeba ludziom odbudować, naprawić wszystkie te zniszczenia - mówi.

Wojna w Ukrainie sprawiała, że zupełnie niezauważenie przeszła sprawa dotkliwej straty, jaką poniósł tamtejszy związek motocyklowy. - W wieku 64 lat zmarł Wasylij Jakimczuk, bardzo zasłużony działaczy, którego my młodzi, szanowaliśmy. On kierował związkiem od dawna, wielu ludziom dał szansę i zaraził pasją. Byliśmy w szoku, bo 64 lata to nie jest dobry wiek na umieranie. Mam jednak nadzieję, że jak już to wszystko się skończy, to jakoś ten sport odbudujemy. Na razie cieszymy się z tego i dziękujemy polskim klubom, że przygarnęły naszych młodych zawodników, że oni zdają licencję, startują, rozwijają się - kończy Gołownia.

Za rok klub z Równego miał startować w rozgrywkach drugiej ligi polskiej, ale w obecnej sytuacji nie ma na to praktycznie żadnych szans.

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL