Reklama

Reklama

Mistrz rozmienia się na drobne? Spóźnił się dwa miesiące

Początek sezonu w wykonaniu Taia Woffindena nie był najbardziej udany. Momentem zwrotnym, jeśli chodzi o dyspozycję Brytyjczyka w tym roku, był weekend z inauguracyjną rundą Grand Prix w Gorican. W Chorwacji zajął odległe 13. Miejsce, a dzień później w Częstochowie zdobył zaledwie dwa punkty w barwach Betard Sparty Wrocław. Woffinden powiedział „dość!” i zmienił tunera. Choć jego wyniki od razu się poprawiły, Brytyjczyk wciąż musi uczyć się nowych jednostek. – W ostatnich dwóch tygodniach znajdujemy coraz więcej prędkości – powiedział Woffinden w rozmowie z Interią.

Początek sezonu był w wykonaniu Woffindena bardzo przeciętny. We wspomniany weekend trzykrotny indywidualny mistrz świata był cieniem samego siebie. Nie może więc dziwić, że zdecydował się na bardzo radykalny ruch i zmianę tunera - Brytyjczyk przesiadł się z jednostek Ryszarda Kowalskiego na GM-y przygotowywane przez Ashleya Hollowaya.

Zmiana jest widoczna gołym okiem. Widać ją choćby przy porównaniu wyników rund Grand Prix, w których startował Brytyjczyk. W Chorwacji był trzynasty, w Warszawie już siódmy. - Pracowaliśmy dziś bardzo ciężko. Od dwóch tygodni, za każdym razem, gdy wsiadam na motocykl, zaczynam znajdować coraz więcej prędkości. Mamy wciąż trochę pracy do wykonania, ale wszystko zmierza w pozytywnym kierunku. Nie poddajemy się i będziemy dalej walczyć - komentował swoją postawę po zawodach Woffinden.

Reklama

Woffinden jeździ dwa miesiące, a wciąż bada silniki

Żużlowiec reprezentujący w PGE Ekstralidze Betard Spartę Wrocław w pewnym momencie wyglądał na motocyklu bardzo dobrze - wygrał dwa wyścigi z rzędu, jednak nie poszedł za ciosem i w półfinale przyjechał do mety ostatni. Okazuje się, że wynikało to z problemów z dopasowaniem motocykla do nawierzchni. - Nigdy wcześniej nie jechałem na tym silniku, dziś startowałem na nim pierwszy raz. Musimy się go uczyć w trakcie zawodów. W każdym biegu próbujemy znaleźć odpowiednie ustawienia - relacjonował Tai Woffinden.

- W trzecim starcie poszliśmy w złym kierunku z przełożeniami, więc na kolejny poszliśmy w całkowicie przeciwną stronę i było dużo lepiej. Wygrałem wtedy dwa biegi - zdradzał tajemnice sukcesu Brytyjczyk. - Po zawodach spuściliśmy olej z silnika i pływały w nim jakieś części z jego góry, więc w ostatnim biegu ten silnik na pewno nie dawał 100% możliwej mocy. Teraz czeka go remont i będziemy go sprawdzać przy okazji kolejnych zawodów - dodał trzykrotny indywidualny mistrz świata.

Zawody w Warszawą były dobrą okazją do zapytania Brytyjczyka, z czyich usług tunerskich korzysta. Wszystko dlatego, że choć Tobiasz Musielak potwierdził w trakcie jednej z transmisji, że Woffinden korzysta z usług tego samego tunera co on, czyli Ashleya Hollowaya, to Brytyjczyk oficjalnie nie przyznał jeszcze, że zmienił dostawcę jednostek. Wprost nie potwierdził tego też w rozmowie z Interią w Warszawie. - Teraz robię silniki sobie sam - odpowiedział Brytyjczyk z szerokim uśmiechem na ustach.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL