Reklama

Reklama

Pawlicki miał więcej szczęścia niż Szpilka. Wszedł z psem na Śnieżkę

Wśród sportowców nie mija moda na zdobywanie górskich szczytów razem ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi. W minioną sobotę w ślady boksera Artura Szpilki poszedł żużlowiec Piotr Pawlicki. Lider Fogo Unii Leszno zdobył Śnieżkę (1603 m.n.p.m.), najwyższy szczyt Karkonoszy oraz Sudetów, razem ze swoim pupilem Odim.

Odi pozował do zdjęć ze szczytu spod kurtki swego pana, a cała wyprawa zakończyła się dla nich obu szczęśliwie.

 Znacznie gorzej wyglądało to prawie trzy lata temu w przypadku Artura Szpilki i jego czworonoga - pitbulla Pumby. W styczniu 2019 roku również próbowali zdobyć Śnieżkę, razem z innym przedstawicielem sportów walki, Michałem Materlą. W trakcie eskapady, która już z założenia była bardzo niebezpieczna, bo obowiązywał wówczas trzeci stopień zagrożenia lawinowego, mocno pogorszyły się jednak warunki pogodowe.

GOPR musiał pomóc Arturowi Szpilce

W efekcie cała grupa utknęła w schronisku pod Śnieżką. Ponieważ warunki atmosferyczne się nie poprawiały, Szpilka zdecydował się wezwać na pomoc ratowników Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którzy zwieźli go razem z psem na dół. - Takiej akcji to jeszcze nie mieliśmy z Pumbusiem. Chłopaki nas wzięli, bo Pumbusiowi strasznie zimno było. Takiej pogody to jeszcze widziałem - mówił potem pięściarz na nagraniu w mediach społecznościowych.

Reklama

Za swoje nieodpowiedzialne zachowanie oberwało mu się wtedy w internecie od kibiców oraz obrońców praw zwierząt, ale do górskich eskapad z psem go to nie zniechęciło.

Prawie dwa lata później, w grudniu 2020 roku, Szpilka zdobył w końcu Śnieżkę razem ze swoim czworonogiem i kilkoma kolegami. Na dodatek całą trasę pokonał bez koszulki i w krótkich spodenkach.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama