Reklama

Reklama

​PGE Ekstraliga U24. Realna szansa czy respirator?

W przyszłym roku drużyny z najlepszej żużlowej ligi świata będą miały obowiązek wystawienia zespołu U24. Gdy wprowadzono ten zapis, pojawiło się sporo pytań i wątpliwości. Dotyczyły one przede wszystkim tego, czy na pewno taka idea ma sens. Wielokrotnie w składach znajdą się bowiem żużlowcy, którym wyłącznie przedłuży to pozbawioną większych perspektyw karierę.


Jeśli spojrzymy na obecnie jeżdżących zawodników, bardzo niewielu jest takich, którzy do 24. roku życia szału nie robili, a ostatecznie stali się dobrymi żużlowcami. Oczywiście koronnym przykładem zaprzeczającym tej tezie jest Jason Doyle, którego w wieku 28 lat nie chciano w Kolejarzu Rawicz, a w wieku 31 lat w zasadzie koronowano już jako mistrza świata. Tytuł zabrała mu tylko kontuzja, ale już rok później nie było na niego mocnych. Jako junior czy młody senior niespecjalnie zachwycał także Leon Madsen, ale w wieku 24 lat już nieźle pokazywał się w lidze polskiej.

Reklama

Jeśli chodzi o Polaków, którzy mimo kiepskiego okresu juniorskiego są teraz niezłymi zawodnikami, to na pierwsze miejsce wysuwa się Jakub Jamróg, który za czasów młodzieżowych furory nie robił, a obecnie jest jednym z najlepszych żużlowców eWinner 1. Ligi. Długo na swoją pozycję pracował także Adrian Gała, przez wiele lat mający tak fatalną sylwetkę, że niejeden pytał, jak to możliwe, że on jeździ na żużlu. Praktycznie niczego we wczesnych latach kariery nie osiągnął również inny czołowy żużlowiec ligi, Norbert Kościuch.

Podtrzymać przy żużlowym życiu?

Spójrzmy na nazwiska zawodników, którzy dzięki PGE Ekstralidze U-24 mogą załapać się do składów drużyn. Są to np. Kamil Nowacki, Robert Chmiel, Rafał Karczmarz, Jakub Osyczka, Piotr Pióro czy Mateusz Błażykowski. Czy któremuś z nich można wróżyć jeszcze udaną karierę sportową? Raczej wątpliwe. Prawdopodobnie przejadą w tej lidze czas, który pozostał im do ukończenia 24. roku życia i skończą kariery. Być może znajdą się pojedyncze przypadki takich, którzy się wybiją, ale zdecydowanej większości raczej to nie grozi.

Zapewne gdyby nie powstały wspomniane rozgrywki, niemal wszyscy wymienieni zakończyliby przygodę lub mieli poważne problemy ze znalezieniem sobie klubu. Teraz dostaną szansę na przedłużenie kariery, ale pytanie czy rzeczywiście jest sens to robić. Wszyscy są ludźmi na tyle młodymi, że skoro nie wyszło im tak jak chcieli w żużlu, to może wyjść w czym innym. Historia sportu zna nawet przypadki takich, którzy w wieku 23 lat zmieniali dyscyplinę i stawali się mistrzami. Wystarczy wspomnieć Primoza Roglicia, jednego z najlepszych kolarzy świata, który właśnie do 23. roku życia uprawiał... skoki narciarskie. 



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje