Reklama

Reklama

Obok toru: Niewolnik nie zawodnik

Sezon 2004. Przeddzień zmagań o Drużynowy Puchar Świata. Selekcjoner polskiej kadry - Andrzej Koselski wraz z menedżerem Piotrem Pysznym w pośpiechu "kleci" kadrę chętnych polskich zawodników, którzy pojadą walczyć o honor polskiej reprezentacji.

Selekcja do łatwych nie należy. Wśród najlepszych pojawiają się problemy. Jeden z zawodników powiadomiony o nominacji w trybie pilnym odsyła zwolnienie lekarskie.

Reklama

Drugi z powoływanych na co dzień broniący honoru żużlowej Częstochowy również niedomaga zdrowotnie ale kilka dni później przeżywa cudowne ozdrowienie i broni barw klubowych w mistrzostwach Polski par. Kolejny twierdzi, że nie pojedzie na mistrzostwa świata ponieważ nie ma odpowiednio przygotowanego sprzętu na którym będzie mógł zdobywać punkty.

Start w mistrzostwach świata i reprezentowanie barw narodowych dla tych zawodników zeszły na drugi plan. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo jasna i przejrzysta. Pojawiły się inne wartości niż aspekt moralny i traktowanie możliwości reprezentowania Polski jako wyróżnienia, które spotyka tylko nielicznych wybrańców. Co okazało się dla nich ważniejsze.? Finanse. Start w reprezentacji nie jest po prostu opłacalny. Kasa płynie od klubów i od sponsorów, którzy płacą krocie za marne popisy lokalnych matadorów.

Od sezonu 2005 sytuacja ma ulec zmianie. Koniec bumelki dla "leniuchów". Pomysł z karą finansową i dyskwalifikacją ma być batem na "niepokornych". Czy tak będzie? Śmiem wątpić. Wszak 15 tysięcy kary to dla jednego z najlepszych polskich żużlowców wydatek równy zaledwie pięciu punktom zdobytym dla klubu, a więc jakieś dwa biegi przy dobrej dyspozycji. Dyskwalifikacja? Pomysł marny. Wszak czy gremium GKSŻ zaryzykuje odsunięcie czołowego zawodnika klubu aby być posądzonym o celowe manipulacje i osłabianie któregoś z ekstraligowych zespołów w środku sezonu. Wszystko więc wskazuje na to, że na razie GKSŻ grozi palcem i ostrzega. Jak nowe zasady się sprawdzą, okaże się w "praniu".

"Z niewolnika nie ma zawodnika" - mówi jeden z ekstraligowych szkoleniowców i są to słowa, które powinny przyświecać również członkom żużlowej centrali. Niech jadą Ci, dla których plastron z orłem na piersi będzie zaszczytem, a nie przykrym obowiązkiem. Inną sprawą jest szkoleniowiec. Wielu narzeka, że Andrzej Koselski nie mógł wytworzyć atmosfery walki w zespole. Może więc pora go odciążyć i wybrać tego, który będzie wiedział jak poskładać wszystko w jedną całość mając do dyspozycji tych, którzy chcą osiągnąć sukces, a nie tylko ścigając się w DPŚ myśleć aby jak najszybciej wrócić do kraju i kręcić "kółka" za krocie w polskiej lidze.

(LM)

Dowiedz się więcej na temat: niewolnik | zawodnik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje