Reklama

Reklama

MŚ par na żużlu. Marek Cieślak: Sztuką było dźwignąć zespół

Po fatalnym występie w piątek, polscy żużlowcy w składzie z Patrykiem Dudkiem, Maciejem Janowskim i Maksymem Drabikiem podźwignęli się i wywalczyli brązowy medal Speedway of Nations, mistrzostw świata par na żużlu rozgrywanych na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu. Wygrała Rosja przed Wielką Brytanią. Po zawodach zawodnicy i selekcjoner kadry zabrali głos.

"Po słabym pierwszym dniu sztuką było dźwignąć zespół, ale nam się to udało. Sobota była już znacznie lepsza. Szkoda tego barażu o finał, ale tu wyszło, co mówiłem wcześniej, że regulamin jest zły. Jak można karać zawodnika i dawać mu ostrzeżenie, a później na drugi dzień to wykorzystywać i go wykluczać z takiego biegu. Stało się. A czy brąz to sukces, niech ocenią sami kibice. Podkreślam, po słabym pierwszym dniu udało nam się podnieść i jestem zadowolony z chłopaków" - mówił Marek Cieślak, menedżer polskiego zespołu. 

Reklama

Nasi zawodnicy sami byli bardzo zdeterminowani, by zatrzeć złe wrażenie z piątku, gdy zajęli dopiero szóste miejsce.

"Mówiłem Patrykowi przed tym barażowym biegiem, że musi zrobić wszystko, aby zatrzymać Artioma Łagutę. Starał się, do tego doszły nerwy i stało się. Chociaż moim zdaniem, to nie było aż takie przewinienie, aby zaraz wykluczać Patryka. Mógł sędzia puścić bieg w pełnej obsadzie. Nawet nie myśleliśmy o tym, że Patryk ma ostrzeżenie i musi uważać. Szkoda, bo mogliśmy awansować do finału, a tam wszystko mogło się zdarzyć. Co do formuły zawodów, to ja chyba wolę drużynowy puchar, który ma swój klimat. Chociaż muszę przyznać, że jazda w parach też jest ciekawa" - powiedział lider naszej ekipy Maciej Janowski, który łącznie zgromadził 22 punkty w dwunastu startach.

Dokładnie połowę dorobku "Magica" zdobył Patryk Dudek, który triumfował po zawodach. "Wczoraj był horror, a dzisiaj wstaliśmy z kolan. Fajnie to wyglądało. Cały czas komunikowaliśmy się z Maćkiem, ustalaliśmy, z którego pola kto jedzie i ta nasza współpraca dobrze wyglądała. Motocykle też się lepiej spisywały, chociaż jechaliśmy na tym samym sprzęcie co w piątek. Co do barażowego biegu, to nie wiedziałem, że ostrzeżenie z pierwszego dnia przechodzi na drugi. W sumie to zostałem dwa razy ukarany za to dotknięcie taśmy w pierwszym biegu z piątku, bo wtedy mnie wykluczono, a do tego dostałem ostrzeżenie, które miało wpływ na bieg barażowy. Może trener nas ostrzegał, ale gdzieś mi to umknęło. To były dwa szalone dni" - ocenił nasz gwiazdor.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje