Reklama

Reklama

Najnudniejszy stadion w Polsce. Czy da się go uratować?

Choć Drużynowe Mistrzostwa Europy na żużlu, których finał odbył się przed tygodniem w Poznaniu można było określić mianem organizacyjnego sukcesu, widowisko nieprzesadnie porwało. Głównym winowajcą takiego stanu rzeczy był tor w lasku golęcińskim, który normalnie nie daje wielu możliwości do wyprzedzania, a tego dnia dodatkowo się rozrywał i bardzo szybko przesychał. Zdaniem Rafała Dobruckiego owal w Poznaniu skrywa w sobie potencjał na lepsze ściganie. – Jest dużo do zrobienia w istniejących okolicznościach, żeby ten to sprzyjał dobremu ściganiu – powiedział selekcjoner reprezentacji Polski.

Tor w Poznaniu został odnowiony w 2015 roku, gdy klubowi udało się pozyskać środki z budżetu obywatelskiego. Wyrwano wszystkie chwasty, odnowiono drewniane bandy i zakupiono dmuchaną bandę, która służy klubowi po dziś dzień. Do 2019 roku na torze nie robiono nic poza standardowymi pracami związanymi z utrzymaniem nawierzchni. Przed sezonem 2020 postanowiono jednak zmienić geometrię - przesunięto krawężnik na łukach do środka, co miało poprawić jakość widowisk na Golęcinie. Tak się jednak nie stało i z toru dalej wieje nudą.

- Tor był przebudowany już dawno i powinien zacząć się układać - powiedział po DME trener Rafał Dobrucki. - Byłem tutaj w grudniu zeszłego roku i cóż mogę powiedzieć - technologia układania tego toru mnie nie powaliła i pewnie to, co było dzisiaj, to są trochę tego efekty. Jestem nawet zaskoczony, że dzisiaj tak było, bo z tego, co widziałem w grudniu, to był dziś trudny tor, ale znośny, mogło być gorzej. Myślę, że tor był źle ułożony w grudniu zeszłego roku - analizował Dobrucki.

Reklama

Selekcjoner był dość tajemniczy i raczej unikał stwierdzeń wprost. Dopytywany o to, co znaczy określenie "technologia układania toru", unikał konkretów, jednak zdawał się co nieco sugerować. - Na torach trzeba robić rzeczy po kolei - coś musi się dziać i nie można przeskoczyć pewnych etapów. One też powinny następować jeden po drugim, nie da się niczego przeskoczyć. Tutaj na pewno jest potencjał, ten tor ma potencjał, ale jest ciężko - mówił zdawkowo Rafał Dobrucki.

Ze słów selekcjonera wynika niemal wprost, że tor w Poznaniu został źle ułożony. Dobrucki dopytywany o to, czy tak faktycznie było, rozszerzył temat. - To bardziej złożona sprawa. Tor w Poznaniu, nawet jeśli byłby dobrze przygotowany, daje jedną ścieżkę jazdy. Jeżeli wszyscy zawodnicy eksploatują ten fragment toru, robią się tam dziury, koleiny i tor staje się nie dość, że nieatrakcyjny, to niebezpieczny. Jeżeli tor miałby kilka linii do jazdy, to nikt nie eksploatowałby go w jednym miejscu. Wtedy stałby się i bezpieczny, i atrakcyjny dla zawodów - analizował selekcjoner reprezentacji Polski.

Można by wywnioskować, że problemem tego owalu jest geometria. Okazuje się jednak, że nie trzeba zmieniać kształtu toru, żebyśmy w Poznaniu mogli oglądać lepsze widowiska. - Najwięcej do atrakcyjności ma nawierzchnia, a nie geometria moim zdaniem. Chyba, że jest już jakaś ekstremalna, która naprawdę wyklucza ściganie. Tory, które mamy, które znam, na nich większe znaczenie ma nawierzchnia, a nie geometria - powiedział Dobrucki.

Ostatnią możliwością, jeśli chodzi o tor w Poznaniu, byłoby dodatkowe pochylenie łuków, które są dość płaskie. Czy to by pomogło w kwestii widowisk? - Absolutnie - odpowiedział Dobrucki. - Pochylenie toru na pewno daje więcej możliwości. Jest to jednak nietania sprawa, więc myślę, że jest jeszcze dużo więcej do zrobienia w istniejących warunkach, żeby ten tor sprzyjał dobremu ściganiu - podsumował selekcjoner żużlowej reprezentacji Polski.

Reklama

Reklama

Reklama