Reklama

Reklama

Najman nie taki straszny jak go malują. Wspierał Drabika, przy okazji FAME MMA zbierał pieniądze dla Golloba na wózku

Marcin Najman to z pewnością najbardziej medialne nazwisko bieżącego tygodnia. Na byłego boksera spadła ogromna krytyka po jego niesportowym zachowaniu podczas gali FAME MMA. W żużlowym środowisku dał się jednak poznać jako osoba o wielkim sercu.

Dzwonił do Gołoty, żeby junior dostał silnik

Reklama

Marcin Najman pochodzi z Częstochowy, miasta, w którym żużlowy klub Włókniarz odgrywa bardzo dużą rolę w życiu mieszkańców. On sam, jeszcze jako młodzieniec regularnie chodził na stadion, a potem - już jako bardziej znana osobistość - coraz mocniej angażował się w pomoc dla tamtejszych zawodników.

Kiedy jeden z najlepszych tunerów na świecie, Ryszard Kowalski, nie chciał wejść we współpracę z Maksymem Drabikiem, ojciec zawodnika - legenda Włókniarza Częstochowa, Sławomir Drabik - postanowił skorzystać z pomocy znanego już wówczas Najmana. Wiedział o pasji do boksu mechanika, więc zabrał swojego częstochowskiego kolegę na rozmowy z nim. Ostatecznie były zawodnik Apatora zdecydował się rozwiązać problemy sportowe najmłodszego z Drabików, jednak dopiero po tym, gdy Najman zapewnił go, że po odbiór jednostki stawią się razem z... Andrzejem Gołotą.

Bronił Drabika, chociaż ten go obraził

Dziś Maksym Drabik nie ma już tak dobrych relacji z Najmanem - bokser wciąż pozostaje jednak w koleżeńskich stosunkach z jego ojcem, a ich rodzinne drogi bardzo drastycznie się rozeszły. Kiedy żużlowiec został indywidualnym mistrzem juniorów, bokser pogratulował w mediach społecznościowych zarówno jemu, jak i Sławomirowi. - Bez Ciebie i Twojego wkładu i poświęcenia nie byłoby Mistrza Świata Maksyma. Widziałem, jak od pierwszych kroków czuwałeś nad rozwojem syna i nie pozwoliłeś nakładać na niego przez nikogo presji. Nauczyłeś go wszystkiego. Każdy syn chciałby mieć takiego ojca - pisał.

- Marcin, a za twoimi sukcesami kto stoi? A, zapomniałem. Nie masz żadnych sukcesów. Nie dotykaj mojego życia prywatnego, jak i zawodowego - odpisał mu świeżo upieczony czempion. Od tego czasu kontakty obu panów wydają się dosyć chłodne, jednak Najman jako jeden z nielicznych apelował o najniższy wymiar kary dla żużlowca po tym, gdy ten zaliczył dopingową wpadkę.

- Absolutnie nie wierzę w żadne świadome przyjęcie środków dopingujących przez Maksyma. To, że ostatnimi czasy odwala mu "sodówa", to jedno, natomiast to, jakim on jest talentem i że nie potrzebuje żadnych środków do znakomitej jazdy na żużlu, to drugie. Znam jego ambicje i podejście sprzed lat i absolutnie w nic takiego nie uwierzę - mówił. Winą obarczał za to otoczenie żużlowca. - Ludzi, którymi otoczył się Maksym, nie sposób pozytywnie ocenić. Po czymś takim okazuje się, że to jest najzwyczajniej banda osłów, niemających pojęcia o zawodowym sporcie i regułach w nim rządzących - grzmiał.

Miejsce w narożniku za pomoc dla Golloba

Najman od samego początku był jedną z osób najbardziej zaangażowanych w pomoc dla Tomasza Golloba po jego okropnym wypadku na motocrossie. Odwiedził go w szpitalu już niedługo po feralnej kraksie. Podczas ostatnich gali FAME MMA, także tej feralnej, po której został zdyskwalifikowany - wystawiał na charytatywne aukcje miejsce swojego sekundanta.

Darczyńca, któremu udało się je wylicytować, otrzymywał miejsce w narożniku Najmana czy możliwość przebywania w szatni podczas jego rozgrzewki. Pieniądze były zaś przeznaczane na poczet rehabilitacji mistrza.

- Bardzo jestem ci wdzięczny, Tomek, że choć w tak malutkim promilu mogę odwdzięczyć się za te wszystkie lata emocji, ponad dwadzieścia lat, w których dawałeś emocje mi i wszystkim Polakom. Myślę, że w tym wszystkim najważniejsze jest to, że wiesz, że kibice i my pamiętamy - mówił podczas przekazywania mistrzowi pieniędzy.

Dowiedz się więcej na temat: żużel | Marcin Najman | Tomasz Gollob | Maksym Drabik | Sławomir Drabik

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama