Reklama

Reklama

Nowe rozgrywki wydłużą kariery o trzy lata. W wieku 25 lat nie wydarzy się cud

Ekstraliga U-24 ma być formą zapewnienia dodatkowych startów juniorom oraz młodym seniorom. Patrząc jednak na dużą część nazwisk w składach drużyn, można mieć niemal pewność, że wielu z tych zawodników i tak za trzy lata w żużlu już może nie być. - To nawet nie wydłuży kariery, tylko przygodę. Do wszystkiego trzeba mieć powołanie - mówi nam Jan Krzystyniak, były żużlowiec.

Jeśli prześledzimy kariery liczących się obecnie polskich żużlowców, dojdziemy do wniosku, że każdy z nich już we wczesnych czasach juniorskich pokazywał, że ma papiery. Nie każdy oczywiście jak Bartosz Zmarzlik był w stanie wozić dwucyfrówki będąc uczniem szkoły podstawowej, ale zasadniczo maksymalnie w wieku 17-18 lat tacy żużlowcy, jak bracia Pawliccy, Szymon Woźniak, Tobiasz Musielak, Maciej Janowski, Patryk Dudek, Paweł Przedpełski, czy nawet Krystian Pieszczek, byli już znani w środowisku. To tylko pierwsze z brzegu przykłady. Próżno szukać kogoś, kto nagle w wieku 20 lat zaczął dobrze jechać i teraz jest w czołówce. 

Reklama

- Jeśli kilkuletnie dziecko nie nauczy się ile to jest 2+2, to będzie mieć problem z matematyką przez całe życie. U nas w szkole podstawowej byłem zwolniony ze śpiewu. Pani mi powiedziała: Jasiu, ty się do końca życia śpiewać nie nauczysz. Do wszystkiego trzeba mieć powołanie. Pewnie ci chłopcy, którym na siłę przedłużamy kariery, byliby lepsi w innej dziedzinie. Do wszystkiego naprawdę trzeba mieć to słynne "coś". Podobnie jest z żużlem - ocenia Jan Krzystyniak.

Skończyliby teraz, dzięki Ekstralidze U-24 skończą za trzy lata

Fakty są takie, że wielu żużlowców - mowa tu zwłaszcza o tych z roczników 1998-2000 - pewnie po sezonie 2021 skończyłoby karierę, gdyby nie nowy pomysł, będący dla nich formą ratunku dla marzeń. Szansa na to, że w ich przypadku da to cokolwiek innego niż przedłużenie karier o trzy lata, jest nikła. Co roku wyskakuje kilku nowych, bardzo utalentowanych nastolatków i nikt nie będzie czekał aż taki 22-letni chłopak pokaże, że jednak coś tam potrafi. - A ja bym powiedział, że to nie wydłuży kariery, tylko przygodę. Dodatkowo pogrąży kluby finansowo, tym zawodnikom trzeba jeszcze zapłacić. Byłem i jestem przeciwny tworzeniu tych rozgrywek - kontynuuje Krzystyniak.

- Unia Leszno pozbywa się juniorów nie dlatego, że ma ich nadmiar. Choć oczywiście, ten klub świetnie radzi sobie ze szkoleniem młodzieży i wielu utalentowanych chłopaków stamtąd wychodzi. Unia pozbywa się niektórych dlatego, że po prostu niczego konkretnego jeszcze nie pokazali. Ja zawsze mówię, że jeśli zawodnik w wieku 16-17 lat nie potrafi wygrywać ze starszymi kolegami, przywozić punktów, to nic z tego nie będzie. Weźmy przykład Damiana Ratajczaka. 16 lat, a jak jedzie w PGE Ekstralidze - kończy.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje