Reklama

Reklama

Nietypowe zajęcie polskiego żużlowca. Wraz z żoną prowadzi niecodzienny biznes

Tobiasz Musielak, 28-letni lider pierwszoligowych Cellfast Wilków Krosno, prowadzi wraz z żoną stajnię i hotel dla koni. Jak przyznaje w rozmowie z brytyjskim tygodnikiem Speedway Star, zwierzęta wymagają sporego zaangażowania, ale praca z nimi sprawia radość. Żużlowiec z pewnością nie nudzi się podczas zimowej przerwy od ścigania.

Tobiasz Musielak ma za sobą bardzo udany sezon, choć zaczął się on dla niego dość niefortunnie. Trener ekstraligowego eWinner Apatora Toruń, Tomasz Bajerski zdecydował się postawić na Adriana Miedzińskiego, zaś wychowanka Fogo Unii Leszno wypożyczyć do innego zespołu. Wybór zawodnika padł na beniaminka eWinner 1. Ligi, Cellfast Wilki Krosno.

Tobiasz Musielak wymiatał w 1. lidze

W barwach podkarpackiego zespołu Musielak błyskawicznie nabrał wiatru w żagle. Był jednym z najskuteczniejszych zawodników zaplecza, wprowadził nowy klub do finału rozgrywek, a także awansował do Grand Prix Challenge. 28-latek został również powołany do reprezentacji Polski na towarzyski mecz wyjazdowy z Wielką Brytanią.

Reklama

Po sezonie zdecydował się nie szukać nowego pracodawcy i podpisał stały kontrakt z pierwszoligowcem. Szans na jeszcze większą poprawę formy doszukuje się on w powrocie do startów na Wyspach Brytyjskich. W przyszłorocznej edycji SGB Premiership (najwyższej tamtejszej klasy rozgrywkowej) będzie reprezentował Sheffield Tigers.

Rodzinny biznes

Stabilizacją Musielak objął nie tylko swoje ruchy kontraktowe, ale również plan zimowych treningów. - Nie zmieniłem systemu przygotowań odkąd 12 lat temu poznałem mojego trenera. Niestety, szkoleniowiec zmarł przed kilkoma laty, ale mimo to wciąż stosuję ten sam plan przedsezonowych treningów - deklaruje w rozmowie z brytyjskim tygodnikiem Speedway Star. -  Nie stosuję również żadnej specjalnej diety. Po prostu uważam na to, co jem. Zawsze próbuję spożywać wyłącznie zdrowe posiłki - dodaje.

Nie oznacza to jednak bynajmniej, że liderowi Cellfast Wilków podczas zimowej przerwy od ścigania doskwiera nuda. - Moja żona uprawia jeździectwo i staram się pomagać jej w realizowaniu tej pasji. Posiadamy stajnię dla koni. W niej możemy robić to, co kochamy - zdradza. - Prowadzimy również hotel dla koni. Na chwile obecną mamy 4 własne konie i kilka właśnie w hotelu. Wymagają one naprawdę sporo zaangażowania, ale bardzo nam się to podoba - twierdzi.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne