Reklama

Reklama

Po sezonie życia został na lodzie. Teraz wraca, ale pracy nie zostawi

Rene Bach nie ma szczęścia do naszego kraju. Duńczyk najpierw w 2019 roku w dużym stopniu przyczynił się do awansu Polonii Bydgoszcz na zaplecze PGE Ekstraligi, a następnie niespodziewanie opuścił klub. W kolejnym sezonie nawet wykręcenie życiowego wyniku nie skłoniło działaczy Kolejarza Opole do przedłużenia z nim umowy. Efekt? Roczny rozbrat z Polską. Teraz wraca i ma coś do udowodnienia.

Wojciech Kulak, Interia: Powracasz do Polski po rocznej przerwie. Zanim o tym co tu i teraz, na początku naszej rozmowy na chwilkę chciałbym wrócić jednak do przeszłości, a dokładniej do sezonu 2019, w którym pomimo dobrej indywidualnej postawy oraz sukcesu drużynowego w postaci awansu Polonii do eWinner 1. Ligi, nie dostałeś szansy na zapleczu PGE Ekstraligi. Masz żal do działaczy z Bydgoszczy, że stało się tak a nie inaczej?

Rene Bach, nowy zawodnik Lokomotivu Daugavpils: - Myślę, że wpływ na to wszystko mógł mieć mój ostatni występ w finale ligi w Poznaniu, który nie zadowolił Jerzego Kanclerza. Nie mam do niego pretensji o to, że odstawił mnie w rewanżu, ale jeśli teraz spojrzę na tamten sezon to z siebie mogę być jak najbardziej zadowolony. Odjechałem wówczas wiele dobrych spotkań, co zresztą pokazywała moja średnia.

Reklama

Po niespodziewanym odejściu z Polonii nie zmieniłeś ligi i w kolejnym roku ścigałeś się w Kolejarzu Opole, gdzie jeszcze bardziej zachwycałeś kibiców. Pomimo fenomenalnego sezonu niestety opuściłeś nasz kraj. Moje pytanie brzmi: dlaczego?

- Zwyczajnie nie miałem ofert z innych klubów. Szczerze mówiąc, to byłem pewien że zostanę w Opolu, lecz gdy okazało się, że jednak z tego nici, zostałem na lodzie, bo inne drużyny miały już skompletowane kadry.

Co porabiałeś w swojej ojczyźnie poza startami w rodzimej lidze? Skupiałeś się tylko i wyłącznie na żużlu czy jednak byłeś zmuszony pójść do pracy?

- Tak na dobrą sprawę, to nie było u mnie jakiejś wielkiej rewolucji, ponieważ już od pięciu lat skutecznie łączę pracę ze startami na żużlu. Może dla wielu to jakieś szalone i nierealne, jednak mi dodatkowa praca pomaga chociażby odstresować się po zawodach. Jest dla mnie pewnego rodzaju odskocznią od rywalizacji na torze.

Na całe szczęście twój rozbrat z polską ligą potrwał niecały rok i w przyszłym sezonie dołączysz do Lokomotivu Daugavpils. Dlaczego akurat Łotwa?

- Wpływ na moją decyzję miało kilka czynników. Na pewno jednym z decydujących aspektów były szybkie i sprawne negocjacje. Ekspresowo doszliśmy do porozumienia, a ponadto wiem że to profesjonalny ośrodek. Jestem zadowolony ze swojej decyzji i już odliczam miesiące do debiutu.

W sezonie 2021 w barwach Lokomotivu ścigał się między innymi twój rodak - Hans Andersen. Przed podpisaniem kontraktu odbyliście jakąś rozmowę na temat tej drużyny?

- Oczywiście. Podpytałem go o i jeszcze paru innych chłopaków o kilka rzeczy, gdyż chciałem wiedzieć na co się piszę. Usłyszałem dużo ciepłych słów na temat klubu i jest tak jak się spodziewałem, czyli porządnie i profesjonalnie.

Otrzymałeś jakieś inne oferty poza tą z Daugavpils?

- Tak, kontaktowały się ze mną dwa zespoły, aczkolwiek transferu do nich nie brałem za bardzo na poważnie, ponieważ szybko udało mi się porozumieć z Łotyszami. Cieszę się, że nie musiałem stresować się jak w latach ubiegłych i spokojnie mogę przygotowywać się teraz do rywalizacji o punkty.

Lokomotiv jak zawsze pełen Łotyszy. W kadrze znalazło się jednak paru obcokrajowców. Z którym z nowych kolegów masz najlepszy kontakt?

- Dość dobrze znam Adama Ellisa i Nicka Morrisa z racji startów w Wielkiej Brytanii. Cieszę się, że trafiliśmy razem do jednego zespołu, bo nie będziemy musieli się poznawać i od razu będzie między nami nić porozumienia. Z resztą jeszcze nie miałem okazji do pogawędzenia, ale to się niedługo zmieni. Na pewno jazda z nimi będzie samą przyjemnością.

No to lecimy prosto z mostu - awansujecie do eWinner 1. Ligi?

- Ciężko teraz składać jakiekolwiek deklaracje, bo liga szykuje się piekielnie mocna. Nie tylko my ciekawie wyglądamy na papierze. Uważam, że powinniśmy znaleźć się w fazie play-off, a co będzie później czas pokaże.

Nie obawiasz się trochę rywalizacji o skład? Przez ponad rok nie ścigałeś się w Polsce i szczególnie na początku możesz mieć kłopoty z regularną, dobrą jazdą.

- Mam tego świadomość, iż jest nas trochę dużo, ale nie po to wracam, by siedzieć na "ławce rezerwowych". Zrobię wszystko, by pokazać się kibicom w każdym spotkaniu. Motocykle wraz z moim mechanikiem dopieszczę tak bardzo jak tylko będę mógł. Oby się udało.

No właśnie, bez szybkich motocykli w XXI wieku ani rusz. Jak wygląda twoja baza sprzętowa?

- Posiadam aż pięć silników na nadchodzący sezon, przygotowanych przez Petera Johnsa oraz Flemminga Graversena. Nie są to anonimowi tunerzy, więc liczę na to że wszystkie odpalą. Współpracuję z nimi już wiele lat i jak dotąd jestem zadowolony z ich pracy.

A co z ligami zagranicznymi? Wystartujesz gdzieś poza naszym krajem i rodzimą Danią?

- Otrzymałem kilka telefonów z Szwecji, jednak na razie moim priorytetem jest Polska i Dania. Poza tym prawdopodobnie dojdzie mi parę imprez w Niemczech oraz krajowe eliminacje do turniejów międzynarodowych.

Na pewno myślisz też o przyszłości. Uważasz, że starty w eWinner 1. Lidze są w twoim zasięgu?

- Bardzo chciałbym się tam znaleźć. Do tego jeszcze daleka droga. Najlepiej na razie stawiać sobie krótkoterminowe cele, a jednym z nich jest znalezienie się w najlepszej piątce tegorocznych rozgrywek pod względem indywidualnej klasyfikacji.

W Polsce niestety znów wzmaga się pandemia koronawirusa, która może popsuć szyki niektórym działaczom. Co obecnie dzieje się u ciebie, w Danii?

- Jest podobnie jak u was, praktycznie wszędzie musimy chodzić w maseczkach. Mam nadzieję, że długo to już nie potrwa i bez przeszkód rozpoczniemy sezon.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje