Reklama

Reklama

Najmłodszy z klanu Gollobów porzucił żużel dla śpiewania, teraz do klubów przychodzą maile z jego ofertą

Kiedyś wydawało się, że odniesie sukces. Miał wszystko, żeby tak się stało - nazwisko, kasę, sprzęt, wielką sławę. Czasami nazwisko jest jednak problemem. Oskar Ajtner-Gollob nigdy nie poszedł w ślady sławnego wujka Tomasza i ojca, po prostu nie sprostał wielkim oczekiwaniom. Nie poradził sobie z presją, porzucił nawet żużel dla śpiewania, teraz znalazł się na życiowym zakręcie. Inna sprawa, że do kilku klubów przyszły maile z jego ofertą. Jeśli to nie żart, znaczyłoby to, że młody Gollob jeszcze myśli o speedway'u.

Najmłodszy z klanu Gollobów z jednej strony wygrał los na loterii, a drugiej nie poradził sobie z życiem pod wielką presją i nie sprostał wielkim oczekiwaniom rodziny. Wujek - mistrz świata na żużlu z 2010 roku, ikona tego sportu, nie sposób wymienić wszystkich zasług Tomasza dla tej dyscypliny. Ojciec z kolei był znany z rozrywkowego stylu życia, ale potrafił dołożyć ciężką pracę, która doprowadziła go do niemałych osiągnięć - m.in. dwa tytuły indywidualnego mistrza Polski nie wzięły się przecież z przypadku. Oskar Ajtner-Gollob miał iść w ich ślady. Kiedyś wydawało się, że ma wszystko, by tak się stało - nazwisko, kasę, sprzęt, wielką sławę. Jednak nie. Zabrakło chłodnej głowy, chęci i odpowiedniego podejścia.

Reklama

Zaczynał jak Tomasz 

Oskar szedł tą samą drogą, co przed laty jego wujek Tomasz. Zaczynał od motocrossu, następnie zajął się uprawianiem żużla. Karierę wnuka w głównej mierze prowadził Władysław Gollob. Jednak finalnie marzenia dziadka o wielkich osiągnięciach wnuka spełzły na niczym. Najmłodszy z klanu nigdy jednak nie został wielkim żużlowcem, nigdy nie zaistniał w PGE Ekstralidze. Na poziomie niższych klas rozgrywkowych był natomiast takim ligowm rzemieślnikiem, czyli furory nie zrobił, ale dostarczał solidne wyniki do dorobku bydgoskiej Polonii. Czego mu brakowało, skoro na szczycie znalazł się wujek razem z ojcem? Determinacji, chłodnej głowy oraz odpowiedniego podejścia. Tak przynajmniej można przypuszczać. 

Potężny "dzwon" zniechęcił go do żużla 

2 lipca 2018 roku - tego dnia odbył się mecz pomiędzy Polonią Bydgoszcz a Ostrovią Ostrów Wielkopolski (34:55). W pierwszym wyścigu doszło do potężnego wypadku Ajtnera-Golloba z Renatem Gafurowem. Winny całemu zdarzeniu był Rosjanin, który pojechał zdecydowanie zbyt ostro, wsadził rywala w płot i został wykluczony z powtórki. Żółta kartka za bezmyślne przewinienie to było za mało, obóz gospodarzy domagał się czerwonej. Na szczęście zdarzenie nie skończyło się tragedią, choć upadek pozostawił ślad w psychice wówczas 23-letniego zawodnika. To był ciężki sezon z perspektywy Oskara. Pojawiły się kłopoty osobiste, opuszczał treningi, pozbawiono go opaski kapitana, aż w końcu stracił miejsce w składzie. Gdy wrócił, to zapunktował i pozostał w ligowym zestawieniu.

Wszystko wskazuje, że ten potężny "dzwon" zniechęcił go do uprawiania czarnego sportu. - Ja po dzisiejszych zawodach skończyłem jazdę na żużlu, będę teraz śpiewał. Mówię poważnie. Będę śpiewał covery Dawida Kwiatkowskiego - przekonywał chwilę po zawodach w rozmowie z portalem WP SportoweFakty. Kibice wzięli jego wypowiedź za mało śmieszny żart, szczególnie że młody Gollob wsiadł jeszcze później na motor i dokończył sezon. Kolejnego jednak już nie rozpoczął, bowiem nie podpisał aneksu finansowego. Mówiło się, że musi zastanowić się nad swoją przyszłością, a także poradzić sobie z problemami. 

To właśnie te tzw. osobiste kłopoty miały być przyczyną średnio udanego sezonu. Bo jak inaczej można nazwać średnią biegową na drugoligowych torach w wysokości 1.763, skoro rok wcześniej na zapleczu PGE Ekstraligi wykręciło się 1.762? Poziom najniższej klasy rozgrywkowej poszedł wyraźnie w górę, lecz to nie był jedyny powód braku postępów. Nikt nie znał odpowiedzi na pytanie, jakie kłopoty uprzykrzają życie młodemu człowiekowi. Pojawiały się różne plotki, jednak żadna nigdy nie została potwierdzona i raczej już tak pozostanie. Prawdę znał tylko sam zainteresowany.

Dziwne filmiki, zaskakiwał też wypowiedziami 

Kiedy Ajtner-Gollob zaczął zamieszczać w internecie dziwne filmiki, wszyscy zaczęli się o niego bać, bo działo się coś złego. Nie brakowało słów, że próbuje zwrócić na siebie uwagę. Choć bliscy chcieli mu pomóc, to nie był tym zainteresowany. Część kibiców bawiły teledyski byłego żużlowca, lecz kiedy wyciągnął pistolet (możliwe, że była to atrapa), śmiech zamienił się w grobową ciszę i zaczął się strach. W tym momencie żużel zszedł na dalszy plan. Pogubił się życiowo i tak naprawdę jeszcze się nie pozbierał. Zachowanie Golloba na tych filmikach szokowało - był dziwnie umalowany, wyglądał jakby stracił kontakt z rzeczywistością.

Od początku kariery zaskakiwał wypowiedziami. Po zakończeniu/zawieszeniu? ścigania udzielił barwnej wypowiedzi, również portalowi WP SportoweFakty. - Liczę na to, że któryś z klubów się do mnie odezwie. Bardzo cieszyłbym się, gdyby była to drużyna ekstraligowa. Czuję się na nią przygotowany. Spędzenie kolejnego sezonu w drugiej lidze nie ma dla mnie większego sensu. Wiem też, że finanse w PGE Ekstralidze są dużo wyższe. Tam byłoby mi też dużo łatwiej znaleźć sponsorów. Nie ukrywam, że byłbym zadowolony, gdybym mógł otrzymać większą gotówkę. Tak jak każdy zawodnik cieszę się, jeśli jest taka możliwość - tłumaczył. Nie zapomniał dodawać, że - oprócz planów sportowych - chciałby spełniać się na scenie. Zapewniał, że będzie dużo śpiewał. 

"Zniszczyli mi syna!"  

W kwietniu bieżącego roku Anna Ajtner, matka Oskara, udzieliła wywiadu "Przeglądowi Sportowemu", w którym stwierdziła, że rodzina Gollobów zniszczyła jej syna. Z jej ust padły mocne słowa, dotyczyły oczywiście Jacka, Tomasza oraz Władysława. Oskar toczył sądowy spór z ojcem, a decyzją sądu miał zostać umieszczony w zamkniętym oddziale zakładu psychiatrycznego. Nie radził sobie z codziennym funkcjonowaniem - został bez pracy, bez środków do życia, w dodatku utrzymywali go rodzice. 

- Oskar musiał poddać się badaniu psychiatrycznemu. Badało go dwóch biegłych. Udało mi się ustalić, że na badaniu trwającym 15 minut zadano mu trzy albo cztery pytania, po których stwierdzono, że musi trafić na oddział zamknięty. I takie postanowienie wydał sąd. Ciężko mi będzie wybaczyć im to co z nim zrobili. Zniszczyli mi syna! Urodziłam zdrowe dziecko, które trafiło w nieodpowiednie ręce i teraz muszę zbierać go żyletką z podłogi. Tego się zawsze obawiałam. Chciałabym zapomnieć, że kiedykolwiek i cokolwiek mnie z tą rodziną łączyło. W mojej rodzinie nikt nie miał problemów natury psychicznej, czego nie mogę powiedzieć o rodzinie Gollobów, gdzie takowe problemy się pojawiały - mówiła kobieta.

Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź głowy rodziny, czyli Władysława Golloba. Najstarszy z klanu zarzucał Annie Ajtner, że dopiero teraz przypomniała sobie o synu i pytał, co robiła przez kilkanaście lat jego życia. Przez ostatnie pół roku sprawa ucichła, Oskar przestał wrzucać dziwne rzeczy do sieci, zatem można domniemywać, że terapia przynosi pożądane efekty. A jeśli maile do klubów nie są żartem, to kto wie, może na żużlu Ajtner-Gollob nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje