Nie podjął rozmów, ale nie dają za wygraną. To ich główny cel
Nie tylko For Nature Solutions Apator Toruń pracuje nad składem na 2025. Z dwuletnim wyprzedzeniem działa też ebut.pl Stal Gorzów. W najbliższym czasie działacze Stali, tak wynika z naszych informacji, chcą ponownie spróbować podjąć negocjacje z Januszem Kołodziejem, gwiazdą PGE Ekstraligi i Fogo Unii Leszno. Dla Stali dołożenie takiego zawodnika to byłby kolejny krok do wzmocnienia drużyny.

Ebut.pl Stal Gorzów chciała mieć Janusza Kołodzieja już w składzie na 2024, ale się nie udało. Krzysztof Cegielski, menadżer i przyjaciel zawodnika, przyznaje, że była chęć rozmów ze strony klubu, ale zawodnik nie podjął tematu. Po prostu nie był zainteresowany zmianą barw. Na razie w Lesznie jest mu dobrze. Zanim Stal wysłała zaproszenie do negocjacji, to Kołodziej już porozumiał się z Unią odnośnie dalszych startów.
Kto wie, co powie Kołodziej za kilka miesięcy
Kto to jednak wie, co będzie za kilka miesięcy? Może wtedy Kołodziej uzna, że 8 lat w Lesznie (na razie na liczniku jest siedem, ale 2024 będzie ósmym rokiem jego startów w Unii) mu wystarczy. Wtedy Stal będzie chciała skorzystać z okazji.
A jak nie Kołodziej, to wiele też mówi się o Taiu Woffindenie. W Stali liczą, że Anglik, były mistrz świata, mógłby się w Gorzowie odnaleźć i odbudować. Finisz minionych rozgrywek był dla Woffindena nerwowy. W drugim meczu finałowym jechał z kontuzją ręki i zachowywał się tak, jakby ktoś go do tego zmusił. Powiedział przed kamerami o kilka słów za dużo i rozpętało się piekło. Prezes Andrzej Rusko komentując zachowanie Woffindena był wyraźnie poirytowany.
Stal ma plany, bo jej stagnacja szkodzi
Jakby nie było, Stal ma plany, a na liście w każdej chwili mogą się pojawić nowe nazwiska. W najbliższym oknie transferowym gorzowianie pochwalą się nowym zawodnikiem U24 (Jakub Miśkowiak ma wypełnić lukę), a za rok działacze i sztab będą chcieli znowu zamieszać, bo Stal już raz zostawiła ten sam skład na kolejny rok i omal nie spadła.
Bo jeśli przyjdzie Kołodziej, Woffinden, czy inny zawodnik, to oczywiście zajmie miejsce jednego z liderów, którzy w połowie tego roku podpisali 2-letnie umowy. Chodzi o Martina Vaculika, Andersa Thomsena i Szymona Woźniaka.
Oni mają powody do zmartwień
Od razu trzeba wyjaśnić, że Vaculik jest bezpieczny. Martwić mogą się Woźniak z Thomsenem. Ten pierwszy ma za sobą niezły sezon, ale właśnie awansował do Grand Prix, co zdaniem niektórych może go przerosnąć. Jeśli chodzi o Thomsena, to akurat on z cyklu wypadł. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że w ciągu trzech ostatnich sezonów nie dostarczył organizatorom powodów, by dalej go w GP trzymali.
Jeśli ktoś z dwójki: Thomsen, Woźniak obniży loty, to zrobi się miejsce dla nowej gwiazdy. Ich umowy są, jak wspomnieliśmy ważne, ale nie ma takiego kontraktu, którego nie dałoby się zerwać. Zresztą zawodnicy patrzą głównie na swój interes, więc dlaczego klub nie miałby robić tego samego.












