Mistrz świata zostanie DJ-em. Odetchnęli z ulgą. "Całe szczęście"
Tai Woffinden, to celebryta w czystej postaci. Co prawda ma na swoim koncie aż 3 tytuły mistrza świata, aczkolwiek od kilku dobrych lat szuka nowej rozrywki. Brytyjczyk najbardziej wkręcił się w tworzenie muzyki. 12 maja o 1 w nocy, kilka godzin po rundzie Grand Prix w Warszawie, będzie DJ-em w jednym z popularnych klubów nocnych w stolicy. Niektórzy kibice obawiają się, czy aby na pewno wieczorem będzie myślami na torze. - Całe szczęście, że nie jest odwrotnie - komentuje dla nas Jacek Frątczak. Warto wspomnieć, że za kulisami w dalszym ciągu rozgrywa się przyszłość Woffindena w Betard Sparcie. - To nie będzie żadna wielka kopernikańska rewolucja - mówi nasz ekspert.

- Trudno sobie wyobrazić brak Woffindena we Wrocławiu - mówi Jacek Frątczak dla Interii. Brytyjczyk słabo rozpoczął tegoroczne zmagania, inkasując zaledwie cztery punkty przeciwko beniaminkowi z Zielonej Góry. Nie jest to dobry prognostyk w kontekście przyszłości 3-krotnego mistrza świata we wrocławskim klubie. Za kulisami Woffindena wciąż kusi KS Apator Toruń. - Nawet Tomasz Gollob odchodził z Polonii Bydgoszcz. To nie będzie żadna wielka kopernikańska rewolucja. Tai jest zakorzeniony w naszej pamięci jako ten, który startuje we Wrocławiu. Mimo wszystko będę stał przy swoim i sądzę, że przedłuży kontrakt - zapewnia.
Ma papiery, by zdetronizować Zmarzlika. To największy kłopot gwiazdy
Choć 33-latek nie tak wyobrażał sobie inaugurację zmagań PGE Ekstraligi, to sezon jest jeszcze długi. Najważniejsze decyzje zapadną z pewnością na przełomie czerwca i lipca. - Z pewnością zakończenie dwuletniego kontraktu jest momentem, w którym ten ostatni sezon ma znaczenie w kontekście wyboru pracodawcy. Mam taką nadzieję, że Tai będzie głodny oraz trafi ze sprzętem. Liczę, że będzie przede wszystkim czerpał radość ze ścigania, bo tego mu głównie brakowało w ostatnich sezonach. Pamiętamy różne rotacje w sprzęcie i w teamie. One powodowały to, że nie pokazywał tego, na co z całą pewnością go było stać - tłumaczy były menadżer klubów z Torunia i Zielonej Góry.
Nie ma co ukrywać, że Woffinden wypadł już ze ścisłej czołówki na świecie. Wciąż jednak ma tyle umiejętności, że najważniejszym czynnikiem w jego przypadku jest sprzęt. Choć jego działania nie do końca świadczą o słowach, które często wypowiada, to Tai dalej wierzy, że jest jeszcze w stanie walczyć o czwarty tytuł mistrza świata.
On ma papiery, żeby znów walczyć o tytuł. Jest 3-krotnym mistrzem świata. Musi wrócić na ścieżkę czerpania radości z jazdy i wygrywania, oraz przede wszystkim znaleźć prędkość. U niego największy kłopot stanowiło odnajdywanie prędkości. Jeśli ją znajdzie, to wszystko jest możliwe, bo on potrafi się ścigać. W żużlu zawsze patrzymy, jaki miałeś ostatni czas, więc te ostatnie lata nie były dla niego udane. W kontekście atrakcyjności całego cyklu, dobrze byłoby, aby wrócił na wysoki poziom
Woffinden będzie główną gwiazdą w Warszawie. Nie chodzi jednak o żużel
Legenda wrocławskiej Sparty stale rozwija się jednak poza żużlem. Gwiazdor co rusz znajduje sobie nowe hobby. Przez moment nagrywał vlogi na YouTube, skakał ze spadochronem, wyzwał nawet swojego rywala z toru Leona Madsena na pojedynek bokserski, a teraz tworzy muzykę. Na platformie Spotify ma około 50 tysięcy słuchaczy miesięcznie. Uwagę kibiców zwróciło jednak co innego.
Woffinden ogłosił jakiś czas temu swój występ tuż po sobotniej rundzie Grand Prix Polski na PGE Narodowym w Warszawie. 12 maja po północy wystąpi w jednym z bardziej popularnych klubów nocnych w stolicy naszego kraju. Niektórzy kibice zastanawiają się, czy w czasie zawodów na pewno będzie skupiony na jeździe.
- Kolejność jest absolutnie właściwa. Całe szczęście, że nie jest odwrotnie. Trudno nam odbierać prawo do posiadania hobby. Najważniejsze, żeby nie dominowało nad sprawami zawodowymi. Gdyby był DJ-em w noc poprzedzającą rundę Grand Prix, to moglibyśmy mieć pewne wątpliwości odnośnie przygotowania pod względem mentalnym i fizycznym. Jeżeli to się dzieje po zawodach, to ja jestem całkowicie spokojny. Nie odbierajmy zawodnikom prawa, żeby byli normalnymi ludźmi. Nam nic do tego, bo to wolny człowiek - kończy Frątczak.













