Reklama

Reklama

Pobity poseł, opluty trener i gospodarze oblani piwem

Widzieliście butelki lecące w kierunku polskich piłkarzy cieszących się z bramki Karola Świderskiego w meczu z Albanią (1-0) w Tiranie? Na żużlu też mieliśmy fruwające butelki. Były też gorsze rzeczy, jak choćby grupa zamaskowanych chuliganów, którzy wbiegli wprost pod koła pędzących motocykli, które jak wiadomo, nie mają hamulców.

Dawno już nie mieliśmy takiego skandalu na meczu piłkarskiej reprezentacji, jak ten w Tiranie. Starsi kibice pamiętają kamienie, które leciały z trybun w kierunku naszych zawodników na Malcie (to był 1980 rok), trochę młodsi mogliby coś powiedzieć o tym, jak chuligani w 1993 roku demolowali Stadion Śląski. Mecz ich nie interesował. Na trybunach trwała regularna walka z policją. Bili się wszyscy ze wszystkimi.

Ludzie żużla lubią się chwalić, że u nich to by się nie zdarzyło, że na meczach speedway’a są całe rodziny i jest piękna atmosfera. Na ogół tak jest, ale żużel miał już swoją Tiranę, a Malta jest zawsze, bo kamienie wylatując spod kół pędzących motocykli i jak się siedzi w dolnych rzędach, to można takim kamieniem oberwać.

Reklama

Czarneckiego obrzucili butelkami

Jerzy Synowiec, były prezes Stali Gorzów opowiadał nam kiedyś, jak w latach 70-tych doszło do zamieszek po derbach Stali z Falubazem w Zielonej Górze. Było naprawdę ostro, awantury przeniosły się na miasto. Synowiec miał dwie przebite opony w aucie, a dopiero co kupiony płaszcz zamienił się w bezrękawnik.

Najgłośniejszą sprawą, taką żużlową Tiraną, było pobicie posła Ryszarda Czarneckiego, który wówczas pełnił też funkcję prezesa WTS-u Sparty Wrocław. To był 2001 rok. Czarnecki po wygranym przez Spartę meczu w Lesznie przeszedł się z narzuconym na szyję szalikiem klubowym i poleciały na niego butelki. Jeden z kibiców go uderzył. Później lekarze zdiagnozowali u Czarneckiego wstrząśnienie mózgu, a on sam mówił: "jestem gotów umierać za Wrocław".

Unia zarzucała Czarneckiemu, że prowokował, że robi na swoim nieszczęściu kampanię. Prawda jest jednak taka, że to nie miało prawa się wydarzyć. 18-letni Mariusz P. tłumaczył wtedy, że zadając cios w tył głowy, nie wiedział, że uderza posła, ale jakie to ma znaczenie. Każdy ma prawo cieszyć się z wygranej swojej drużyny.

Kościechę opluli i powiedzieli mu: jesteś sprzedawczykiem

W tym roku najlepsza liga świata przestała nią być za sprawą kibica Apatora Toruń, który przeszkadzał w odprawie zawodnikom Fogo Unii. - Zamknij ryj - wypalił w kierunku Piotra Pawlickiego, który próbował go uciszyć. - Spier... - nie wytrzymał zawodnik. - Ty spier... cwelu - odpowiedział kibic stojący w sektorze nad boksami gości. Ten sektor to jeden wielki punkt zapalny. Kiedyś, z tym samym skutkiem, z siedzącymi tam ludźmi próbował dyskutować trener Moje Bermudy Stali Gorzów Stanisław Chomski. Część sektora bywa chamska dla gości, ale dla swoich też potrafi być bezwzględna. Kiedyś ekipa toruńska została oblana piwem, bo zawodnicy nie radzili sobie na torze.

Chuligani z Toruniu mają na koncie jeszcze jeden głośny incydent. Dwa lata temu opluli w Grudziądzu Roberta Kościechę. Ten łamał kości dla Apatora, jako zawodnik, a jego jedynym grzechem było to, że po zwolnieniu z Apatora przeniósł się do GKM-u Grudziądz. Wtedy chciał pogadać z fanami, wyjaśnić sobie pewne sprawy w normalnej rozmowie. Ci jednak nie chcieli słuchać. Nazwali go sprzedawczykiem i napluli na niego.

Czugunow przeczytał, że z Gorzowa nie wyjedzie

Rok temu Gleb Czugunow przeczytał groźby pod swoim adresem jeszcze przed wyjazdem na mecz Betard Sparty Wrocław do Gorzowa. - Do Gorzowa nie przyjeżdżaj, bo z niego nie wyjedziesz - napisał mu ktoś na Twitterze. - Wypier... na Rosję, tam jest twoje miejsce. Nie jesteś żadnym Polakiem. Uważaj, bo źle skończysz - przeczytał żużlowiec, ale na szczęście skończyło się na słowach.

W piłce nożne wbiegnięcie kibica na boisko oznacza zwykle trochę śmiechu i krótką przerwę w meczu. W żużlu wbiegnięcie na tor grozi kalectwem lub śmiercią. W 2015 grupa pięciu zamaskowanych chuliganów wtargnęła jednak na tor w Zielonej Górze wprost pod kola pędzących ponad 100 kilometrów na godzinę motocykli.

Jędrzejak przyznał, że było o włos od tragedii

Tomasz Jędrzejak, który wtedy był na torze, przymknął gaz, ale przyznał w rozmowie z Przeglądem Sportowym, że dawno tak się nie bał. - Jakby któryś z panów zrobił nerwowy ruch, to byłaby masakra. Dobrze, że sytuacja w biegu była ułożona, bo jakbyśmy toczyli walkę w ścisku, to któryś z nas na pewno ściąłby tych zamaskowanych kibiców - opowiadał Jędrzejak o panach w kominiarkach, a ówczesny prezes Falubazu Zielona Góra Robert Dowhan zapowiedział koniec dobrej współpracy klubu z kibicami.

Żużlowy kibic z pewnością nie ma na sumieniu tyle, co piłkarski, ale jego CV jest bogate. Jeśli ten piłkarski potrafił wtargnąć na trening piłkarzy, to ten żużlowy potrafi sztorcować i lżyć swojego przez stadionowe ogrodzenie (patrz mecz Torunia w Zielonej Górze w sezonie 2019). Zadymę na finale i bieganie po płycie boiska też mieliśmy (patrz sezon 2003 i finał w Częstochowie). O transparentach świadczących o braku wyczucia i dobrego smaku wspominać już nie będziemy.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje