Reklama

Reklama

Okiem Senatora. Próba oszustwa na Stadionie Narodowym

- Co niektórzy, wiedząc że loże będą pełne wybitnych ludzi, próbowali dostać się na nie podając się za kogoś zaproszonego, którego akurat nie było na obiekcie. To bardzo rzadka praktyka, która w innych krajach mogłaby zakończyć się poważnymi karami. Co niektórzy myślą jednak, że mogą wszystko. Brzydko, oj brzydko panie pośle – pisze w swoim najnowszym felietonie senator Robert Dowhan.

Łzy wzruszenia Ukraińców

Za mną dwie fantastyczne imprezy motorowe i maraton podróży z kontynentu na kontynent. Tydzień temu spędziłem piękne trzy dni z Formułą 1, która po raz pierwszy gościła na Florydzie. Kto był, ten wie jakie towarzyszy uczucie kiedy wchodzi się do padoku. Telewizja co prawda oddaje to, czego nie widać na żywo, ale nigdy nie zastąpi kibicom obecności na miejscu wydarzenia.

Doskonały tego przykład mieliśmy też w minioną sobotę na Stadionie Narodowym. Komplet kibiców, pełne strefy VIP i ogromna biało-czerwona flaga podczas hymnu narodowego. Po prostu nie można było sobie lepiej tego wyobrazić. Wielkim gestem wykazali się też organizatorzy, ponieważ kibice na kartoniadzie stworzyli też flagę Ukrainy. Wzruszenia nie krył nie tylko startujący jako rezerwowy Witalij Łysak, ale i obecny ambasador naszych wschodnich sąsiadów. Sam widziałem to na własne oczy, bo gościłem na loży u Pana Zdzisława Tymczyszyna. To ciężkie chwile dla tych ludzi, a takie gesty i symbole znaczą dla nich naprawdę wiele.

Reklama

Australijczyk pogodził polskie gwiazdy

Na stadionie nikt nie wyobrażał sobie przegranej reprezentanta Polski. Większość typowała zwycięstwo Bartosza Zmarzlika lub Macieja Janowskiego. Co niektórzy fani stawiali nawet na całe biało-czerwone podium. W lożach można było wysłuchać podobne opinie, jednak nie do końca zgadzały się z nimi gwiazdy sportu. Chociażby Anita Włodarzczyk i Robert Kubica mówili mi, że co prawda mamy duże szanse, ale w sporcie tak to nie działa.

Każdy z nas przekonał się przecież wielokrotnie, że nawet słabszy na papierze rywal potrafi sprawić niespodziankę. Czy niespodzianką było jednak zwycięstwo Maksa Fricke’a? Polemizowałbym. Od początku zawodów szło mu bardzo dobrze. W przeciwieństwie do pozostałych, popełniał on dodatkowo mało błędów na dystansie, nie szarpał się o jeden punkt więcej, tylko spokojnie pilnował swoich pozycji. Wygrał zasłużenie i należą mu się wielkie gratulacje. Pomimo tego, dalej uważam że na dzisiaj to Bartosz Zmarzlik jest najlepszym zawodnikiem na świecie, ale nie oznacza to że będzie triumfował za każdym razem.

Co do samej imprezy, została ona przygotowana perfekcyjnie, na bardzo wysokim poziomie. Należy podziękować wszystkim, którzy się do tego przyczynili. Niestety nie brakowało też niemiłych obrazków. Co niektórzy, wiedząc że loże będą pełne wybitnych ludzi, próbowali dostać się na nie podając się za kogoś zaproszonego, którego akurat nie było na obiekcie. To bardzo rzadka praktyka, która w innych krajach mogłaby zakończyć się poważnymi karami. Co niektórzy myślą jednak, że mogą wszystko. Brzydko, oj brzydko panie pośle...

Z poważaniem, Robert Dowhan

Reklama

Reklama

Reklama